22/11/2023
Wczoraj w nocy w Łodzi było -6 stopni Celsjusza. Ślisko na ulicach, zamarzły kałuże, na trawie szron. W takich okolicznościach przyrody o godzinie 1 w nocy ktoś porzucił pod naszą przychodnią domowego królika.
Od 1 w nocy do przyjścia do lecznicy pierwszych pracownic jest koło 7 godzin. W ostrym mrozie.
Szczęściem królika było, że jedna z naszych sąsiadek późno wracała do domu, zauważyła podejrzany pakunek i do rana przechowała go w swoim mieszkaniu. W ten sposób Horacy trafił pod naszą opiekę.
3 kilo cuchnącego starym moczem kołtuna. Ledwo było widać oczy. Przerażone, ale piękne, szarozielone. Kogoś wyraźnie przerosła opieka nad długowłosym królikiem - ale zamiast ostrzyć go u groomera i znaleźć mu nowego opiekuna, postanowił narazić go na śmierć w wyziębienia.
Horacy jest już bezpieczny. Dzięki nowej fryzurze odzyskał wzrok, już nie śmierdzi i cóż... wygląda dość zabawnie. ;) Przed nami jeszcze badania, kwarantanna, a potem szczepienie i kastracja. W międzyczasie dokarmianie i wizyta u fantastycznej Króliczy Fryzjer. I dopiero będziemy szukać mu nowego domu.
Rzecz w tym, że w Łodzi nie ma króliczej fundacji, która pomogłaby w opiece nad takimi nieszczęśnikami. Zazwyczaj radzimy sobie same, za karmę i wszystkie zabiegi płacimy z własnych pieniędzy. Ale Horacy to już nasz kolejny królik w ostatnim czasie. Proszę więc o wsparcie. Zebrane pieniądze pozwolą nam przywrócić Horacemu wiarę w człowieka.
➡️ https://pomagam.pl/bwc3cc
PS. Do miłej pani w różowo-białej kurteczce: na osiedlu jest monitoring. Nie tylko te kamerki przy samej lecznicy. Mamy panią na nagraniu. Liczymy na to, że ruszy panią sumienie i skorzysta pani z okazji, żeby odkupić swoje winy i zafundować swojemu królikowi nowe lepsze życie.