13/05/2026
"Jak wszyscy to wszyscy, babcia też" 😉 czyli odpowiadam tutaj, zamiast kolejno odpisywać na wiadomości nt. mojego stanowiska w sprawie jakichś gdzieś tam spotkań komunikacyjnych w kagańcach.
Komunikacja to nasz konik (? piesek...? ten "konik" dziwnie zabrzmiał...), stale i stale z tym pracuję w każdym kierunku: pies->człowiek, pies->pies, człowiek->pies, byście to rozumieli i świadomie tego języka używali.
Mając naprawdę szeroką (i miejscami dość głęboką) wiedzę na temat psów, zoopsychologiczną i kynologiczną, wypracowałam WŁASNY sposób pracy, który prezentuję przyszłym praktykom, m.in. w SGGW.
Ten mój własny sposób opiera się na budowaniu solidnych podstaw relacji z psem, w której rozumiemy się w obie strony, zarówno po to by było nam miło ale przede wszystkim wtedy, gdy miło przestaje być na chwilę.
Moja mantra codzienna to:
"Jest olbrzymia różnica między wyszkoleniem psa, a wychowaniem. Wychowanie jest PRZED i PONAD szkoleniem, bez większego w zasadzie problemu może pozostać też zamiast. To w wychowaniu są maniery społeczne, skuteczny feedback, budowanie zdrowej relacji oraz adresowanie i kontrola emocji przez psa.
Bez skutecznego feedbacku - nie ma respektowania odmowy. Bez odmowy nie ma nauki rezygnacji. Bez tego - nie ma odwołania gdy chcemy psa szkolić. Smakołyki są dobre do czasu aż zachowanie łowieckie czy codzienne sięganie po ulgę (odegnanie kogoś szczekaniem, unikanie) dadzą psu większe spełnienie.
Bez manier społecznych nie możemy mówić o dobrej socjalizacji, bo brak wówczas skuteczności w feedbacku oraz umiejętności rezygnacji.
Bez budowania zdrowej relacji - nie ma nauki samodzielności i nie ma prawidłowych zachowań w kontekście samotności, separacji.
Bez adresowania i kontroli emocji - nie ma wszystkiego powyższego, nie ma tez dobrego szkolenia, bo pies stale traci koncentrację, motywację. Nie ma też nad psem kontroli gdy jest sam, bo zostaje z emocjami, których nie ogarnia.
Dlatego właśnie cała praca wychowawcza musi być pierwsza i nadrzędna, ona robi grunt pod szkolenie i tworzy narzędzia premiowania psa na całe życie".
Powtarzam to naokrągło i to pokazuje co jest dla mnie najważniejsze w pracy.
Psy w środowisku wielkiego miasta to 90% moich podopiecznych. A w wielkim mieście wszystkiego jest dużo, m.in. duże jest zagęszczenie bodźców, wśród nich - innych psów i ich ludzi. Miejskie psy mają trudne kontakty społeczne, im więcej tłoku wkoło nich. Tutaj praca z emocjami i nad komunikacją to kluczowa sprawa. Nie możemy radośnie pospuszczać psów ze smyczy i niech się dzieje wola boża, zwłaszcza że spuszczać to sobie można psa wychowanego ale za innych lepiej nie ręczyć. Trzeba też mieć GDZIE spuszczać, a dokoła, przypominam, jednak wielkie miasto, duży ruch.
Z emocjami i komunikacją pracujemy indywidualnie oraz grupowo. Z setek psów jakie brały udział w moich zajęciach grupowych, pamiętam 3 w kagańcu, psy duże ciężkie i bardzo nerwowe, z historią pogryzień. I wtedy gdy grupa była na jednym placu, bo jeśli wchodzimy między liczne wydzielenia jakimi dysponuję, to te kagańce zawsze każę zdejmować. Kaganiec służy bezpieczeństwu a to najważniejsze zawsze. Natomiast celem mojej pracy jest przywrócenie psom WŁAŚCIWEJ i SKUTECZNEJ komunikacji (uspokajającej, grożącej) oraz nauczenie ich KORZYSTANIA ZE ŚRODOWISKA (czyli, mówiąc krótko: "wpienia cię? to się odsuń").
Uczestnicy bywają różni, czasem łączę grupę kilkanaście minut ale w 90% wszyscy lądują luzem na jednej przestrzeni a w 10% przypadków ktoś tam pozostaje za wydzieleniem lub kontrolnie na lince. Nie pozwalam psom się bić, nie pozwalam by im emocje eskalowały dowolnie i żeby robiły co im się żywnie podoba, a od korekty jestem przede wszystkim ja i Malina (choć mile widziane stosowne (!) korekty od dorosłych psów wobec podrostków). Uczę ludzi jak mają dawać feedback. Ale uczę też psy, że mają prawo grozić, bo jeśli pies dotychczas zablokowany, wystraszony albo zbyt napastliwy - teraz wysoko grozi i robi to długo - znaczy, że panuje nad sobą coraz lepiej, zgadza się? Jak to zmienia jego życie w środowisku? ZNAAAAACZNIEEEE podnosi jego samoocenę i komfort życia. I buduje kompetencje społeczne.
Jak pracują moje psy? Malina cudownie odczytuje psy, wie jak zszyć grupę, ślicznie pokazuje wszelkie komunikaty, łącznie z korektami. Lobo gorzej znosił zajęcia grupowe, więc go chwilowo wycofałam z asysty na nich, pracuje ze mną na indywidualnych a na grupowych sam bywa uczestnikiem. Jest psem bardzo łagodnym i cholernie wrażliwym, wszystkie trudne emocje obcych psów bierze do siebie osobiście i bardzo go to dotykało psychicznie. Malina natomiast ma na to wdupizm, spływa po niej wszystko z pluskiem. Gdy zamyka się furtka - dla niej jest koniec tematu i nie ma do czego wracać. Lobo źle sypiał, zamykał się w sobie, coraz bardziej odpuszczał. On potrzebuje znacznie grubszej warstwy ochronnej w psychice, dużo tu robi czas i pracujemy bezustannie.
Ale na indywidualnych świetnie mogę przepracować w jego obecności masę rzeczy z psem podopiecznym. Z Maliną pracuję równolegle. Nigdy nie były to bójki. Korekty - tak. Uspokajanie, grożenie, czasem wysokie grożenie ale czyste, bez złych emocji, wyłącznie do korekty. BTW, w minioną niedzielę dużo w obu grupach o tym mówiłam, jak to odróżnić.
Psy muszą nauczyć się przyjmowania odmowy bo bez tego nie da rady żadna praca wychowawcza, okiełznanie emocji, samotność, rezygnacja itd. Sama pracuję mową ciała, tonem głosu, nie tylko kwadratem wzmocnień i treningami. Uczę jak tym tonem głosu i mową ciała stawiać psu granice. Tego uczą mnie same psy i widzę jakie to przynosi skutki, jak to jest rozumiane. Ale tak jak ja nikomu nie sprałam tyłka, tak one nigdy nikogo nie pobiły. Bo to by świadczyło o tym, że od tej komunikacji jednak ważniejsze są emocje bez kontroli.
🌱 Jeśli chcecie popracować nad powyższymi - zapraszam serdecznie.
🌱 Nieustannie polecam też serię o komunikacji: www.pieswcentrum.pl/oferta/artyku%C5%82y/komunikacja 🐕🦺❤️🤍💙