Centrum Pozytywnego Szkolenia Psów "PRZYBIJ PIĄTKĘ!"

Centrum Pozytywnego Szkolenia Psów "PRZYBIJ PIĄTKĘ!" Dyplomowana Behawiorystka Psów
Trenerka Pozytywna Psów
Instruktorka Rally-O
Petsitterka
Wykładowca
Właścicielka Szkoły Każdy pies trochę psoci.

🐶 O MNIE:

Nazywam się Magdalena Katarzyna Młodkowska-Kamińska. Jestem dyplomowaną behawiorystką i trenerem pozytywnym psów. Od 2009 roku prowadzę na terenie Częstochowy Centrum Pozytywnego Szkolenia Psów "PRZYBIJ PIĄTKĘ!", z kolei od 2022 roku wykładam także w TEB Edukacja na kierunku "Szkolenie i behawiorystyka zwierząt". Moją wieloletnią działalność opieram zarówno na wykształceniu, jak i nabyt

ym doświadczeniu w pracy z psami i ich opiekunami. W 2008 roku ukończyłam kurs trenerski w krakowskiej Alteri, prowadzoną przez Agnieszkę Orłowską i Elę Okoń. W 2018 pogłębiłam wiedzę, kończąc dwuletnie, podyplomowe studia, również w Krakowie, w Wyższej Szkole Europejskiej, na kierunku "Behawiorystyka Zwierząt Towarzyszących" i "Behawiorystyka Zwierząt poziom rozszerzony: psy". Cały czas poszerzam moją wiedzę, będąc uczestnikiem konferencji, seminarów i kursów kynologicznych. Jestem również dyplomowanym Instruktorem Rally Obedience. Specjalizuję się w badaniu emocji, jakie łączą ludzi i psy, a co za tym idzie w terapiach zaburzeń psychicznych psów. Od często obserwowanej u psów lękowości i reaktywności, po fobie, depresje, różnego rodzaju agresję, problemy emocjonalne, wychowawcze i socjalizacyjne psów w różnym wieku. W pracy z psami, często stosuję metodę BAT Grishy Steward - Behavioral Adjustment Trening, czyli Behawioralne Leczenie Adaptacyjne.

🐶 O SZKOLE:

Wspaniałe psy nie biorą się znikąd. Kiedy widzimy właściciela bawiącego się ze swoim psem, który nie tylko tryska energią, ale jest przy tym uważny, posłuszny i reaguje na polecenia przewodnika - możemy mieć pewność, że przewodnik nie żałował dla niego czasu. Kiedy uczymy psa, zacieśniamy wspólną więź. To właśnie ta więź jest powodem, dla którego wiele naszych codziennych trosk i zmartwień ginie w niepamięci. Każdy też sprawia kłopoty, które ograniczają nasze wspólne "dobre chwile". By jednak nasza więź była mocna, nie może istnieć bez zdrowych nawyków i wzajemnego zrozumienia. Praktyka pokazuje, że większość porzuconych, niegrzecznych, niewychowanych i nieprzystosowanych do życia z człowiekiem psów, nie przechodzi pozytywnego szkolenia z zakresu podstawowego posłuszeństwa. Możemy więc my, behawioryści, trenerzy, ale i przewodnicy psów, otwarci na los naszych braci mniejszych, we wzajemnej współpracy, postarać się, aby relacja z naszym czworonożnym przyjacielem nigdy się nie zerwała pod wpływem impulsu czy poczucia bezradności. Na świecie nie ma ani jednego głupiego psa - każdy posiada rozum, zdolny do rozwinięcia wrodzonych zdolności, chociaż ludzie nie zawsze są skorzy, aby to dostrzec i wykorzystać. Nie ma też psa, któremu nie można pomóc. Szkolenie pozytywne, które inaczej nazwać możemy "pełnym miłości", poprzez troskę i właściwe zrozumienie problemu, pozwoli Państwu odnowić Waszą psio-ludzką przyjaźń i na nowo zespoić łączącą Was więź. Z pozdrowieniami dla Was i waszego psika, z całego serca zapraszam do "PRZYBIJ PIĄTKĘ!"

20/02/2026

Mój numer telefonu 501 041 451. 🙂🐶

Długi tekst ale bardzo warty przeczytania i zastanowienia się...
16/02/2026

Długi tekst ale bardzo warty przeczytania i zastanowienia się...

“Futrzane dzieci” - Miłość, która boli.
To, o czym dziś napisze, wielu z Was się nie spodoba.
Być może nawet mnie “odlajkujecie”.
I to wcale nie bedzie krotki tekst. Nie tym razem.

Bo po ponad dwudziestu latach pracy nie mogę już udawać, że tego nie widzę.

‼Czasami to nie choroba zabija zwierzę. Czasami zabija je nasza miłość.

‼Czasami to nie brak leczenia jest tragedią. Tragedią jest leczenie za wszelką cenę.

‼Czasami największym cierpieniem nie jest diagnoza,ale nasza nieumiejętność powiedzenia „dość, już wystarczy”.

Jeśli brzmi to jak oskarżenie, zatrzymaj się na chwilę.
Bo nie piszę tego przeciwko opiekunom ani lekarzom weterynarii.

Piszę to w obronie tych, którzy nie mają głosu.
W obronie tych ktorym poswiecilem ostatnie 26 lat swojego zycia.
Codziennie.

I zanim uznasz te słowa za atak, pozwól mi je wyjaśnić.

------------------------------------------
⚠Wczoraj wieczorem po wielu dniach walki odszedł mój pacjent.
Prowadziłem go przez ostatnie dziesięć lat. Znałem go prawie jak własnego psa. Wiedziałem, jak reaguje na dotyk, jak unosił głowę, gdy słyszał głos opiekunów, jak mimo bólu potrafił jeszcze zamerdzać ogonem.

Dwa lata temu postawiliśmy diagnozę. Uogolniona choroba nowotworowa. Już wtedy wiedziałem, że dla niego, dla mnie i dla jego właścicieli kolejne miesiące będą bardzo trudne.

Choroba postępowała powoli bo mielismy dostep do najnowszych zdobyczy onkologi, ale postepowała bezlitośnie. Gdy ostatnio wrócił do kliniki, rokowanie było złe. Nie bylo szansy cokolwiek zmienic.

Przy pierwszej rozmowie po przeanalizowaniu wynikow, powiedziałem wprost, że z medycznego punktu widzenia najbardziej humanitarną decyzją jest eutanazja.
To mial byc w koncu kres jego dlugiej walki. Nic wiecej nie moglem im zaoferowac. Dalsze leczenie oznaczało przedłużanie cierpienia bez realnej szansy na poprawę jakości życia.

👉Usłyszałem jednak: „To nasze dziecko. Nie potrafimy sie z nim rozstać. Proszę robić wszystko!”

Przez kolejne dni walczyliśmy by odwrocic to co z medycznego punktu bylo nieuchronne. Kaniule w łapach, pompy infuzyjne, monitory odmierzające każdy oddech i bićie serca. Procedury, o których od początku mówiliśmy jako o wątpliwych, ale które dawały nadzieję, choćby minimalną.

Przestał jeść. Coraz rzadziej podnosił głowę. Coraz częściej patrzył gdzieś obok nas, jakby powoli wycofywał się ze świata. Bylem obok niego w szpitalu przez ostatnie dni.

Wczoraj wieczorem jego serce zwolniło. A potem się zatrzymało.
Nie w domu, nie w swoim legowisku, nie przy zapachu ludzi, których kochał. Odszedł pod światłem lamp, wśród cichego dźwięku aparatury.

A ja zostałem z poczuciem, że znałem go wystarczająco długo, by wiedzieć, kiedy cierpienie zaczyna wygrywać z nadzieją.

Potem musiałem zadzwonić.

Po drugiej stronie długo było słychać tylko oddech. Później łamany głos. I ta cisza, która mówi więcej niż słowa.

Odłożyłem telefon i przez moment miałem wrażenie, że w tym wszystkim zabrakło jednego głosu.

Głosu pacjenta.

I postanowilem napisac ten tekst.
Dla niego.
------------------------------------------
🟩Jestem lekarzem weterynarii od ponad dwudziestu lat.
Chirurgiem, ortopedą, klinicystą. Przez moje ręce przeszły tysiące pacjentów. Widziałem łzy po amputacjach z powodu nowotworów. Widziałem ulgę po udanej stabilizacji zerwanego więzadła krzyżowego. Widziałem też ciche, trudne decyzje o eutanazji.

Przez te niemal trzy dekady widziałem również, jak bardzo zmienia się stosunek opiekunów do zwierząt. Jak z towarzyszy życia stają się pełnoprawnymi członkami rodzin. Jak z czasem stają się ich centrum. Często najważniejszymi istotami w domu.

W tym czasie zmieniło się bardzo wiele. Technologia. Diagnostyka. Możliwości leczenia.

Ale w ostatnich latach jedno zjawisko zmieniło praktykę kliniczną bardziej niż nowe implanty, leki czy tomografia komputerowa.

To zjawisko nazywa się „futrzane dzieci”.

I nie jest to hasło z mediów społecznościowych. To głęboka zmiana społeczna, która przekształca medycynę weterynaryjną od środka.
------------------------------------------
◾️Gdy zwierzę przestaje być „zwierzęciem”

W wielu krajach Europy Zachodniej ponad 40 procent gospodarstw domowych posiada psa lub kota. Jednocześnie rośnie liczba jednoosobowych gospodarstw i par bezdzietnych. Zwierzę przestaje być towarzyszem życia. Staje się pełnoprawnym członkiem rodziny, często jej emocjonalnym filarem.

Psychologia więzi pokazuje, że relacja człowiek–zwierzę uruchamia mechanizmy neurobiologiczne zbliżone do tych, które obserwujemy w relacji opiekuńczej. Wzrost oksytocyny. Obniżenie poziomu kortyzolu. Regulacja reakcji stresowej. Poczucie bezpieczeństwa. To nie metafora. To mierzalna fizjologia.

Z klinicznego punktu widzenia oznacza to jedno.
Decyzje medyczne przestają być wyłącznie analizą parametrów klinicznych. Stają się decyzjami dotyczącymi istoty, której utrata byłaby doświadczeniem porównywalnym z utratą bliskiego.

Z mojej perspektywy ta zmiana jest widoczna w gabinecie każdego dnia. Rozmowy są dłuższe. Cisza bywa cięższa. Pojawia się język walki, nadziei, „robienia wszystkiego”.
Coraz rzadziej słyszę pytanie: „Co jest dla niego najlepsze?”. Coraz częściej: „Co jeszcze możemy zrobić?”.

I to jedno przesunięcie w pytaniu zmienia bardzo wiele.

Bo medycyna zaczyna wtedy odpowiadać na lęk, a nie wyłącznie na biologię.
A to zasadniczo zmienia sposób myślenia o leczeniu, cierpieniu i granicach terapii.
------------------------------------------
◾️Postęp, który wyprzedził nasze granice.

Współczesna medycyna weterynaryjna dysponuje narzędziami, o których dwadzieścia lat temu mogliśmy tylko czytać. Zaawansowana diagnostyka obrazowa. Chirurgia małoinwazyjna. Intensywna terapia. Onkologia, która realnie potrafi wydłużyć życie.

Możemy więcej niż kiedykolwiek wcześniej.

Ale możliwość nie jest obowiązkiem.
I właśnie w tym miejscu zaczyna się napięcie.

W gabinecie wygląda to bardzo konkretnie. Pada diagnoza. Pada słowo „poważne”. Pada statystyka. A chwilę później słyszę: „Zrobimy wszystko”. Szukamy kolejnej opcji. Kolejnej konsultacji. Kolejnej procedury. Granica przesuwa się niemal niezauważalnie.

Tymczasem zwierzę nie myśli o jutrze w taki sposób jak człowiek. Nie analizuje przeszłości ani nie projektuje przyszłości. Funkcjonuje w teraźniejszości. Żyje tu i teraz.

Ból odczuwa tu i teraz.
Dyskomfort odczuwa tu i teraz.
Stres odczuwa tu i teraz.

Nie analizuje median przeżycia. Nie rozumie pojęcia „kilku dodatkowych miesięcy”. Nie prowadzi wewnętrznej narracji o walce. Nie tworzy planów na przyszły tydzień. Nie snuje wizji tego, co będzie za rok.

Jeśli ma jeszcze siłę, cieszy się chwilą. Zapachem. Dotykiem. Obecnością opiekuna.

To my myślimy o czasie. Ono doświadcza stanu.

To fundamentalna różnica.
I jeśli o tym zapomnimy, bardzo łatwo pomylimy przedłużanie życia z przedłużaniem cierpienia.

------------------------------------------
▪️Dwie prawdy, które muszą współistnieć

Pierwsza prawda jest taka, że uczłowieczanie zwierząt przyniosło ogromne dobro.
To dzięki niemu rozwinęła się nowoczesna medycyna bólu.
To dzięki niemu szybciej reagujemy na pierwsze objawy choroby.
To dzięki niemu standard dobrostanu zwierząt wzrósł do poziomu, o którym dwie dekady temu mogliśmy tylko marzyć.
Bez tej zmiany nie bylibyśmy dziś w tym miejscu gdzie jesteśmy dziśiaj.

Druga prawda jest mniej wygodna...

Uczłowieczanie może prowadzić do nadmiernej medykalizacji. Do sytuacji, w której przedłużanie życia staje się celem samym w sobie, a nie środkiem do poprawy jego jakości.
Do momentu, w którym każda dostępna procedura zaczyna wydawać się moralnym obowiązkiem.
W literaturze medycznej mówi się o "nadmiernym-leczeniu". W weterynarii coraz częściej o nadmiernej-terapi ( overtreatment) i nadmiernym-testowaniu (overtesting).

Czy każda zmiana w badaniu obrazowym wymaga interwencji?
Czy każdy pacjent geriatryczny potrzebuje pełnego panelu badań w krótkich odstępach czasu?
Czy każda możliwość terapeutyczna musi zostać wykorzystana tylko dlatego, że jest dostępna?

To nie są pytania przeciwko medycynie. To pytania o proporcję.
O cel.
O granicę, której nie wolno nam zgubić.
------------------------------------------
◾️Jakość życia jako kompas

W medycynie weterynaryjnej nie możemy oddzielić leczenia od etyki.
Pacjent nie wyrazi świadomej zgody.
Nie powie „chcę kontynuować”.
Nie powie „mam dość”.
Nie zada pytania o sens kolejnej procedury.

Dlatego jakość życia musi być naszym kompasem.

Nie tylko parametry laboratoryjne. Nie tylko obraz z tomografii. Nie tylko liczba miesięcy, które statystycznie możemy jeszcze zyskać.

Ból.
Zdolność do poruszania się.
Apetyt.
Kontakt z opiekunem.
Zainteresowanie światem.

To są realne wskaźniki dobrostanu. To one powinny ważyć więcej niż ambicja terapeutyczna.

Z mojego doświadczenia wynika, że opiekunowie często nie potrzebują kolejnej procedury. Potrzebują rozmowy. Potrzebują lekarza, który nie tylko wyliczy opcje, ale pomoże nazwać rzeczy po imieniu.

Czasem potrzebują usłyszeć, że rezygnacja z dalszej terapii nie jest porażką.
Że pozwolenie odejść może być aktem odpowiedzialności.
Że zakończenie leczenia bywa formą ochrony, a nie kapitulacji.

Miłość nie zawsze oznacza przedłużanie.
Czasem oznacza zatrzymanie się w odpowiednim momencie.

------------------------------------------
◾️Cichy ciężar lekarzy

W tej zmianie jest jeszcze jeden wymiar, o którym rzadko mówi się głośno.

Lekarze weterynarii coraz częściej funkcjonują między presją emocjonalną a własnym osądem klinicznym. Między nadzieją opiekuna a biologiczną rzeczywistością choroby. Gdy kultura „zróbmy wszystko” staje się normą, granica proporcji zaczyna się przesuwać niemal niezauważalnie.

Lekarz ma być ekspertem.

Ma być wsparciem emocjonalnym.
Ma proponować najnowsze rozwiązania.
Ma dawać nadzieję.

Ale jednocześnie ma chronić dobrostan pacjenta.

To oznacza, że czasem musi powiedzieć „nie”, gdy wszyscy wokół chcą usłyszeć „spróbujmy jeszcze”.

To wymaga odwagi.

Odwagi nazwania terapii nieproporcjonalną.
Odwagi postawienia granicy, nawet jeśli jest trudna do przyjęcia.
Odwagi przyjęcia na siebie niezadowolenia, by nie przerzucać kosztu decyzji na zwierzę.

Bo w świecie „futrzanych dzieci” najłatwiej jest kontynuować.
Najtrudniej jest się zatrzymać.

------------------------------------------
◾️Granice, których nie wolno zgubić

Zwierzę nie jest dzieckiem człowieka.
Jest odrębnym gatunkiem.

Ma inną percepcję czasu. Inną fizjologię. Inną wrażliwość sensoryczną. Inny sposób doświadczania świata.

To, co dla nas jest „jeszcze jedną szansą”, dla niego może być kolejnym stresem. Kolejną hospitalizacją. Kolejnym bólem, którego nie potrafi zrozumieć.

Miłość nie zwalnia z odpowiedzialności. Wręcz przeciwnie.

Rolą lekarza jest stać pomiędzy emocją a biologią.
Rolą świadomego opiekuna jest dopuścić do głosu obie te perspektywy, nawet gdy są ze sobą w konflikcie.

Nie chodzi o to, by przestać kochać jak rodzinę.
Chodzi o to, by decyzje podejmować w imieniu zwierzęcia, nie w imię własnego lęku przed stratą.

Granice nie są przeciwko miłości.
Granice są jej dojrzałą formą.

------------------------------------------
🟩Przyszłość

Medycyna weterynaryjna będzie coraz bardziej zaawansowana.
Terapie regeneracyjne. Personalizowana farmakologia. Algorytmy wspierające diagnostykę. Technologie, które jeszcze niedawno wydawały się futurystyczne, staną się codziennością.

Możliwości będą rosły szybciej niż nasza zdolność do stawiania granic.

Po ponad dwudziestu latach pracy wiem jedno.
Największym wyzwaniem przyszłości nie będzie technologia.
Nie będzie nim dostęp do terapii. Nie będzie nim brak narzędzi.
Największym wyzwaniem będzie odwaga do stawiania granic.

Odwaga, by w tej coraz bardziej zaawansowanej medycynie nadal widzieć zwierzę, a nie tylko projekt terapeutyczny.

Odwaga, by powiedzieć „wystarczy”, kiedy biologia przestaje dawać realną szansę na komfort.

Odwaga, by nie mylić możliwości z obowiązkiem.

„Futrzane dzieci” to nowa rzeczywistość. Tego nie cofniemy i nie powinnismy.

Pytanie nie brzmi, czy ją zaakceptujemy.

Pytanie brzmi, czy w tej rzeczywistości zachowamy rozsądek, proporcję i wierność temu, co powinno być fundamentem naszej pracy.

Dobro zwierzęcia.

------------------------------------------
Jeśli dotarłeś do końca, wiesz już, że ten tekst nie jest o winie. Jest o odpowiedzialności.

Jeśli wierzysz, że dobro zwierząt powinno zawsze stać na pierwszym miejscu — udostępnij ten artykuł.

Nie dla zasięgów. Dla rozmowy, która może komuś pomóc podjąć mądrą decyzję w najtrudniejszym momencie.
------------------------------------------
Źródła i inspiracje naukowe:
Azkona A. et al. The Impact of Psychosocial Factors on the Human–Pet Bond. Animals. 2025.
Fulmer AE. et al. Quality of Life Measurement in Dogs and Cats: A Scoping Review. 2022.
Clutton RE. Anthropomorphism in Veterinary Practice. In: Veterinary Controversies and Ethical Dilemmas. CRC Press; 2025.

BARDZO WARTO PRZECZYTAĆ. I ZASTANOWIĆ SIĘ...
13/02/2026

BARDZO WARTO PRZECZYTAĆ. I ZASTANOWIĆ SIĘ...

‼ Polskie państwo kontra zdrowie i życie waszych psów
…czyli kolejny mit weterynarii.

Mit, który bezpośrednio dotyczy zdrowia Waszych zwierząt:
„coroczne szczepienie przeciwko wściekliźnie to medyczna i immunologiczna konieczność”.

‼ Bo prawda jest taka, że w tym jednym przypadku polskie państwo rzeczywiście nie kieruje się zdrowiem Waszych psów.

…ale spokojnie.
To nie jest do końca tak, jak wszyscy myślą – i zaraz Wam to wyjaśnię.

Jedno z pytań, które słyszę coraz częściej: “Skoro mamy szczepionki zarejestrowane na trzy lata, to dlaczego w Polsce nadal obowiązuje szczepienie co roku przeciwko wściekliźnie?”

I… to jest bardzo dobre pytanie.

⚠Ale by na nie odpowiedzieć uczciwie, musimy oddzielić trzy rzeczy: immunologię, prawo i bezpieczeństwo epizootyczne.

🟩Najpierw fakty medyczne.

Z punktu widzenia immunologii sprawa jest dość jasna.
Współczesne szczepionki przeciwko wściekliźnie są szczepionkami inaktywowanymi, które wywołują długotrwałą odpowiedź immunologiczną z wytworzeniem solidnej pamięci immunologicznej. Dlatego wiele preparatów dostępnych na rynku europejskim, również w Polsce, ma w rejestracji zapisany czas trwania odporności wynoszący trzy lata.

I tym razem to nie jest marketing. To jest wynik badań rejestracyjnych, co w praktyce oznacza odporność znacznie dłuższą niż rejestracyjna.

Jeżeli patrzylibyśmy wyłącznie przez pryzmat biologii odporności pojedynczego psa, trzeba powiedzieć wprost: coroczne doszczepianie dorosłego, prawidłowo zaszczepionego zwierzęcia nie poprawia jego odporności.

Układ immunologiczny nie działa jak licznik czasu. Jeżeli istnieje pamięć immunologiczna, kolejne dawki nie zwiększają istotnie ochrony.
W najlepszym przypadku są neutralne.

‼W najgorszym zwiększają ryzyko rzadkich, ale krytycznych działań niepożądanych: anafilaksji, zapaści krążeniowej lub ostrych reakcji neurologicznych. Podkreślić trzeba, że zdecydowana większość przypadków powikłań ma charakter łagodny i samoograniczający się.

Warto dodać, że u kotów istnieje dodatkowe, specyficzne ryzyko w postaci mięsaków poszczepiennych, rzadkich, ale agresywnych nowotworów rozwijających się w miejscu iniekcji .

👉I tu ważne zdanie:
gdyby istniała tylko zależność immunologiczna, gdybyśmy rozmawiali wyłącznie o biologii odporności i bezpieczeństwie pojedynczego psa, to obecne stanowisko prawne nakazujące coroczne szczepienie byłoby błędne i realnie sprzeczne z obecnym stanem wiedzy.

🟩Ale w tym miejscu rozmowa się nie kończy.

Bo wścieklizna nie jest wyłącznie problemem weterynaryjnym.

🛑Wścieklizna jest chorobą ludzi.
Zoonozą o stuprocentowej śmiertelności po wystąpieniu objawów.

I tu niestety wchodzimy na poziom odpowiedzialności, który dotyczy zdrowia publicznego, kosztem ewentualnego zdrowia i życia Waszego psa lub kota.

Jeżeli spojrzymy na najnowsze dane epizootyczne, to w 2024 roku w całej Unii Europejskiej zgłoszono łącznie około 87 przypadków wścieklizny u zwierząt lądowych, z czego aż połowa przypadków dotyczyła Polski. W wielu krajach Europy wścieklizna została praktycznie wyeliminowana i tam obowiązują schematy szczepień trzyletnich, a w niektórych krajach nie ma nawet obowiązku szczepienia psów.

W Polsce w 2024 roku wszystkie stwierdzone ogniska dotyczyły niemal wyłącznie zwierząt dzikich, przede wszystkim lisów. To pokazuje, że wścieklizna w Polsce jest dziś problemem aktywnego rezerwuaru wirusa w środowisku dzikim i ma inną skalę oraz charakter niż w krajach, które mogły sobie pozwolić na liberalizację przepisów i przejście na schematy szczepień trzyletnich.

⚠I to jest klucz do zrozumienia całej sytuacji.

Izba Lekarsko-Weterynaryjna i Inspekcja Weterynaryjna nie odpowiadają wyłącznie za zdrowie psów. One odpowiadają za bezpieczeństwo epizootyczne i zdrowie ludzi. A to oznacza zupełnie inną perspektywę odpowiedzialności niż w przypadku pojedynczego psa.

👉Mamy dość przestarzałe prawo w Polsce i narzędzia wykonawcze, które nie są zaprojektowane pod najlepiej prowadzonego psa oraz odpowiedzialnego i świadomego opiekuna. Prawo jest projektowane pod najgorszy możliwy scenariusz: psa bez rejestracji, bez historii szczepień, psa z terenów wiejskich, gdzie istnieje ryzyko kontaktu z dziką zwierzyną.

W takich warunkach państwo sięga po narzędzie najprostsze, ale skuteczne – po obowiązek corocznego szczepienia jako mechanizm kontroli populacyjnej, a nie medycznej.

👉I co trzeba podkreślić: w tej sytuacji nie kieruje się optymalizacją zdrowia Twojego psa. Kieruje się maksymalizacją bezpieczeństwa epizootycznego całego społeczeństwa w warunkach, jakie mamy.

⚠Coroczne szczepienie nie jest wymysłem lobby weterynaryjnego, tak jak to zwyczajowo przyjęło się w rozmowach w przestrzeni opiekunów psów.

Nie wynika z ignorancji ryzyka powikłań. Nie jest też próbą obejścia nauki i nowych szczepień.

Jest efektem niedoskonałych i przestarzałych przepisów dotyczących zwierząt w naszym kraju.
Bo nie mamy w Polsce powszechnej rejestracji psów.
Nie mamy centralnej elektronicznej bazy szczepień.
Nie mamy systemu, który pozwalałby w kilka sekund sprawdzić realną ważność ochrony immunologicznej konkretnego zwierzęcia.

W takiej rzeczywistości prawo musi operować uproszczeniem.
Pieczątka z ostatnich dwunastu miesięcy jest łatwa do sprawdzenia, łatwa do egzekwowania i zrozumiała dla administracji. To nie jest nowoczesna medycyna, ale jest to skuteczna ochrona zdrowia publicznego.

Dlatego konflikt, który dziś obserwujemy, nie jest konfliktem nauki z rozsądkiem.
To konflikt nowoczesnej medycyny z uproszczonym i przestarzałym polskim prawem.

‼Z perspektywy zdrowia zwierząt coroczne szczepienie nie ma sensu immunologicznego i jest potencjalnie niebezpieczne dla ich zdrowia.
Z perspektywy zwalczania zoonoz w warunkach niedoskonałego systemu ma sens systemowy.

Żeby realnie przejść na schemat trzyletni, nie wystarczy zmienić jednego zapisu z 12 na 36 miesięcy.
Potrzebna byłaby zmiana systemowa:
🔴obowiązkowa rejestracja zwierząt,
🔴elektroniczna baza danych,
🔴 uznanie czasu trwania odporności wynikającego z rejestracji preparatu i jasne zasady odpowiedzialności.

Lub…

🔴środowiskowe wyeliminowanie wścieklizny w środowisku, tak jak uczyniły to inne państwa Europy.

I dopóki tego nie zrobimy, obowiązek corocznego szczepienia pozostanie narzędziem administracyjnym i systemowym, a nie medycznym.

13/02/2026

BARDZO SERDECZNIE ZAPRASZAM DO KONTAKTU. MÓJ NUMER TELEFONU 501 041 451.
JESTEM DOSTĘPNA KAŻDEGO DNIA, WŁĄCZNIE Z WEEKENDEM, OD 13.00 DO PÓŹNYCH GODZIN NOCNYCH. 🙂🐶

13/02/2026

DRODZY PSIARZE!
Wszyscy, którzy teraz zapiszą swojego psiaka na szkolenie, będą mieli gratis dodatkowo kilka zajęć indywidualnych

06/02/2026

DRODZY PSIARZE!
Zapraszam do zapisów na kursy:
PSIEDSZKOLAKÓW, JUNIORÓW,STARSZAKÓW.
Tel. 501 041 451.

05/02/2026

DRODZY PSIARZE WRACAMY POMALUTKU DO PRZERWANYCH KURSÓW! BARDZO PROSZĘ O KONTAKT TELEFONICZNY DO MNIE. MÓJ NUMER 501 041 451.

04/02/2026

DRODZY KURSANCI LETNIEGO KURSU 2025r!
Mój wypadek przerwał Wam kurs, bardzo proszę o pilny kontakt.
Mój nr 501 041 451.

04/02/2026
🙏🥰❤️🐶
27/01/2026

🙏🥰❤️🐶

Przyjaciele! Magda zawsze byla dla innych. Teraz to Ona potrzebuje nas wszystkich.Magda Młodkowska-Kamińska – serce i dusza Centrum Pozytywnego Szkolenia Psów PRZYBIJ PIĄTKĘ.Setki właścicieli psów zawdzięczają jej spokój i szczęście, a setki skrzywdzonych, porzuconych i straumatyzowan...

Adres

Czestochowa
42-217

Telefon

501 041 451

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Centrum Pozytywnego Szkolenia Psów "PRZYBIJ PIĄTKĘ!" umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Centrum Pozytywnego Szkolenia Psów "PRZYBIJ PIĄTKĘ!":

Udostępnij

Kategoria