Color Joy FCI

Color Joy FCI Strona poświęcona rasie, Owczarek australijski, Miniaturowy Owczarek Amerykański, Owczarek Belgijski Malinois. To również strona poświęcona szkoleniom psów.

Wczoraj urodziły się u nas szczenięta, więc trudno o lepszy moment, żeby przyjrzeć się bliżej zachowaniom afiliacyjnym u...
11/08/2026

Wczoraj urodziły się u nas szczenięta, więc trudno o lepszy moment, żeby przyjrzeć się bliżej zachowaniom afiliacyjnym u psów. To określenie może brzmieć dość naukowo, ale w rzeczywistości opisuje bardzo ważną część psiego życia społecznego. Zachowania afiliacyjne są związane z tworzeniem i podtrzymywaniem relacji, poszukiwaniem bliskości, kontaktem społecznym oraz funkcjonowaniem w grupie. I co ważne, nie zaczynają się w momencie, kiedy szczeniak trafia do człowieka. Ich początki obserwujemy znacznie wcześniej.

Pierwszym środowiskiem społecznym szczenięcia jest matka i rodzeństwo. Bliskość fizyczna, kontakt z ciałem drugiego osobnika, reagowanie na jego obecność i zachowanie, wspólny odpoczynek czy późniejsze podejmowanie interakcji z rodzeństwem są częścią rozwoju społecznego. Wraz z dojrzewaniem repertuar zachowań staje się coraz bogatszy. Szczenię zaczyna podążać za innym psem, inicjować kontakt, odpowiadać na zaproszenie do zabawy, wybierać konkretnego partnera do interakcji, tolerować bliskość jednego osobnika, a wobec innego próbować zwiększyć dystans. Może przerwać kontakt i po chwili do niego wrócić, obserwować zachowanie pozostałych psów, reagować na zmianę ich poziomu pobudzenia albo szukać bliskości grupy po krótkiej eksploracji otoczenia.

To właśnie dlatego w hodowli tak interesujące jest nie samo stwierdzenie, że szczeniak jest „towarzyski” czy „kontaktowy”, ale sposób, w jaki ten kontakt nawiązuje i jak nim zarządza. Czy sam inicjuje interakcję, czy raczej odpowiada na zaproszenie drugiego psa? Czy potrafi wejść w kontakt i równie swobodnie z niego zrezygnować? Czy wybiera określonych partnerów? Czy potrafi odpoczywać w obecności innych psów? Czy po oddaleniu się wraca do grupy? Czy potrzebuje fizycznej bliskości, żeby się uspokoić, czy potrafi regulować swoje emocje również samodzielnie? Takie obserwacje mówią o szczenięciu znacznie więcej niż proste określenie „jest bardzo społeczny”.

W późniejszym okresie coraz większe znaczenie zaczyna mieć również człowiek. Pies może sam wybierać przebywanie w pobliżu opiekuna, odpoczywać w tym samym pomieszczeniu, przesuwać się bliżej, kiedy człowiek siada, opierać się o jego nogę, kłaść głowę na stopie, delikatnie dotykać go nosem albo inicjować kontakt poprzez zabawę. Może obserwować człowieka podczas eksplorowania nowego miejsca, sprawdzać jego położenie, wracać do niego po oddaleniu się, dostosowywać tempo poruszania się do jego ruchu czy szukać go wzrokiem w sytuacji, której jeszcze nie zna. W sytuacji wywołującej niepewność może podejść bliżej opiekuna, wykorzystując go jako bezpieczną bazę, a kiedy napięcie opadnie, ponownie wrócić do samodzielnego działania.

Bardzo często obserwujemy też zachowania, które są znacznie mniej spektakularne i właśnie dlatego łatwo je przeoczyć. Pies może wybierać miejsce odpoczynku w pobliżu człowieka, przemieszczać się razem z nim po domu, pojawiać się w pomieszczeniu, do którego człowiek przeszedł, albo po prostu leżeć obok, nie oczekując żadnej konkretnej interakcji. Nie musi domagać się głaskania, zabawy czy jedzenia. Sama możliwość pozostawania w pobliżu może być dla niego istotnym elementem kontaktu społecznego.

Jednocześnie zachowania afiliacyjne nie powinny być utożsamiane z zależnością, lękiem czy nadmiernym przywiązaniem. To bardzo ważne rozróżnienie, szczególnie kiedy obserwujemy młode psy. Szczeniak, który intensywnie szuka człowieka, może rzeczywiście być bardzo społeczny, ale może też szukać wsparcia, ponieważ sytuacja jest dla niego trudna. Pies podążający za opiekunem może chcieć utrzymywać kontakt, ale może również nie czuć się bezpiecznie, kiedy zostaje sam. Podobnie kontakt fizyczny nie zawsze oznacza przyjemność, a podejście do człowieka nie zawsze jest prostym komunikatem „chcę być z tobą”. Dlatego pojedyncze zachowanie nie powinno być interpretowane bez uwzględnienia sytuacji, poziomu pobudzenia, mowy ciała, historii psa i tego, co wydarzyło się przed nim.

Właśnie tutaj zaczyna się dla mnie prawdziwa praca hodowcy. Nie polega ona na tym, żeby jak najwcześniej przykleić szczenięciu etykietę i zdecydować, że jedno będzie „najbardziej kontaktowe”, drugie „niezależne”, a trzecie „najbardziej odważne”. Szczenię nie jest przecież gotowym produktem. Jego zachowanie rozwija się wraz z dojrzewaniem układu nerwowego, doświadczeniami, środowiskiem i relacjami społecznymi. To, co możemy zrobić, to bardzo uważnie obserwować kierunek tego rozwoju.

Możemy więc zwracać uwagę na to, kto częściej inicjuje kontakt, kto chętnie odpowiada na inicjatywę drugiego psa, kto potrzebuje większej bliskości, kto potrafi spokojnie odpoczywać w grupie, kto wybiera określonych partnerów, kto po krótkiej interakcji wraca do własnej aktywności, a kto jeszcze długo pozostaje skupiony na kontakcie. Możemy obserwować, jak szczenię reaguje na odejście matki lub rodzeństwa, jak szybko wraca do równowagi, czy potrafi samo eksplorować otoczenie i czy po eksploracji wraca do grupy. Później możemy obserwować również, w jaki sposób zaczyna korzystać z człowieka jako partnera społecznego, czy szuka go w nowych sytuacjach, czy potrafi samodzielnie działać w jego obecności i czy kontakt z człowiekiem pomaga mu regulować emocje bez odbierania mu możliwości samodzielnego poznawania świata.

To właśnie dlatego uważam, że obserwacja szczeniąt jest czymś znacznie bardziej złożonym niż sprawdzenie, które z nich pierwsze przybiegnie do człowieka. Zachowanie afiliacyjne nie jest pojedynczą cechą, którą można odhaczyć na liście. To cały repertuar zachowań, który zmienia się wraz z wiekiem, doświadczeniem i sytuacją.

Patrząc dziś na nasze nowonarodzone szczenięta, nie próbuję więc jeszcze powiedzieć, jakie będą. Na tym etapie zaczyna się dopiero bardzo długi proces rozwoju, a pierwsze tygodnie życia będą przynosiły kolejne możliwości obserwowania, jak każde z nich odnajduje się w relacji z matką, rodzeństwem, człowiekiem i otoczeniem. Z czasem pojawi się coraz więcej informacji o tym, kto potrzebuje bliskości, kto potrafi zachować samodzielność, kto chętnie inicjuje kontakt, kto wybiera określonych partnerów, kto szybko wraca do eksploracji, a kto potrzebuje więcej czasu, żeby poczuć się pewnie.

I właśnie dlatego tak bardzo lubię obserwować rozwój miotów. Charakter psa nie ujawnia się w jednym zachowaniu i nie można go uczciwie opisać jednym słowem. Trzeba patrzeć na wzajemne zależności pomiędzy zachowaniami, na ich kontekst i na to, jak zmieniają się w czasie.

Bo zadaniem hodowcy nie jest tylko patrzeć na szczenięta i "stworzyć " idealny miot.
Zadaniem hodowcy jest umieć je obserwować i rozumieć.

KUŹNIA LEGEND ZACZĘŁA SWOJĄ HISTORIĘ.Długi weekend, długie oczekiwanie i w końcu są. 10 sierpnia 2026 roku na świecie po...
10/08/2026

KUŹNIA LEGEND ZACZĘŁA SWOJĄ HISTORIĘ.
Długi weekend, długie oczekiwanie i w końcu są.

10 sierpnia 2026 roku na świecie pojawiło się sześć małych istot Owczarka Belgijskiego – cztery dziewczynki i dwóch chłopców.
Pimpuś i maluchy mają się dobrze, a my przez najbliższy tydzień żyjemy trochę spokojniej, dbając o pierwsze wspólne dni.
Jeśli pytaliście wcześniej o szczeniaka owczarka belgijskiego i nadal jesteście zainteresowani, odezwijcie się proszę jeszcze raz.
Zanim dotrę do wszystkich wcześniejszych wiadomości, może minąć trochę czasu, dlatego łatwiej będzie mi odpowiedzieć na bieżąco.
W odpowiedzi ponownie przekażę informacje dotyczące możliwości rezerwacji.

Kilka dni temu jeden z moich klientów wysłał mi na WhatsAppie grafikę przedstawiającą trzy etapy życia psa. Na początku ...
05/08/2026

Kilka dni temu jeden z moich klientów wysłał mi na WhatsAppie grafikę przedstawiającą trzy etapy życia psa. Na początku był słodki szczeniak, później dinozaur, a na końcu spokojny, dorosły pies. Uśmiechnęłam się i… postanowiłam wprowadzić jedną zmianę. Dinozaur ustąpił miejsca szalonemu jednorożcowi. Wydał mi się zdecydowanie lepszym symbolem młodego psa – pełnego energii, pomysłów i momentami całkowicie nieprzewidywalnego.

Im dłużej jednak przyglądałam się tej grafice, tym mniej myślałam o samym jednorożcu, a coraz bardziej o tym, dlaczego właśnie ten etap życia psa tak często określamy mianem „buntu”.

Nie twierdzę, że okres dojrzewania nie istnieje. Istnieje. Zmienia się gospodarka hormonalna, emocje, sposób reagowania i potrzeby psa. To naturalny etap jego rozwoju i byłoby błędem udawać, że nie ma on wpływu na zachowanie.

Mam jednak wrażenie, że zbyt często na tym kończymy nasze rozważania.

Mówimy: „to taki wiek”, „to hormony”, „z tego wyrośnie”, a znacznie rzadziej wracamy myślami do tego, jak wyglądały poprzednie miesiące wspólnego życia. Jak wyglądały nasze spacery, nasza konsekwencja, nasze decyzje, nasze codzienne „odpuszczę tylko tym razem”, „dzisiaj nie mam siły”, „przecież to jeszcze szczeniak”.

Bo przecież przez ten czas pies nie tylko dorastał.
Każdego dnia uczył się również nas.
Uczył się, które zasady są niezmienne, a które obowiązują tylko wtedy, kiedy mamy czas, cierpliwość albo dobry humor. Uczył się, które zachowania przynoszą efekt, a które nie mają żadnego znaczenia. Budował swoje doświadczenia dokładnie tak samo, jak my budowaliśmy doświadczenia z nim.

Być może właśnie dlatego u swoich psów nigdy nie obserwowałam spektakularnego „okresu buntu”. Nie dlatego, że dojrzewały inaczej. Po prostu razem z ich dojrzewaniem zmieniały się moje oczekiwania, ale nie zmieniały się zasady.

Jeżeli wiedziałam, że dany etap rozwoju będzie dla psa trudniejszy, upraszczałam ćwiczenia, dawałam więcej wsparcia i czasami robiłam krok w tył. Nigdy jednak nie rezygnowałam z konsekwencji. Zrozumienie psa nie oznacza przecież rezygnacji z zasad. Oznacza jedynie, że potrafimy dostosować sposób pracy do tego, na jakim etapie rozwoju właśnie się znajduje.

Oczywiście byłoby nieuczciwe napisać, że wszystko zależy wyłącznie od człowieka. Psy nie są takie same. Różnią się temperamentem, predyspozycjami, doświadczeniami, a czasem również bagażem, z którym trafiają do naszego życia. Są psy, z którymi pewne etapy przechodzi się łatwiej, i są takie, które od pierwszego dnia wymagają od opiekuna znacznie większej wiedzy, cierpliwości i zaangażowania. Nie wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć i nie na wszystko mamy wpływ. To jednak nie zmienia faktu, że właśnie w tych codziennych, często bardzo niepozornych sytuacjach budujemy sposób, w jaki będziemy funkcjonować razem przez kolejne lata.

Piszę o tym również dlatego, że zdjęcia do tej grafiki dostałam od osób, które od początku regularnie pracują ze swoimi psami. Mam ogromną przyjemność obserwować ich praktycznie tydzień po tygodniu. Czy ich pies ma trudniejsze dni? Oczywiście. Czy wszystko wychodzi idealnie? Nie. Czy czasami wracamy do podstaw? Jak najbardziej.

Ale kiedy przypomnę sobie nasze pierwsze spotkania i porównam je z tym, co widzę dzisiaj, różnica jest ogromna. Nie dlatego, że nagle minął trudny okres. Dlatego, że każdego tygodnia dokładali kolejną małą cegiełkę. Nie szukali drogi na skróty. Nie czekali, aż pies „z tego wyrośnie”. Po prostu cierpliwie budują relację, komunikację i dobre nawyki.

Dlatego patrząc na tę grafikę, coraz mniej widzę w niej „okres buntu”, a coraz bardziej przypomnienie, że rozwój psa nie zaczyna się w momencie, gdy robi się trudno. On trwa od pierwszego dnia, kiedy przekracza próg naszego domu. To właśnie wtedy, często zupełnie nieświadomie, zaczynamy budować psa, z którym będziemy żyli przez następne kilkanaście lat.

I może właśnie dlatego zamiast pytać wyłącznie: „Kiedy ten etap minie?”, warto czasem zatrzymać się na chwilę i zadać sobie inne pytanie.

Czy to, co widzę dzisiaj, jest wyłącznie efektem wieku mojego psa… czy również historii, którą wspólnie napisaliśmy od pierwszego dnia naszego życia razem?

Wyobraź sobie dwa młode psy. Biegają szybko, daleko i bardzo intensywnie. Większość osób, patrząc z boku, pomyśli: "Ale ...
03/08/2026

Wyobraź sobie dwa młode psy. Biegają szybko, daleko i bardzo intensywnie. Większość osób, patrząc z boku, pomyśli: "Ale one świetnie się bawią!”
I być może rzeczywiście tak jest.
Ale spróbuj spojrzeć na tę sytuację trochę inaczej.

Zobacz, czy oba psy mają możliwość podjęcia decyzji. Czy każdy z nich może w dowolnym momencie zwolnić, odejść, wrócić do opiekuna albo zrobić sobie krótką przerwę.

Bo właśnie tam często kryje się odpowiedź na pytanie, czy to nadal jest zabawa.

To trochę jak rozmowa między ludźmi. Jeżeli jedna osoba próbuje odejść, a druga cały czas zastępuje jej drogę, przerywa każdą próbę zakończenia rozmowy i zmusza do dalszej interakcji, to przestaje być komfortowe spotkanie.

U psów może wyglądać to bardzo podobnie.

Jeden pies zwalnia, odwraca się w stronę opiekuna albo próbuje zwiększyć dystans. Drugi natychmiast go dogania i ponownie zachęca do gonitwy. Nie musi robić tego ze złymi intencjami. Często jest po prostu tak pobudzony, że nie zauważa sygnałów wysyłanych przez drugiego psa.

I właśnie wtedy warto pomóc.
Nie dlatego, że bieganie jest złe.
Nie dlatego, że psy nie powinny się bawić.

Wręcz przeciwnie. Zabawa jest ważna, ale tylko wtedy, gdy obie strony mają możliwość powiedzenia: „Teraz potrzebuję chwili przerwy.”

Co ciekawe, badania pokazują, że psy różnych ras różnią się nie tylko wyglądem. Rasa wpływa również na sposób poruszania się, reagowania na bodźce, styl pracy i predyspozycje do określonych zachowań. To z kolei może wpływać na sposób prowadzenia zabawy i komunikacji z innymi psami. To bardzo ciekawy temat, do którego jeszcze wrócę.

Następnym razem, kiedy zobaczysz dwa biegające psy, nie oceniaj ich zabawy wyłącznie po prędkości.

Zobacz, czy potrafią zrobić przerwę.

Bo czasami o jakości psiej komunikacji najwięcej mówi nie to, jak psy się bawią, ale czy potrafią tę zabawę na chwilę przerwać i dać sobie nawzajem przestrzeń.

Pieskie ciekawostki, których nikt nie potrzebuje… ale ja je lubię.Dzisiejsza ciekawostka brzmi jak żart, ale jest oparta...
30/07/2026

Pieskie ciekawostki, których nikt nie potrzebuje… ale ja je lubię.

Dzisiejsza ciekawostka brzmi jak żart, ale jest oparta na prawdziwych badaniach.

Naukowcy z Cornell University postanowili sprawdzić… pod jakim kątem psy podnoszą nogę podczas sikania.
Tak. Naprawdę ktoś dostał kasę na mierzenie psich sików. 😄

I wiecie, co odkryli?

Małe samce często unoszą łapę wyżej niż duże. Dzięki temu zostawiają ślad moczu wyżej na słupie czy krzaku, niż wynikałoby to z ich wzrostu.

Po co?

Jedna z hipotez mówi, że może to być sposób na sprawienie wrażenia większego i silniejszego psa. Innymi słowy – skoro nie mogę urosnąć, to przynajmniej zostawię ślad tam, gdzie zrobiłby to większy kolega. Sprytne? Trochę tak. 😄

A teraz wyobraźcie sobie zespół naukowców, który przez tygodnie chodzi za psami i mierzy kąt uniesienia łapy. I właśnie za takie rzeczy lubię naukę. Ktoś zadał pytanie, którego nikt rozsądny by nie zadał… a potem znalazł na nie odpowiedź.
Badanie opublikowano w Journal of Zoology. Jeśli macie ochotę zajrzeć do oryginału, zostawiam link w komentarzu.
Cytat " Zakładając, że wielkość ciała jest wyznacznikiem zdolności do rywalizacji, małe dorosłe psy mogą umieszczać znaki moczem wyżej, w stosunku do własnej masy ciała, niż większe dorosłe psy, aby wyolbrzymić swoje zdolności do rywalizacji." 🤣

A że przez najbliższe dni trochę zwalniam tempo – upały robią swoje, a ja i tak mam teraz dobry moment, żeby na chwilę odetchnąć – pomyślałam, że od czasu do czasu będę podrzucać Wam takie naukowe perełki. Bo na poważnie to można cały czas… a czasem po prostu warto się uśmiechnąć.

PS. Zanim ktoś napisze:
„Ale na zdjęciu jest s**a!” 😄

Macie rację.

Badanie, o którym pisałam, dotyczyło wyłącznie samców. Natomiast u suk również opisano zachowanie nazywane raised-leg urination (RLU), czyli oddawanie moczu z uniesioną tylną kończyną lub bardzo wysoko uniesionym zadem.

Nie oznacza to automatycznie „dominacji”, jak kiedyś często sądzono. Obecnie uważa się, że takie zachowanie może być związane z komunikacją zapachową, oznaczaniem terenu oraz pozostawieniem zapachu w miejscu, gdzie będzie lepiej wykrywalny przez inne psy.

Czyli Hania jest tutaj nie tylko modelką… ale całkiem dobrze wpisuje się w temat. 😉

Pytanie ktore słyszę w hodowli …„Chciałbym drugiego psa.”Najczęściej po chwili pojawia się jego rozwinięcie.„Myślę, że t...
30/07/2026

Pytanie ktore słyszę w hodowli …

„Chciałbym drugiego psa.”

Najczęściej po chwili pojawia się jego rozwinięcie.

„Myślę, że temu pierwszemu byłoby raźniej.”
„Miałby się z kim bawić.”
„Nie byłby taki samotny, kiedy wychodzimy do pracy.”

To może być świetny pomysł.

Ale nie dlatego, że drugi pies jest lekarstwem na samotność pierwszego.

Z biegiem lat nauczyłam się, że bardzo często patrzymy na relacje między psami przez pryzmat własnych potrzeb. Chcemy, żeby się przyjaźniły, spały razem, bawiły się ze sobą i tęskniły za sobą, kiedy jednego z nich zabraknie. Tymczasem psy, podobnie jak ludzie, mają bardzo różne potrzeby społeczne. Jedne budują silne relacje z innymi psami, inne doskonale odnajdują się we własnej przestrzeni i wcale nie potrzebują psiego towarzystwa do szczęścia.

Dlatego, kiedy ktoś mówi mi, że chciałby drugiego psa, nie zastanawiam się wyłącznie nad tym, co zyska ten pierwszy. Myślę również o tym, że do domu wprowadzi kolejnego członka rodziny. Psa z własnym charakterem, temperamentem, doświadczeniami i potrzebami. I właśnie dla niego również musi znaleźć się miejsce.
To oznacza również zgodę na to, że z czasem może się okazać, iż każdy z naszych psów będzie potrzebował czegoś zupełnie innego. Jeden będzie uwielbiał długie wędrówki, drugi poczuje się lepiej na spokojnym spacerze. Jeden będzie potrzebował intensywnej pracy, drugi przede wszystkim wsparcia i budowania pewności siebie. Być może nie zawsze będą mogli trenować razem, chodzić na te same spacery czy uczyć się w identyczny sposób.

Decydując się na kolejnego psa, warto zadać sobie pytanie, czy jesteśmy gotowi zaakceptować tę różnorodność. Bo czasami największym wyzwaniem nie jest posiadanie dwóch psów. Największym wyzwaniem jest potraktowanie każdego z nich jak odrębnej istoty, a nie połowy dobrze dobranej pary.

Historie moich psów wielokrotnie pokazywały mi, że nie istnieje jeden model psich relacji. Romeo jest jednym z najlepszych przykładów tego, jak wiele dobrego może wnieść do życia psa obecność odpowiedniego psiego towarzysza.

Romeo przyjechał do nas z Francji jako pies, który przez długi czas żył w kojcu. Był bardzo nieufny wobec ludzi, a zbudowanie z nim relacji wymagało wielu miesięcy cierpliwej pracy.

Mniej więcej w tym samym czasie Antek rozpoczął trening ratowniczy. Jednym z jego elementów było budowanie swobodnych interakcji z obcymi ludźmi. Coraz częściej obserwowałam, jak z dużą pewnością siebie nawiązuje kontakt z osobami, których wcześniej nie znał – zarówno podczas treningów, jak i w naszym domu.

Po pewnym czasie zauważyłam, że Romeo zaczął obserwować Antka, a następnie stopniowo powielać jego zachowania. Sam coraz chętniej podchodził do ludzi i coraz odważniej wchodził z nimi w kontakt. Nie dlatego, że Antek „rozwiązał” jego problemy. Tak to nie działa. Stał się jednak dla niego bezpiecznym punktem odniesienia.

To zjawisko jest dobrze opisane w etologii. Psy uczą się poprzez obserwację i naśladowanie zachowań innych psów, zwłaszcza tych, które są dla nich przewidywalne i stanowią bezpieczny wzorzec. Nie zastępuje to świadomej pracy z psem, ale potrafi być jej niezwykle cennym wsparciem.

Dzisiaj Romeo jest psem, który z ogromnym zaangażowaniem wspiera mnie podczas treningów i doskonale odnajduje się również w dogoterapii. Patrząc na drogę, którą przeszedł, trudno nie docenić roli, jaką odegrała w niej obecność pewnego siebie psiego partnera.

Czy to oznacza, że każdy pies potrzebuje drugiego psa?

Absolutnie nie.
Przykładem jest Minutka.

To s**a, która od zawsze funkcjonuje trochę obok stada. Bardzo rzadko wchodzi z innymi psami w interakcje. Nie szuka ich towarzystwa i nie odpoczywa wśród nich. Najczęściej znajdziecie ją gdzieś z boku, w miejscu, które sama sobie wybrała. Doskonale odnajduje się w pracy, uwielbia kontakt z człowiekiem, ale nie odczuwa potrzeby budowania bliskich relacji z innymi psami.

Bardzo podobny był Jazz. Choć był psem, a Minutka jest suką, w ich codziennym funkcjonowaniu widzę zaskakująco wiele wspólnych cech. Oboje żyli w pełnej zgodzie z pozostałymi psami, ale nie mieli potrzeby bycia częścią stada. Zdecydowanie bardziej cenili własną przestrzeń, pracę i relację z człowiekiem niż psie życie towarzyskie.

To dla mnie kolejny dowód na to, że płeć jest tylko jednym z elementów psiej osobowości. Charakter, doświadczenia, predyspozycje i indywidualne potrzeby bardzo często mają znacznie większy wpływ na zachowanie psa niż to, czy jest samcem, czy suką.

Z drugiej strony obserwuję również zupełnie inne relacje.

Romeo bardzo często wybiera dziś towarzystwo Antka. Kiedy odpoczywa, najczęściej robi to właśnie tam, gdzie jest Antek. Nie dlatego, że nie potrafi zostać sam. Po prostu dobrze czuje się w jego obecności.

Hania z kolei początkowo wydawała się idealną partnerką dla Staszka. Z czasem okazało się jednak, że ich potrzeby społeczne są zupełnie różne. To młode suki stały się dla niej najlepszymi towarzyszkami codziennego życia.

I właśnie to fascynuje mnie najbardziej.
Relacji między psami nie da się zaplanować.
Nie da się kupić przyjaźni.
Nie da się zdecydować za psy, z kim stworzą silniejszą więź.

Możemy jedynie stworzyć im warunki, w których będą mogły budować te relacje na własnych zasadach.

Przez lata zrozumiałam jeszcze jedną rzecz.

Najtrudniejsza nie była dla mnie opieka nad kolejnymi psami. Najtrudniejsza była decyzja o pierwszym psie i nauczenie się życia z nim.

To właśnie pierwszy pies uczy odpowiedzialności, organizacji dnia, dostrzegania psich potrzeb i tego, że od tej chwili nasze życie przestaje kręcić się wyłącznie wokół nas.

Każdy kolejny pies nie sprawiał, że obowiązków było mniej. Wręcz przeciwnie – było ich więcej. Jednocześnie z każdym kolejnym doświadczeniem łatwiej było mi planować dzień, organizować treningi i obserwować, że każdy z moich psów jest inny, ma własne potrzeby i wymaga indywidualnego podejścia.

Dzisiaj wiem, że liczba psów sama w sobie nie jest problemem. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy przestaje nam wystarczać czasu, uważności lub możliwości, aby zadbać o każdego z nich tak, jak naprawdę na to zasługuje.

Nie uważam, że każdy powinien mieć dwa, trzy czy siedem psów. Uważam tylko, że każdy powinien mieć tyle psów, ilu potrafi poświęcić czas, uwagę i serce.

Bo drugi pies nie powinien być odpowiedzią na nasze wyrzuty sumienia ani sposobem na rozwiązanie problemów pierwszego psa.

Powinien być świadomą decyzją o przyjęciu do rodziny kolejnego psa.

A cała reszta…

To już historia, którą napiszą same.

Pytanie które słyszę w hodowli często …Pies czy suczka?To jedno z tych pytań, które pada praktycznie przy każdym miocie....
28/07/2026

Pytanie które słyszę w hodowli często …

Pies czy suczka?
To jedno z tych pytań, które pada praktycznie przy każdym miocie.

– Pani Karino, lepiej wybrać psa czy suczkę?

I zanim zdążę odpowiedzieć, przyszli właściciele często sami wymieniają argumenty.

„Ja zawsze miałem suczki.”
„Nigdy więcej psa.”
„Psy znaczą teren.”
„Suczki są spokojniejsze.”

Uśmiecham się wtedy, bo wiem, że za chwilę pewnie ich zaskoczę.

Bo bardzo często mówię coś, czego się nie spodziewają.

Jeżeli ktoś szuka przede wszystkim wiernego towarzysza życia, nie planuje sportów, pracy użytkowej ani ambitnych treningów i jest gotowy mądrze przeprowadzić psa przez okres dojrzewania, to... bardzo często polecam właśnie samca.

Tak, samca.

Oczywiście pod warunkiem, że zdajemy sobie sprawę z tego, że dojrzewanie potrafi być dla niego prawdziwą burzą hormonów. Trochę jak u nastolatków. Organizm się zmienia, emocje buzują, rozsądek czasem bierze wolne. To etap, który trzeba zrozumieć i przeczekać, a nie z nim walczyć.

Mam jednak wrażenie, że samce częściej są po prostu... łatwiejsze w codziennym życiu.

Szybciej wybaczają nasze błędy, łatwiej odpuszczają drobne konflikty i bardzo często po prostu chcą być blisko człowieka.

Nie bez powodu czasem żartuję, że są trochę takimi „synusiami mamusi”.
To oczywiście ogromne uproszczenie, ale coś w tym jest.

A suki?
One są fascynujące.

Podczas szkolenia bardzo często zachwycają mnie swoim skupieniem, dokładnością i konsekwencją. Mam wrażenie, że zdecydowanie łatwiej utrzymać je na zadaniu. Badania również sugerują, że samice częściej wybierają współpracę z człowiekiem przy rozwiązywaniu problemów, choć autorzy podkreślają, że różnice między konkretnymi psami są znacznie większe niż między samymi płciami.
To nie znaczy jednak, że suki nie potrzebują bliskości. Potrzebują. Czasami nawet bardzo.

Mam tylko wrażenie, że częściej robią to na własnych zasadach. Jak uznają, że teraz jest czas na przytulanie, przyjdą. Jeśli nie... potrafią spojrzeć takim wzrokiem, który mówi: „Nie przeszkadzaj, mam ważniejsze sprawy.”

Może właśnie dlatego od lat śmieję się z powiedzenia „wredna jak s**a”

Nie dlatego, że uważam je za wredne.

Po prostu często są bardziej niezależne, bardziej świadome swoich decyzji i zdecydowanie trudniej je do czegoś przekonać, jeśli same nie widzą w tym sensu.

Wiecie, co jest jednak dla mnie najciekawsze?

Z każdego miotu jest zwykle jeden szczeniak, na którego patrzę i myślę:

„Gdybym mogła… to właśnie jego zostawiłabym u siebie.”
I bardzo często okazuje się, że jest to samiec.
Nie dlatego, że są lepsze.

Po prostu z jakiegoś powodu to właśnie chłopaki najczęściej kradną moje serce.

Czy to znaczy, że gdybym mogła cofnąć czas, wybrałabym tylko samce?
Absolutnie nie.
Nie zamieniłabym ani jednej swojej suki na psa.
Nie zamieniłabym też żadnego psa na sukę.

Każdy z nich wniósł do mojego życia coś wyjątkowego. Każdy nauczył mnie czegoś innego. Każdy zostawił po sobie ślad, którego nie da się niczym zastąpić.

I jest jeszcze coś, co utwierdza mnie w tym przekonaniu.

Kilku takich wyjątkowych chłopaków z mojej hodowli trafiło do osób, które są mi naprawdę bliskie. Miałam szczęście obserwować ich wspólną drogę niemal od pierwszego dnia.
I za każdym razem myślałam dokładnie to samo.

"Ten pies trafił dokładnie tam, gdzie powinien."

Patrzyłam, jak z każdym miesiącem buduje się między nimi relacja. Jak uczą się siebie nawzajem. Jak pies staje się nie tylko domownikiem, ale partnerem codzienności.
To właśnie wtedy utwierdziłam się w przekonaniu, że czasem nie wybieramy psa.
Czasem po prostu spotykamy tego właściwego.
I za każdym razem myślałam dokładnie to samo.

Dlatego, kiedy ktoś pyta mnie, czy wybrałabym psa czy suczkę, uśmiecham się.

Rozsądek podpowiada mi, że wybór zawsze powinien zależeć od człowieka, jego oczekiwań i stylu życia. I dokładnie to doradzam przyszłym właścicielom.

Ale serce... serce od lat ma słabość do chłopaków.

To właśnie samce najczęściej kradną moje serce. To ich najczęściej miałam ochotę zostawić w hodowli. I choć los sprawił, że dziś nie wyobrażam sobie życia bez żadnego z moich psów – ani suki, ani samca – to chyba już pogodziłam się z tym, że na widok kolejnego wyjątkowego chłopaka moje serce znowu będzie miało trochę trudniej.

I chyba już pogodziłam się z tym, że przy każdym kolejnym miocie znowu znajdzie się jakiś mały samiec, który sprawi, że przez chwilę będę się zastanawiać...

„A może jednak jeszcze jeden?”

Na szczęście hodowlę prowadzi się głową.
Bo gdyby decyzje podejmowało wyłącznie serce...
miałabym zdecydowanie za dużo psów 😉

Choć na co dzień dzielimy się z Wami głównie życiem naszej hodowli, są tematy, które uważam za równie ważne.Rozwój psa n...
27/07/2026

Choć na co dzień dzielimy się z Wami głównie życiem naszej hodowli, są tematy, które uważam za równie ważne.

Rozwój psa nie zależy wyłącznie od genów.
To również suma doświadczeń, które zbiera przez całe życie, i decyzji podejmowanych każdego dnia przez jego opiekuna.

Dlatego zostawiam Wam tekst, który – mam nadzieję – skłoni do refleksji. Być może pozwoli spojrzeć na stres, socjalizację i rozwój psa z nieco innej perspektywy.

Czy naprawdę każdy stres jest zły?

Od pewnego czasu coraz częściej zauważam, że jako opiekunowie psów zaczynamy bać się samego słowa „stres”. Chcemy, aby nasze psy były szczęśliwe, czuły się bezpiecznie i nigdy nie doświadczały dyskomfortu. To piękne założenie, bo wynika z troski i miłości. Jednocześnie coraz częściej zastanawiam się, czy w tej trosce nie zaczynamy odbierać psom czegoś, co jest niezbędne do prawidłowego rozwoju.

Mam wrażenie, że coraz częściej humanizujemy psy. Oceniamy ich emocje przez pryzmat własnych odczuć i próbujemy oszczędzić im wszystkiego, co sami uznalibyśmy za trudne lub nieprzyjemne. Tymczasem pies nie rozwija się dlatego, że jego życie jest całkowicie pozbawione wyzwań. Rozwija się dlatego, że doświadcza świata. Nie przypadkowo i nie chaotycznie, ale poprzez odpowiednio dobrane doświadczenia, które uczą go analizować, podejmować decyzje i stopniowo budować pewność siebie.

W tym miejscu warto zatrzymać się przy dwóch pojęciach, które w moim odczuciu każdy opiekun psa powinien znać – eustresie i dystresie. Oba dotyczą stresu, ale ich wpływ na organizm jest zupełnie inny.

Eustres jest stresem, który rozwija. To chwilowe napięcie pojawiające się wtedy, gdy pies mierzy się z czymś nowym, ale nadal pozostaje w stanie myśleć, analizować i szukać rozwiązania. To właśnie takie doświadczenia budują odporność psychiczną. Pies uczy się, że nie każda nowość oznacza zagrożenie i że potrafi poradzić sobie z sytuacją, która jeszcze chwilę wcześniej wydawała się trudna.

Dystres pojawia się wtedy, gdy wyzwanie przekracza możliwości psa. Organizm przestaje się uczyć, a zaczyna walczyć o przetrwanie. W takim stanie nie budujemy pewności siebie ani odwagi. Budujemy lęk.

To nie jest wyłącznie teoria dotycząca psów. Psychologia od wielu lat opisuje zjawisko optymalnego poziomu pobudzenia, pokazując, że najlepiej uczymy się wtedy, gdy zadanie jest wystarczająco trudne, aby wymagało wysiłku, ale jednocześnie nie na tyle trudne, by nas przytłoczyć. Biologia opisuje z kolei hormezę – zjawisko, w którym odpowiednio dobrana dawka obciążenia wzmacnia organizm, natomiast zbyt mała nie wywołuje żadnej adaptacji, a zbyt duża prowadzi do przeciążenia. Mechanizmy te nie dotyczą wyłącznie ludzi. W świecie zwierząt działają dokładnie według tej samej zasady.

Dlatego coraz częściej myślę, że problemem nie jest sam stres. Problemem jest brak umiejętności odróżnienia stresu, który rozwija, od stresu, który niszczy.

Podobnie jest z socjalizacją. To pojęcie w ostatnich latach stało się niezwykle popularne, ale równie często bywa błędnie rozumiane. Socjalizacja nie polega na tym, aby pies każdego dnia poznawał nowe miejsca, nowych ludzi i kolejne sytuacje. Nie polega na nieustannym dostarczaniu bodźców. Polega na świadomym dobieraniu doświadczeń, dzięki którym pies uczy się funkcjonować w świecie.

Czasem najlepszą decyzją będzie pokazanie psu czegoś nowego. Innym razem znacznie większą wartość będzie miało pozwolenie mu na odpoczynek i przetworzenie tego, czego już doświadczył. Bo rozwój nie polega na nieustannym dokładaniu kolejnych wyzwań. Rozwój polega na mądrym przeplataniu doświadczeń z możliwością ich zrozumienia.

Bardzo często podczas treningów powtarzam jedno zdanie: poczekaj, pozwól psu pomyśleć.

Dzisiaj jestem przekonana, że jest ono aktualne nie tylko na placu treningowym, ale w każdej sytuacji, z którą pies mierzy się na co dzień. Nie zawsze potrzebuje naszej natychmiastowej pomocy. Czasem najbardziej potrzebuje kilku sekund, aby samodzielnie przeanalizować sytuację i odkryć, że potrafi sobie z nią poradzić.

Im dłużej pracuję z psami, tym rzadziej używam słowa „zawsze”. Lata doświadczeń nauczyły mnie, że największym nauczycielem nie były sukcesy, ale błędy. To właśnie one sprawiły, że dzisiaj znacznie uważniej obserwuję psy i coraz rzadziej szukam potwierdzenia własnych założeń. Zamiast tego staram się zrozumieć psa, którego mam przed sobą.

Bo praca z psem nie polega na kopiowaniu ćwiczeń. Polega na zrozumieniu, dlaczego wykonujemy je właśnie w ten sposób i dlaczego przy kolejnym psie możemy obrać zupełnie inną drogę.

Być może właśnie na tym polega nasza odpowiedzialność wobec psów. Nie na tym, aby usunąć z ich życia wszystkie trudności, lecz na tym, aby mądrze przeprowadzić je przez świat. Tak, aby z każdym kolejnym doświadczeniem nie stawały się coraz bardziej zależne od naszej pomocy, ale coraz bardziej pewne własnych możliwości.

Pozdrawiam Karina

Adres

Dabrowa Gornicza

Telefon

+48661883503

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Color Joy FCI umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Color Joy FCI:

Skróty

Udostępnij

Kategoria