Intuicyjny trening koni i jeźdźców - Ewa Stefańska

Intuicyjny trening koni i jeźdźców - Ewa Stefańska Trener HorseKiDo

02/11/2025

Zapraszam na treningi indywidualne ❤️

Piki to koń, który łatwo się rozprasza ale jednocześnie lubi jak dużo się dzieje. 🤪 Zazwyczaj działamy razem z jego właś...
31/10/2025

Piki to koń, który łatwo się rozprasza ale jednocześnie lubi jak dużo się dzieje. 🤪

Zazwyczaj działamy razem z jego właścicielką, więc nasze treningi balansują między pracą nad porozumieniem i ciałem Picasso. ⚖️

Tym razem jednak byliśmy sami. 😇 Oczywiście do końca nie wiedziałam co będziemy robić, bo zawsze dostosowuję trening do danej chwili. No i bardzo dobrze, że nie planowałam, bo wiał wiatr, który jest zapalnikiem dla Pikiego, a w dodatku był duży ruch w stajni, co również mocno go pobudza i wprowadza często w stan „biegnę, bo się dzieje”. 😂

Mój ulubiony roundpen, na którym najczęściej działamy był zajęty, więc poszliśmy na plac, a tam niespodzianka - gotowe drągi, idealne do pracy nad skupieniem i równowagą. 🙌

Pracowaliśmy w stępie i kłusie. 🐴 Robiliśmy bardzo dużo przejść w różnych miejscach, a także zmieniałam schemat poruszania się po drążkach, mniej więcej tak jak narysowałam na grafice. ☺️

Dzięki temu Picasso nie mógł pozwolić sobie na rozproszenie przechodzącymi końmi, ludźmi, psami i innymi dziwnymi rzeczami w stajni. 🙈
Podobała mu się różnorodność, bo to zdecydowanie jest koń, który nie lubi jak pół godziny robi się to samo. 👌

24/10/2025

Arkowi bardzo pomaga muzyka w treningu. 🎵
Najchętniej słuchamy ostatnio Iron Maiden 🎸😂

„Jednym z głównych problemów podczas pracy z jeźdźcami i ich końmi jest to, że przeogromna większość ludzi została wytre...
17/10/2025

„Jednym z głównych problemów podczas pracy z jeźdźcami i ich końmi jest to, że przeogromna większość ludzi została wytrenowana, by zawsze wypatrywać błędów koni. Gdy ciągle doszukują się czegoś złego, łatwo przeoczają drobne gesty świadczące o próbach współpracy i nie dostrzegają w swoich koniach pozytywów, choćby mieli je przed oczami.”
M. Rashid - „Konie nigdy nie kłamią”

Jednym z trenerów, który uczy zupełnie innego podejścia niż ten w cytacie, jest Jurek Krukowski, z którym jestem razem ze Złotą na zdjęciu. ❤️

Dzisiaj będzie o nauce z życia.Kiedy opowiadamy o sobie, mówimy o osiągniętych celach, które wydają nam się istotne. Uko...
11/10/2025

Dzisiaj będzie o nauce z życia.

Kiedy opowiadamy o sobie, mówimy o osiągniętych celach, które wydają nam się istotne. Ukończone studia, kursy, zdobyte nagrody, wyróżnienia, cenione umiejętności. Możesz wymienić swoje. Jesteś dumny? Na pewno.

A czy opowiadamy o rzeczach, których w naszej ocenie nie udało nam się ukończyć? Nie. Czy wymieniamy rzeczy, które nam się nie udały? Nie. Bo to wstydliwe, bo oznaczają naszą słabość, bo wydaje nam się, że liczy się to, co możemy odhaczyć ptaszkiem na liście.

Tyle się mówi, że to droga do celu jest ważna, a nie cel sam w sobie, ale jednak finalnie i tak w życiowym CV wymieniamy ukończone projekty. Ale to z czego tak naprawdę powinniśmy być dumni, to ten czas kiedy się uczymy, kiedy analizujemy, kiedy dochodzimy do wniosków. Czas kiedy decydujemy się na zmiany, kiedy przyznajemy się do popełnionych błędów, zaczynamy „wszystko od nowa”.

Wydarzenia w życiu dzielimy na dobre i złe, a tak naprawdę powinniśmy je dzielić na szczęśliwe i te, z których mogliśmy się czegoś nauczyć.

Ja jako trener wypadam słabo jeśli miałabym wymieniać „osiągnięte cele”, o których mówiłam na początku.
• Wygrane zawody? Nigdy. Tylko hubertusy, które dawały mi i moim koniom radość i poczucie wolności.
• Zdobyte tytuły? Żadne. Oprócz śmiesznego instruktora rekreacji konnej. Oczywiście brałam udział w szkoleniach, na przykład w kursie na szkoleniowca JK System Jurka i Ani Krukowskich, nawet dwa razy, ale świadomie nie podeszłam do egzaminu końcowego.
• Inne? Tak. Prowadzenie ośrodka jeździeckiego, który już nie istnieje. 🙃
• Ile lat jeżdżę konno? Teoretycznie 30. Tak, to brzmi imponująco ale ile lat jeżdżę świadomie albo w ogóle jestem z końmi?

Podświadomie czasami tak o sobie myślę, że nie mam nic, czym mogłabym się na dzień dobry pochwalić.
• Bo czy ktoś zapyta mnie ile godzin spędziłam na placu jako instruktor analizując dosiad, dopasowując system nauki do tego jaki ktoś ma charakter, umiejętności poznawcze, świadomość ciała, do tego jaki jest koń? Nie.
• A czy ktoś zapyta ile tysięcy godzin spędziłam na obserwacji koni, ich naturalnych zachowań, potrzeb i zdolności? Ile setek wieczorów spędziłam na zastanawianiu się dlaczego koń zachował się w taki, a nie inny sposób? Nie.
• A czy ktoś zapyta ile chorych koni przewinęło się w moim życiu, a które niekoniecznie tylko dzięki pomocy weterynarza mają sto razy lepsze życie niż wcześniej? Nie.
• A czy ktoś zapyta ile razy odpuszczałam? Ile razy dochodziłam do wniosku, że dzisiaj nie jest odpowiedni dzień na krok do przodu w treningu, albo w ogóle na trening, bo to nie jest jeszcze odpowiedni czas? Nie.
• I w końcu, czy ktoś zapyta jaki ogrom pracy włożyłam w siebie? W swoją świadomość, zdolność przyznawania się do błędów, analizy, jak długo uczyłam się cierpliwości, jak uczyłam się kontrolować emocje, nie wchodzić w te niepotrzebne? Jak długo uczyłam się tego, że podchodząc do nowego konia nigdy, przenigdy nie wolno mieć w głowie schematów i gotowych rozwiązań? Nie.
• Czy ktoś zapyta w jaki sposób zrozumiałam, że wrażliwość, empatyczność i zdolność do nieoceniania książki po okładce to moje najcenniejsze cechy? Nie.

A moim zdaniem to są prawdziwe wartości, to są prawdziwe, ważne umiejętności. To całe życie, to też rzeczy, które przytrafiają się poza końskim światem, to traumy z dzieciństwa, to złe wybory, to ludzie, których uważamy za bliskich, chociaż wcale takimi nie byli. To terapia, wychodzenie z trudnych sytuacji, to momenty kiedy wydaje się, że najlepiej żeby wszystko zniknęło.
Każdy z nas tak ma, każdy z nas oprócz tego szczęśliwego życia, które pokazuje na zewnątrz, na Instagramie, o czym opowiada na spotkaniach ze znajomymi, ma swoje przeżycia, które sprawiają że jesteśmy wartościowymi ludźmi, bo uczymy się z tego, co daje nam codzienność i drugi człowiek.

Dlatego uważam, że najważniejszą umiejętnością w życiu jest wyciąganie lekcji z tego, co niefajne. Bo w przeciwnym wypadku, nigdy w pełni nie docenimy tych cudownych chwil, którymi chcemy się chwalić przed światem.

*Natural, jest jeden.*Zawsze dziwi mnie, kiedy słyszę o kolejnym nurcie „naturalnym”. Aż odechciewa się używać tego poję...
30/06/2025

*Natural, jest jeden.*
Zawsze dziwi mnie, kiedy słyszę o kolejnym nurcie „naturalnym”. Aż odechciewa się używać tego pojęcia, bo jest rozumiane w tak różny sposób, że głowa mała. A nasz tytułowy „natural” jest jeden. To po prostu znajomość konia, jego psychiki i układu ruchu, co powinno łączyć się z naszą świadomością fizyczną oraz emocjonalną i wiedzą o tym, jak możemy na naszego dużego zwierza wpłynąć mową ciała i energią.

Cały czas powstają coraz to nowsze szkoły, które reklamują się swoimi metodami naturalnymi. To wszystko jest komercja, zarabianie na tym co nie jest łatwe, choć powinno być oczywiste. Specjalne liny, kantary, carrot sticki. To wszystko pomaga, ale to tylko sprzęt, nic więcej. Nikt dzięki temu nie pojmie tajemnic końskiego umysłu, i każdy twórca takiej szkoły to wie ale wie też jak na tym zarobić. To nic złego oczywiście. Czasem nawet zdarzają się szkoły, które mówią o tym, że ich „metody naturalne” nie są oparte na dominacji. Tylko jak to możliwe, skoro dla konia to, czy zdominuje kogoś albo da się zdominować (zależnie od charakteru), daje gwarancję przeżycia? Pewnie dlatego, że ładnie to brzmi.

Przytoczę słowa niezwykle mądrej i empatycznej osoby - Jakub Ciemnoczołowski - „dominacja to nie agresja, ale bywa ona bardzo dosadna”. Życie koni bazuje na tym że albo chcą dominować, albo poddają się dominacji, ale niezależnie od tego, my zawsze możemy być takim człowiekiem, że w głębi duszy nieparzystokopytny będzie chciał nam oddać pozycję lidera. Wymaga to wiele pracy, nad sobą przede wszystkim. Konie po prostu albo chcą z nami być, bo zachowujemy się w sposób, który udowadnia im, że z nami nie zginą, albo uważają nas za niekonsekwentne lub agresywne osoby, i wtedy nie mają chęci na współpracę.

Pozdrawiam Was, E.

🐴Arek to koń, z którym mam przyjemność pracować od jakichś dwóch miesięcy.Wcześniej pół roku spędził w klinice walcząc o...
27/06/2025

🐴Arek to koń, z którym mam przyjemność pracować od jakichś dwóch miesięcy.
Wcześniej pół roku spędził w klinice walcząc o zdrowie i życie z chorobą zachodniego nilu. Jego właścicielki nie poddały się ani na sekundę, dzięki temu żyje i mogłam go poznać. 🍀❤️

To niezwykle wrażliwe i waleczne stworzenie. Pracujemy sobie spokojnie nad powrotem do pełnej sprawności fizycznej. Na ten moment głównie bardzo statecznie, na drągach między nogami.

Arek początkowo bardzo bał się 🩵niebieskiego. 😂 Ale już na drugim treningu była pełna akceptacja i olewka dla drągów w tym kolorze, a dziewczyny mówią, że całe życie miał z tym kolorem problem. On jednak, po przebyciu tej ciężkiej choroby, czasowej utracie wzroku, władności po lewej stronie, sześciu miesiącach w boksie, w obcym miejscu i rzeczywistości, podchodzi teraz do życia zupełnie inaczej, tak myślę.

Życzę każdemu koniowi takich oddanych i walczących właścicieli. 🩵

Pozdrawiam Cię, E. 

26/06/2025

Jak Twój koń spędza życie, kiedy Ciebie nie ma w pobliżu? 🐴🌳🍀☀️

Jak odczytywać, te bardziej powściągliwe w sygnałach konie? Takie konie, które wydają się mniej otwarte na rozmowę, to z...
24/06/2025

Jak odczytywać, te bardziej powściągliwe w sygnałach konie?

Takie konie, które wydają się mniej otwarte na rozmowę, to zazwyczaj te z dużą pewnością siebie, doświadczone życiowo. Z nimi trzeba być wyczulonym na każdy drobny ruch, zmieniające się spojrzenie, drżenie małego mięśnia.
Do odczytywania takich koni trzeba mieć trochę wprawy, umiejętności prawdziwego patrzenia bez pryzmatu człowieczeństwa.

Bardzo często mylone jest: �❌znużenie ze spokojem – W koniach spokojnie wykonujących ćwiczenie, będzie widać energiczność i zaangażowanie, stąpanie według rytmu, a głowę i szyję będą miały ustawioną zgodnie ze swoją naturalną postawą, jaką możemy zaobserwować kiedy porusza się sam na padoku, natychmiastową reakcję na nasze sygnały. Z kolei u znużonego kopytnego zaobserwujesz niżej niż naturalnie zwieszoną głowę, wiotkie uszy, powłóczysty, niedbały krok, spowolnioną reakcję na sygnały lub jej brak, nieobecny wzrok.
�❌zamrożenie ze strachu z zamyśleniem – Kiedy koń jest zamyślony, lub spokojnie zapatrzony, to jego mięśnie są rozluźnione, postawa głowy i szyi w naturalnej dla niego pozycji, łatwo go z tego wytrącić, na przykład lekkim pociągnięciem za linę czy uwiąż. Jeśli z kolei zdarzy się, że kopytny się zamrozi ze strachu, bo najpewniej sądzi, że tygrys wyskoczy zza krzaków, to głowę zadrze wysoko, uszy będą idealnie zwrócone w kierunku, w który wbija wzrok, oczy mocno rozwarte, a mięśnie napięte, bo przygotowuje się do ewentualnej konfrontacji.
�❌niemożność wykonania ćwiczenia lub jego niezrozumienie z niesubordynacją – To jest najpowszechniejsza pomyłka wśród jeźdźców. Taka natura człowieka, że niecierpliwi się bardzo szybko. Dajesz koniowi sygnał, na przykład do przesunięcia łopatki, a on się cofa, dajesz go ponownie, a on odchodzi w bok, dajesz kolejny, mocniejszy, a on zaczyna się kręcić. Myślisz sobie, że przecież to umie i pajacuje, bo mu się nie chce, a tak naprawdę on tylko próbuje zgadnąć o co Ci właściwie chodzi. W takiej sytuacji zastanów się czy na pewno Twój sygnał jest taki sam jak zawsze, czy na pewno masz odpowiednie skupienie na zadaniu, albo nie masz zakwasów po noszeniu ciężkich worków z paszą. Takie rzeczy mają duży wpływ na Twoje sygnały, koń świetnie wyczuwa mikro zmiany w działaniach, szczególnie dobrze znanego jeźdźca.
�❌okazywanie bólu z buntem – Często spotykam się z tym, że jadę na trening i w zasadzie po krótkich oględzinach konia okazuje się, że zanim w pełni zaczniemy pracę należy wykonać szereg badań, wezwać fizjoterapeutę czy zmienić warunki życia. Konie nie działają w ten sposób, że pewnego dnia rano budzą się i myślą „dzisiaj coś zmieniam, rezygnuję ze znanej rutyny i wyuczonych nawyków, od teraz będę stawiał na swoim”. Wszelkie negatywne zmiany, zawsze mają swoją przyczynę w zmianach otoczenia, jedzenia, stylu pracy, stada i naprawdę ogromnie często wynikają po prostu z dyskomfortu fizycznego.

Dlatego jeśli Twój koń zachowywał się w granicach wesołego aniołka i stopniowo zaczyna okazywać niechęć, złość, ucieka, gryzie, agresywnie macha ogonem lub przyciska go do ciała, to na pewno trzeba skonsultować się z weterynarzem lub fizjoterapeutą.
�Pozdrawiam Cię, E.

Na zdjęciu Kokosanka. Niedługo stuknie jej 4,5 roku i dotychczas z człowiekiem miała do czynienia tylko podczas bardzo p...
03/05/2024

Na zdjęciu Kokosanka. Niedługo stuknie jej 4,5 roku i dotychczas z człowiekiem miała do czynienia tylko podczas bardzo podstawowych czynności takich jak karmienie, zabiegi kowala (chociaż to mocno srednio się jej podoba) itd.

Teraz przygotowuję ją do sprzedaży. Jest bardzo pojętną dziewczynką i miło mi się z nią pracuje. Myślę, że poza podstawami, wstępnie ją zajeżdżę, chociaż właścicielka daje mi wolną rękę w tej kwestii. 🙂

Pakowanie do przyczepy. Fajnie jeśli mamy zwierzaka, który wchodzi i wychodzi jak po sznurku, ale częściej jednak spotyk...
01/05/2024

Pakowanie do przyczepy.

Fajnie jeśli mamy zwierzaka, który wchodzi i wychodzi jak po sznurku, ale częściej jednak spotykamy się z odmową. Jest to rzecz, która jest często zaniedbywana i przez to rodzi ogromny stres we właścicielu, który przenosi go na konia. I tutaj zaczynają się schody.

W ciągu minionych tygodni miałam kilka takich przypadków. Nie będę się rozpisywać na temat szczegółów, bo może właściciele nie chcieliby żebym je ujawniała ale w każdym przypadku stosowałam dwie najważniejsze zasady: spokój i konsekwencja.

Każdy koniarz zna przynajmniej kilka sposobów na zmuszenie konia do wejścia do przyczepy. Na przykład na dwie lonże zaciskające się na zadzie, przestawianie nóg, zakładanie czegoś na głowę, straszenie od tyłu, stawianie przyczepy w drzwiach stajni itd. Wszystko oczywiście w asyście przynajmniej trzech osób, bo przecież jedna osoba opornego konia nie wprowadzi. Kiedyś sama wyczyniałam takie rzeczy i zazwyczaj, któryś ze sposobów działał. Wszystko do czasu aż moja osobista klacz Złota pokazała mi dobitnie gdzie ma moje stare koniarskie metody.

Do najlepszego sposobu na pracę z przyczepą nie doszłam oczywiście sama – pokazał mi to mój mentor – Kuba Ciemnoczołowski, który przepracował przyczepę ze Złotą, a ja dzięki temu nauczyłam się jak to robić, żeby koń wchodził już zawsze bez większych problemów. Ogół zawsze jest ten sam, tak jak już wcześniej pisałam – spokój i konsekwencja – techniki zaś trzeba dostosować do umysłu danego konia.

Myślę, że prawdziwe przepracowanie przyczepy jest jeszcze tak mało popularne, bo przy opornym koniu od razu trzeba założyć, że będzie trwało od kilku godzin do nawet kilku dni, a ludzie zazwyczaj myślą: „nie bardzo wchodzi, ale w końcu jakoś się go wepchnie” i męczą siebie i konia dokładnie tyle samo czasu przy każdej próbie, ile musieliby poświęcić raz na prawidłowe działanie.

Nauka wchodzenia do przyczepy, to dokładnie taka sama nauka jak wszystkiego innego – zakładania siodła, warunkowania pomocy, prowadzenia, czy wielu innych rzeczy. Wszystko wymaga tyle czasu, ile potrzebuje go dany koń na zaakceptowanie sytuacji. Nic innego, tylko konsekwencja, spokój, no i trochę wiedzy oraz wyczucia, ale przecież do takiej sprawy nie zabierają się ludzie, którzy nie mają pojęcia, a przynajmniej nie powinni tego robić.

Najgorzej mają konie prawopółkulowe i to one zazwyczaj mają najwięcej traum związanych z przyczepą, bo potrzebują najwięcej poczucia bezpieczeństwa oferowanego przez osobę która je wprowadza. U takich koni wystarczy jedna nieumiejętna próba i już „po zawodach”. Natomiast moim zdaniem takie konie najłatwiej później odrobić, a przynajmniej dla mnie.
Trudnymi zawodnikami podczas nauki wprowadzania do przyczepy są za to konie lewopółkulowe czyli psotki, które nie szanują swoich właścicieli. One, jeśli nie chcą wejść, świetnie potrafią wykombinować co zrobić żeby nie wykonać zadania, patrząc na spoconego właściciela. :)

Oczywiście konie nie dzielą się tylko na prawo i lewopółkulowców, a przynajmniej nie tak klarownie. Każdy ma swoje nawyki, przyzwyczajenia, sposoby na właściciela, albo zupełnie spokojny umysł, bo wie, że człowiekowi można zaufać i opłaca się spełniać jego prośby. Takiego konia każdy z nas chciałby mieć, ale żeby tak było, trzeba włożyć ogrom pracy w siebie. To przede wszystkim! :)

Adres

Łubianka
87-152

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Intuicyjny trening koni i jeźdźców - Ewa Stefańska umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Kategoria