Gatakia

Gatakia Działamy na greckiej wyspie Evia: w pn części. Jesteśmy prywatną inicjatywą 3 osób. Ratujemy chore koty, organizujemy akcje kastracje i adopcje. Wybite oko?

Nie jesteśmy pogotowiem ratunkowym, tylko domem tymczasowym. W podpiętym poście piszę jak pomóc kotu w Grecji. Złamany lub gnijący ogon? Kot umierający z powodu celowego zatrucia? Tu gdzie mieszkam takie sytuacje nie budzą powszechnego oburzenia i nie wiele osób potrafi się pochylić nad cierpieniem kotów. Może dlatego, że jest ich tak dużo, że dosłownie wychodzą z każdego śmietnika? Jeśli chcesz pomóc: poszukać domu, dać dom, pomóc finansowo, a może odwiedzić je w słonecznej Grecji: zapraszam.

29/05/2026

Kochani u nas dużo pracy, więc stąd ta cisza, ale wrzucam trend z tiktoka, żeby nje narażać Was za bardzo na tęsknotę za futerkami z Gatakia! dajcie znać czy Wasza galeria wygląda podobnie

Czy ktoś pamięta jeszcze Mawu i Tajgę? Adopciaki z Gatakia?W Polsce mieliśmy okazję wreszcie je odwiedzić.I słuchajcie —...
25/05/2026

Czy ktoś pamięta jeszcze Mawu i Tajgę? Adopciaki z Gatakia?

W Polsce mieliśmy okazję wreszcie je odwiedzić.

I słuchajcie — ja takich kotów nie widziałam jeszcze nigdy. Wybiegły do nas jak ufne szczeniaczki: od pierwszej chwili dawały się głaskać, a nawet brać na ręce. Co zrobili im opiekunowie w domu adopcyjnym? Nie wiem, ale chcę się tego nauczyć! 😄

Mawu i Tajga wydoroślały, nabrały wagi (Mawu zrobiła się wręcz ogromna) i stały się tak odważnymi kotami, że aż człowieka ogarnia wzruszenie.

Ok, szczerze: one nigdy nie były wycofane. Mawu Marcin znalazł na ulicy — zakładamy, że ktoś mógł ją nam podrzucić. A jej ulubionym zajęciem była „praca” z Marcinem: ona siedziała mu na plecach, a on pracował.

Z kolei Tajga dosłownie weszła Marcinowi w ręce podczas łapanki kastracyjnej. Najpierw jednak musiała przejść sześciotygodniową antybiotykoterapię, bo miała tak ciężkie zapalenie płuc, że ledwo oddychała. Długo zmagała się też z paskudnymi zrostami.

No ale teraz to one przechodzą ludzkie pojęcie. Żeby do praktycznie obcych ludzi (bo nie wierzę, że nas pamiętały) włazić na ręce? A dodam, że było to dzień po przeprowadzce do nowego mieszkania… Zero stresu — czysta kocia ciekawość i dobra zabawa.

Adopcje to ciężki kawałek chleba, ale po takich wizytach człowiek wie, że to ma sens. Widok kotów, na które tutaj czekała tylko ulica — a w przypadku Tajgi bez wątpienia śmierć, które dziś mają kochające domy, są turbo zadbane i zaopiekowane wręcz podręcznikowo (od karmienia po kotyfikację mieszkania), totalnie nas wzrusza.

I wiecie co? Te koty są po prostu bardzo szczęśliwe.

Natalio, Konradzie — dziękujemy za ten piękny dom dla dziewczyn. I za prezenty dla kociaków z Gatakia ❤️

Kochani, są takie koty, które najłatwiej skreślić: bo są zdziczałe, bo mają nieadopcyjny kolor futra i wiek już taki śre...
24/05/2026

Kochani, są takie koty, które najłatwiej skreślić: bo są zdziczałe, bo mają nieadopcyjny kolor futra i wiek już taki średnio skłaniający do pomocy.

Ale to nie wina tych kotów, że nie miały wcześniej pozytywnych doświadczeń z ludźmi, że cierpią z powodu zaniedbania i nieleczonych chorób, że urodziły się w bezdomności, niechciane.

A przecież takie koty tak samo zasługują na miłość i dobre życie.

Od dłuższego czasu kibicuję właśnie takiemu agentowi, Bazylowi z Dom Tymczasowy Zapomniaki.

A wiecie, że mam szczególną, szczególną słabość do takich kotów.

Zapomniaki, kiedy czasy były lepsze... (ech, naprawdę kiedyś były lepsze) pomogły nam w adopcji jednej z koteczek od nas, znajdując dziewczynie dom 100/10. Dzisiaj symbolicznie my chcemy pomóc Zapomniakom, dlatego zapraszam do obserwacji i do wsparcia choćby piątakiem ich zbiórki (link w kom)

A tak odnośnie adopcji starszych kotów to ja to tylko zostawię. Polecam i tę kocią cudowność i to schronisko.
23/05/2026

A tak odnośnie adopcji starszych kotów to ja to tylko zostawię. Polecam i tę kocią cudowność i to schronisko.

W Gatakia jest kilka takich kotów, co do których straciłam już nadzieję, że znajdą dom. I tak szczerze… nie rozumiem dla...
23/05/2026

W Gatakia jest kilka takich kotów, co do których straciłam już nadzieję, że znajdą dom.

I tak szczerze… nie rozumiem dlaczego większość osób koniecznie chce adoptować maluchy. Naprawdę gdybym była “normalną” osobą i nie zbierała chorych i bezdomnych kotów po śmietnikach, tylko chciała jakiegoś kota adoptować, to bez wątpienia byłby to kot starszy.

🐾Takie koty mają już za sobą okres demolowania domu i skakania jak małpy po ścianach. A patrzenie jak starsze koty uroczo gonią za zabawkami totalnie mnie rozczula.

🐾To często koty po przejściach: które wiedzą co to głód, cierpienie i strach. Obserwowanie jak w domu się otwierają i rozwkitają, a często w pewien sposób nadrabiają stracony czas, to nieustanny wzrusz i ogrom ogrom szczęścia, a także ogromna satysfakcja, że dało się takiemu kotu drugie, tym razem godne życie.

🐾Budowanie relacji z dorosłym kotem jest niesamowite: często na początku takie stworzonka są wycofane, nieufne, ale cierpliwością i spokojem mamy szansę zbudować z nimi głęboką i pełną czułości więź. Poznawanie takiego kota, uczenie się go i wspólne tworzenie relacji to fascynująca droga. W niczym nie ma podjazdu do adopcji małego rozrabiaki.

🐾Dorosłe koty to też świetny wybór dla osób, które nie mają doświadczenia z kotami, bo przecież nie trzeba od razu wybierać ze schroniska największego strachulca wciśniętego w kąt (chociaż takie koty to akurat moja słabość).

Można zdecydować się na adopcję kota z domu tymczasowego i dzięki temu wybrać zwierzaka, co do którego jasne będzie jaki ma temperament, jak zachowuje się w stosunku do ludzi, czy jest miziakiem itp. itd. Naprawdę w domach tymczasowych czeka ogrom stabilnych, miłych i bardzo pro ludzkich kotów, których jedynym “problemem” jest wiek.

Nie mamy obecnie żadnej potwierdzonej opcji na transport kotów do adopcji, więc to nie jest post adopcyjny o Jacobie. To post dla tych, którzy zastanawiają się nad adopcją i może dzięki temu jakiś starszy kot (obojętnie skąd) dostanie szansę na miłość i prawdziwy dom. Bo każdy kot na to zasługuje.

PS: Na dom czeka też Miluś. Przez pomyłkę we wcześniejszym poście napisałam, że jest w domu adopcyjnym, ale to tylko marzenie: to wciąż dom tymczasowy.

Kochani, żyjemy w trudnych czasach: bez kontrowersji, gwiazdorzenia, grania na emocjach, szantaży emocjonalnych, kreowan...
22/05/2026

Kochani, żyjemy w trudnych czasach: bez kontrowersji, gwiazdorzenia, grania na emocjach, szantaży emocjonalnych, kreowania się na celebrytów: ciężko przetrwać. Dlatego fundacje, które po prostu ratują koty: bezdomne koty, promują treści edukacyjne, kastracje i odpowiedzialne adopcje, mają pod górkę.

Wiem z doświadczenia.

Wie to też Fundacja Pomocy Zwierzętom "Kłębek", która ratuje wiele kotów rocznie, promuje kastracje i odpowiedzialne adopcje i pomaga "normalnym kotom": często starszym, schorowanym, czasem z FIV, często po prostu niewidzialnym, bo nie są już w wieku słodkich kuleczek, ani nie są w typie.

Swojego czasu, kiedy czasy były trochę lepsze, Kłębek wsparł Wiki, dzieląc się z nami suplami nerkowymi, które wystarczyły nam na wiele miesięcy. Patrząc na to ile kosztuje nas utrzymanie tego Nietoperza i ile kosztują suple dla kotów nerkowych: było to wsparcie OGROMNE, tym bardziej, że zbiórki na zwykłego czarnego, przewlekle chorego kota to nie jest nasza mocna strona i Wiki w dużej mierze jest utrzymana po prostu przez nas prywatnie.

Wiem, że sytuacja u Kłębuszków ostatnio taka se, dlatego dzisiaj ja chciałabym podzielić się zasięgami: zapraszam do ich obserwowania, do udostępniania postów, do komentowania, do dołączenia do ich bazarku (link w kom), do adopcji ich kociaków (także wirtualnej).

I powodzenia Kłębki!

Wiecie, którego kota wyadoptowaliśmy jako pierwszego? Pierwszy adopciak z Gatakia to Mila, dzisiaj zwana Fetą.  Mila wyg...
21/05/2026

Wiecie, którego kota wyadoptowaliśmy jako pierwszego? Pierwszy adopciak z Gatakia to Mila, dzisiaj zwana Fetą.

Mila wygląda zjawiskowo: jak rysio-koto-królik, ale jej historia na Evii była straszna. Jej brat został otruty. Ona też zjadła trutkę, ale udało się jej pomóc. Ktoś lub coś wyrwało jej ogon i biegała ze zgniłym kikutem aż udało się podać jej leki. Jej siostrzyczka zginęła na ulicy. Jej matka całe życie nieustannie rodziła małe kociaki i ostatecznie była kotem wykastrowanym w ostatniej chwili: w klinice wet powiedzieli nam, że miała ropomacicze.

Od takich kotów jak Mila i jej matka zaczęła się nasza pomoc kotom na Evii. Pierwsze akcje kastracje. Pierwsza pomoc weterynaryjna. To była wykańczająca psychicznie, ciężka praca u podstaw, która nauczyła mnie o bezdomności więcej, niż… bym chciała. I która zatrzymała mnie w tym miejscu.

Na początku o adopcjach nie śmieliśmy nawet marzyć, a jeszcze trafiliśmy na rodaków w Grecji, którzy “z troski” próbowali nam to wyperswadować.

Na szczęście jakimś cudem trafili na profil Gatakia (wtedy totalnie raczkujący) Matej i Artur. I przetrwali wszystko: naszą naukę organizacji takich adopcji. Nasz stres związany z tym przedsięwzięciem. Opłacili paszport. Wytrzymali psychicznie pierwszy proces adopcyjny i po milion razy zadawane pytania: wciąż te same, ale na inny sposób.

I od tej pory są z nami od lat: pomagają nam i wspierają nas na milion sposobów, nigdy nawet nie krzywiąc się na to co wymyślimy. Byli już kilkukrotnie naszym domem tymczasowym, wieźli 5 kotów do adopcji od nas do Polski, ostatnio we Wrocławiu to oni byli naszym punktem logistycznym, magazynem i oni odebrali te ogromne ilości paczek. I są wciąż domem tymczasowym (wcześniej napisałam pomyłkowo adopcyjnym, może to znak? :P) najlepszym drugiego Milo: czyli mają dwa Milonki 🥹 Ach, w ich domu mieszka też ich drugi, cudowny adopciak: Layla.

Mieć takie osoby obok siebie to zaszczyt. To cudowni ludzie o wielkich sercach: nie tylko dla nas, tylko po prostu, dla świata. Mateju, Arturze, dziękuję, że z nami jesteście i od lat dodajecie nam skrzydeł!

Czas ogłosić kociaki, które wyjechały do adopcji:1. Puchatka: tu chyba nie ma zaskoczeń, o Puchatkę było milion zapytań....
20/05/2026

Czas ogłosić kociaki, które wyjechały do adopcji:

1. Puchatka: tu chyba nie ma zaskoczeń, o Puchatkę było milion zapytań. Ostatecznie Puchatka została jedynaczką u Marty: naszego nowego domu adopcyjnego :) Puchatka przez pierwsze dni była mocno zestresowana, ale wiem, że jest coraz lepiej, więc mam nadzieję, że niedługo wrzucimy relacje zrelaksowanej księżniczki z domku adopcyjnego. Dziękujemy Marcie za cierpliwość i troskę do tego małego strachulca 😻

2. Gizmo i Hasiok: ta adopcja w dwupaku to jak festiwal szczęścia. Kociaki tak długo czekały na swój dom, by ostatecznie zamieszkać w domu przecudownych zwierzolubów: Iwony z rodziną, u których już są nasze adopciaki 🥳🤩Popłakałam się ze szczęścia jak Iwona zadeklarowała chęć zaadoptowania tej dwójki. W dodatku do kociaków niespodziewanie dołączył Leoś, niby w formule DT, ale ptaszki ćwierkają, że on już jest członkiem rodziny na stałe. Ale Leonardo dał tak czadu, że tutaj i tak będzie osobny post.

3. KOSTEK. Ta adopcja Kostycjusza to jak cud: dom adopcyjny czekał na niego ledwo od września, a między czasie trójłap miał nagrany CZTERY RAZY transport, z którego z różnych powodów nic nie wyszło, zaliczył bardzo ciężką postać FIPa i niemal został poddany eutanazji. Naprawdę w pewnym momencie straciłam już nadzieję, że ten kot od nas wyjedzie… żywy.

Ale jak to Marcin mówi: biorąc pod uwagę jaką Kostek ma wolę życia, że przeżył i ten koszmar z urwaną łapą na Riwierze Olimpijskiej i tak ciężką postać FIPa na greckiej wyspie, to jego już nic nie zabije. Kostek zamieszkał u Kamili S. osobie doświadczonej w ratowaniu zwierzaków, w dodatku WRESZCIE może mieć na niego oko nasza wet Paulina z Bubble of Good, która od początku była włączona w ratowanie tego ziomeczka.

PS: w lutym do domku wyjechał też Taz.

Chciałam z całego serca podziękować Marcie z Zakotane , która wsparła wyrabianie 4 paszportów i bez której tak naprawdę Kostka by z nami nie było. To dzięki Marcie mogliśmy zapewnić Kostkowi natychmiastowe leczenie FIPa, bez którego Kostek nie miałby żadnych szans na Evii. Marta: naprawdę nie ma takiej ilości dziękuję, która oddałaby to jak wiele robisz dla kotów tutaj i jak bardzo doceniamy Twoje wsparcie 💗

Czasem dostaję pytania w stylu: jak Ty Pati radzisz sobie w Grecji, wśród takiej ilości kociego cierpienia?A ja właśnie ...
20/05/2026

Czasem dostaję pytania w stylu: jak Ty Pati radzisz sobie w Grecji, wśród takiej ilości kociego cierpienia?

A ja właśnie często sobie nie radzę...

Zwykle wyjście z domu, poza moją ulicę = stres.

Dlaczego?

Bo albo wracam z kolejnym kotem, który umierał na ulicy, albo przybita, bo nie mogę przecież zbierać kotów bez umiaru.

Nigdy nie potrafię w pełni cieszyć się tym, ile kotów udało nam się uratować, bo nieustannie prześladują mnie obrazy tych, którym nie mogłam pomóc.

Kocia bezdomność, a co za tym idzie: głód, choroby, cierpienie, to tutaj element krajobrazu, a z nadmiarem bezdomnych zwierząt wciąż w wielu miejscach walczy się truciem…

Każda pora roku oznacza inne dramaty.

Jesienie i zimy to dla bezdomnych zwierząt festiwal śmierci. Wiosna to miliony kociąt, które w 90% czeka śmierć. Szanse na dom? Bliskie zeru.

A kiedy nadchodzi lato i sytuacja jest trochę lepsza, skrzynkę Gatakia zaczynają zasypywać setki próśb o pomoc kotom, które umierają i dla których pomoc z dużym prawdopodobieństwem nie nadejdzie, o ile turyści nie staną na głowie. A często nie chcą zrobić nic poza “zgłoszeniem mi problemu”. I to bardzo obciąża psychicznie.

Dlatego, chociaż wyjazdy do Polski niemal zawsze kosztują mnie dużo stresu i są prawdziwą logistyczną piramidą wzbogaconą telefonami od Thanasisa, który informuje mnie co tam się u nas odwala (zawsze musi się coś dziać), to jednak jest podczas tych wyjazdów jeden aspekt, który mnie uspokaja.

Mogę przechodzić ulicami bez nieustannego lęku czy wrócę z kotem, czy z poczuciem beznadziei i załamania psychicznego. I mogę wypić kawę z widokiem na kosze, z których nie wysypują się bezdomne koty szukające w desperacji resztek jedzenia.

I chciałabym żeby to dobrze wybrzmiało: w Polsce kocia bezdomność jest ogromnym problemem: na ulicach żyje ok. 750 tysięcy bezdomnych kotów, a ok. 30–35 tysięcy kotów jest w schroniskach. Są to liczby zatrważające.

Wiele kotów ze schronisk nigdy nie doczeka domu. A bezdomnym kotom od dekad przyszywa się łatkę “wolno żyjących” i wbrew nauce dzieli na “dzikie” i domowe. A mimo setek fundacji, schronisk i dostępu do wiedzy oraz weterynarzy, wciąż ogromnym problemem są rozmnażacze, pseudohodowle i brak odpowiedniej opieki nad zwierzętami.

Dlatego absolutnie nie deprecjonuję problemu bezdomności w Polsce!

Zresztą mój jedyny prywatny kot, to gość z sosnowieckiej ulicy, zrodzony na działkach, zapewne z “dzikiej kotki” (matki nie znalazłam), którego nie przyjęła żadna fundacja, schronisko, ani nikt nie chciał go adoptować. I tak od 10 lat jesteśmy na siebie skazani ;)

Ale po prostu skala problemu w Grecji jest porażająco większa, a szansę na pomoc… o wiele mniejsze.

Address

Istiaia
34200

Telephone

+48880439904

Website

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Gatakia posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Contact The Business

Send a message to Gatakia:

Share