10/01/2026
Kochani, kilka słów od serca…
Pewnie zauważyliście, że od dłuższego czasu moja strona, kiedyś prowadzona z pasją, zamilkła. Nie bez powodu. Prowadziłam swoje wewnętrzne walki - czy to, czym na przestrzeni lat się stałam, jest tym, co kocham, w co wierzę i czym było na starcie. Czułam, że moja pasja i miłość zaczynają stawać się moją udręką i potrzebowałam czasu, żeby zrozumieć, jak bardzo dzisiaj różnię się od siebie sprzed lat - kiedy jako nastolatka opiekowałam się pierwszym nie swoim psem, i dalej, kiedy zaczynałam opiekę jako zawodowy opiekun.
Po wielu latach pełnych radości, doświadczeń i niezliczonych spacerów z psami, nadszedł czas, by powiedzieć Wam jasno, co czuję i jak teraz wygląda moja droga. Opieka nad psami zawsze była dla mnie czymś wyjątkowym - moim sposobem, by pozwolić im być prawdziwymi psami, biegać po błocie, łąkach, lasach, pływać w kanale czy morzu, tworzyć własne stada i komunikować się między sobą w naturalny sposób.
Od zawsze czerpałam ogromną radość z obserwowania ich autentycznego życia. Dawałam im przestrzeń, pozwalałam rozwiązywać konflikty w granicach bezpieczeństwa, pełniłam rolę nadzorcy, a nie strażnika „bezpieczeństwa w ludzkim rozumieniu”. I to było prawdziwe szczęście - zarówno dla mnie, jak i dla psów.
Ale wyobraźcie sobie spacer z kilkoma psami i w głowie myślicie: „nic się nie może stać - pies nie może wejść w szkło w trawie, bo to będzie moja wina; nie może być zarysowany, bo to będzie moja wina; nie może się pobrudzić ani śmierdzieć przy odbiorze, bo to źle o mnie świadczy”.
To nie jest życie psa. To presja, którą wymyślili ludzie. I ja nie mogę i nie chcę jej brać na siebie.
Szczerze mówiąc, psy traktuję jak psy – żywe istoty, które mają swoje potrzeby, emocje i naturę. Mogą się pobrudzić, mogą się zadrapać, mogą wskoczyć w błoto albo w kałużę – i to wszystko jest w porządku. To nie są tragedie, to życie psa.
A ludzie? Często traktują psy jak dekoracje, zabawki, elementy domowej infrastruktury. Jak przedmioty, które mają być czyste, pachnące, idealne, służyć do pokazania się albo podniesienia własnego statusu. To jest chore i krzywdzące dla zwierząt. Nie zamierzam w tym uczestniczyć. Nie będę psu odbierać jego natury po to, żeby ktoś poczuł się lepiej. Nie będę walczyć o „idealny wygląd” psa, bo pies nie jest twoim meblem ani twoim dodatkiem do kanapy.
Moja filozofia jest prosta: pies brudny, pies śmierdzący - pies szczęśliwy. To oznacza, że mógł być naprawdę psem: biegać po lesie, łąkach, błocie, pływać w wodzie i doświadczać świata w pełni. Ubieranie ich w kubraczki, ograniczanie do kanapy i oczekiwanie „czystości i bezpieczeństwa” to zaprzeczenie ich natury - i ja z tym się nie godzę.
Chcę jednak jasno powiedzieć: nie zamykam się na moje ukochane psy, które są ze mną od początku. Są to psy, których właściciele mają zdrowe podejście, wiedzą, że pies to pies, a nie kryształowa figurka. Wiedzą, że pozwolenie psu być sobą, biegać, brudzić się, doświadczać świata, to największa oznaka miłości.
Niestety, nastały czasy, w których wiele osób traktuje swoje psy jak dzieci. I o ile miłość i szacunek są jak najbardziej w porządku, o tyle uczłowieczanie psów jest w istocie znęcaniem się nad nimi. Psy nie są naszymi kopiami ani dekoracją domu. Nie będą spełniać naszych oczekiwań ani uczyć pokory naszych ego. I ja nie chcę mieć w tym udziału.
Po długim czasie refleksji zrozumiałam jedno: nie mogę dłużej pracować w systemie, w którym psy są odbierane jako „psie dzieci”, a naturalne zachowania traktowane jako problem. Nie mogę zmuszać siebie do przymusu, który odbiera mi radość i odbiera naturalność psów. Nie chcę, by spacery stały się obowiązkiem pełnym stresu zamiast radości.
Dlatego: nie będę już podejmować się opieki nad nowymi psami, które są traktowane jak „psie dzieci”, które nie mogą być sobą, które mają żyć według ludzkich wyobrażeń o bezpieczeństwie i porządku. Jeśli chcesz oddać psa w miejsce, gdzie będzie mógł być prawdziwym psem, biegać po błocie, poznawać innych, tworzyć relacje i czerpać radość z życia w psim świecie - zapraszam.
Jednocześnie chcę jasno powiedzieć: nie zmienię swojej filozofii dla większej liczby klientów ani dla wygody innych ludzi. To, co oferuję, opiera się na głębokim szacunku dla natury psów i ich prawdziwego życia.
Jeżeli mam mieć mniej psów w roku przez swoją filozofię - niech tak będzie. Jestem na to gotowa i mogę sobie na to pozwolić. Nie zmienię swoich wartości, poglądów ani nie zacznę działać na niekorzyść psiej natury tylko po to, żeby mieć bardziej napięty kalendarz. Tak, jestem po wielu latach na etapie, kiedy mogę powiedzieć STOP. Nie zrezygnuję z siebie, z mojego szczerze skuszonego podejścia, bo zawsze patrzyłam na psy jako zwierzęta i zawsze to mnie w nich fascynowało - natura. Zawsze mówiłam: „nasz klient - nasz Pan”. Z tym, że w mojej profesji Panem jest i zawsze będzie pies.
Dziękuję wszystkim, którzy przez te lata zaufali mi i pozwolili doświadczać z psami prawdziwej wolności. To była dla mnie ogromna radość i zaszczyt.