16/07/2019
Na wstępie dziękuję osobom, które pomimo wszystkiego, co przeczytały, dalej czekały na moje wyjaśnienia, zamiast pluć jadem po przeczytaniu jednego postu, nie będąc nigdy u mnie w domu, co więcej – nie zamieniając ze mną nigdy nawet jednego słowa.
Co do Kamili samej, podam tylko jeden cytat zostawiając, to bez komentarza: „Niepotrzebni Ci wrogowie, jeśli masz takich przyjaciół”. Nie oferowano mi pomocy, a jedynie wytykano pewne rzeczy, nie chcąc wcale zmienić sytuacji, a jedynie się na mnie powyżywać. Dlatego też ze względu na duże problemy osobiste i rodzinne, których nie życzę nikomu, zdecydowałam się z ciężkim sercem zakończyć moją przygodę ze szczurami. I dopiero wtedy, 2 dni po tym jak złożyłam rezygnację z bycia w SHSRP i 30 minut po tym, jak opublikowałam wiadomość na fanpejdżu mojej hodowli, nagle pojawił się pierwszy post na SHSRP oskarżający mnie o szereg rzeczy. Odniosę się zatem do każdej.
Zarzut o braku dokumentacji od 2017 roku. Mamy 07.2019 – karty miotów zawsze były dostarczane do osoby zajmującej się tym, niekiedy później niż powinny, aczkolwiek zawsze docierały. Planowane mioty zawsze były opisywane na forum SHSRP bądź na mojej stronie internetowej. Nie było też nigdzie żadnego wymogu zapisanego odnośnie informowania SHSRP o wizytach weterynaryjnych.
Co do hodowli, które „budzą wątpliwości co do profesjonalizmu właścicieli” – chętnie poznam nazwy tych hodowli, gdyż importy, które sprowadzałam od 2017 podchodziły zarejestrowanych hodowli zrzeszonych w CKP lub SOCHP. Moje pierwsze importy sprowadzone w lipcu 2016 były z Hiszpanii i Niemiec, gdzie nie ma klubów hodowców, jednakże były konsultowane wewnątrz SHSRP i zanim zdałam egzamin na hodowcę i zarejestrowałam hodowlę w SHSRP były już u mnie, a stowarzyszenie wiedziało o nich wszystko. Co więcej, szczury te wystawowo były bardzo dobrze oceniane, jeden z nich został nawet championem Polski. Więc nie wiem, jakie to importy budzą wątpliwości? Co do jakiegoś zatajania nazw hodowli, też chętnie się dowiem konkretów, gdyż zawsze chwaliłam się nowymi szczurami na fanpejdzu hodowli, podając ich imiona i przydomki oraz wrzucając zdjęcia.
Kontakt z naszą przewodniczącą był utrudniony ze względu na charakter jej pracy i życie osobiste, jednak numer telefonu do niej, jak również nr telefonu do kliniki, w której pracuje był dostępny, jakby ktoś próbował się do niej dodzwonić. Mi się udało parę dni temu, więc wierzę, że członkowie SHSRP również mogli próbować, jeśli mieli pilne sprawy. Żadnego maila też nie dostała, tak samo jak nasz skarbnik (również osoba z zarządu, która była obecna zawsze na grupie/konwersacji SHSRP itp.), który nie wiedział także, że są jakiekolwiek oficjalne zarzuty wobec mnie. SHSRP, a raczej 4 osoby, które w nim zostały i samowolnie publikowały posty z fanpejdża stowarzyszenia najpierw twierdziły, że toczy się jakiś proces przeciwko mnie, potem, że dopiero będzie. Było napisane również coś o jakimś sądzie koleżeńskim, którego nie wybierano przynajmniej do 10.07.2019, kiedy to SHSRP opuszczałam. Dowiedziałam się od członków, którzy jeszcze w piątek byli w stowarzyszeniu, że żadnego sądu również nie wybierali. Trochę dziwne gubić się tak z zeznaniach, skoro ponoć działano, aby coś z tym zrobić. Nie będę komentować otoczki „niby-przyjaźni” opisanej przez Kamilę, bo to po prostu dla mnie niesmaczne. Co do zdjęć zrobionych w tajemnicy, gratuluję akcji kontrwywiadu. Z mojej strony odniosę się do wszystkich zdjęć:
1. Zdjęcie ciężarnej samicy w dunie. Nieprawdą jest, jakoby nie miała ona jedzenia – jedzenie było, natomiast Munki wysypywała je z miski i zasypywała trocinami. U mnie szczury dostają raz dziennie miskę karmy oraz warzywa/owoce. Nawet na zdjęciu widać, że w dalszym ciągu są tam jeszcze kawałki karmy. Nie dosypuje karmy jak tylko trochę jej ubędzie, szczury powinny jeść wszystko tak, aby dostawać odpowiednio zbilansowaną porcję pożywienia, co nieraz było na grupach poruszane. Duna sama w sobie – nie wiem jak inne hodowle, ale ja nie sprzątam samicom w ciąży dun codziennie, gdyż naraża je to tylko na niepotrzebny stres – w ciąży nie jest to zalecane, dużo bezpieczniej samica czuje się w swoim zapachu, a nie świeżej ściółki. Trociny odpylone, kupowane często w sklepie Pupilkowo.pl oraz karma JR Farm, którą wielokrotnie zamawiałam tam, są polecane.
2. Zdjęcia maluchów z miotu I2. Miot urodził się, licząc 17 osobników. Jak każdy znający się choć trochę na szczurach wie, że liczba ta jest zdecydowanie większa niż normalnie (10–12 maluchów): 17 szczurząt to aż o 5! więcej niż samica ma sutków. One urodziły się już różnej wielkości, co wynika z fizjologii i ich liczby. Od początku niektóre były słabsze i w ciągu pierwszych kilku dni 4 odeszły. Dodatkowo to był pierwszy miot Zemyny i niestety nie do końca sobie radziła z całą gromadką – 2 z tej czwórki były ewidentnie zadeptane (musiała stanąć na nich, powodując jakiś krwotok wewnętrzny, gdyż przez skórę były widoczne wybroczyny w brzuchach). Czasami w normalnej wielkości miotach się to zdarza i z tym trzeba się pogodzić, to natura. Tak samo jak np. zjadanie martwego szczura przez jego kompanów. Dodatkowo zdjęcia zostały zrobione podczas dokarmiania szczurząt ręcznie, dlatego siedzą w transporterku, żeby nie pomylić się, które już jadły, a które jeszcze czekają na swoją kolej. Co więcej, na swoim fanpejdżu w dniu 19.04.2019 sama publikowałam zdjęcie tego miotu, gdzie widać owego fuzza oraz to że szczurki są różnej wielkości, tak więc nie było to przed nikim zatajane. W dalszej części wrócę jeszcze do historii tego miotu.
Kolejny zarzut Kamili dotyczył szczura odmiany LH Teddiego. Teddy został uśpiony w wieku prawie 2 lat i 9 miesięcy, co jak na szczura jest wiekiem sędziwym. Przez całe swoje życie nie miał żadnych kłopotów ze skórą czy futrem, co można było zobaczyć na wystawach organizowanych przez SHSRP oraz RC. Dopiero w wieku 2 lat i 6 miesięcy zaczęły pojawiać się u Teddiego strupki i małe ranki. Był konsultowany w lecznicy, dostał maść, antybiotyk. Było lepiej. Po pewnym czasie jego stan się pogorszył. Ranki zaczęły robić się częściej. Najprawdopodobniej winny był nowotwór zlokalizowany w jamie brzusznej. Weterynarz zalecał eutanazję, tak też zrobiłam. Kłamstwem jest, iż Teddy cierpiał miesiącami. Stan od momentu, gdy rany zaczęły robić się większe do momentu, gdy Teddy został uśpiony wynosił około 1,5 tygodnia–2 tygodnie. Próbowaliśmy jeszcze ze sterydem i innym antybiotykiem. Na sekcji znaleziono nowotwór, który prawdopodobnie powodował to, że Teddy zaczął chudnąć. Ranki mogły być przerzutami nowotworu na skórę. Kamilę Teddy ugryzł raz przed śmiercią jak próbowała zedrzeć mu strupa „na żywca”. Teddy nigdy nie był typem szczura, który lubił ludzi, nie miał za to problemu z innymi szczurami. Teddy przyjechał z Niemiec, nie był najlepiej zsocjalizowanym szczurem, ale po czasie bardzo się do mnie przywiązał. Całe życie był indywidualistą, który nie lubił zmuszania go do różnych rzeczy. Dlatego tak zareagował, miał do tego prawo. Gdy tylko w klinice, której leczyłam szczury (polecana gryzoniowa klinika) stwierdzili, że nie ma już jak mu pomóc, od razu zgodziłam się na eutanazję. Nie wiem, czemu Kamila tak postanowiła przejaskrawić całą sytuację, ale mam wrażenie, że ze względu na prywatne sprawy między nami. Moim błędem był brak posłania na histopatologię wycinka z jamy brzusznej/skóry, aby stwierdzić, jaki był to rodzaj guza, natomiast prawie 3-letni szczur, tak jak i 80-letni człowiek nie musi mieć nowotworu na podłożu genetycznym. W moim życiu dużo się wtedy działo, po prostu nie pomyślałam o tym, a jak Kamila mnie o to zapytała, to było już za późno, bo ciałko już skremowano. Nigdy nie mówiłam o sobie, że jestem idealna, popełniłam błąd.
Jeśli chodzi o Casanovę z miotu kontrolnego C, to miot ten nigdy nie był rozmnażany, a u samego Casanovy miesiąc przed jego drugimi urodzinami stwierdzono kardiomiopatię. Dostawał leki, jego stan ogólny był średni ze względu na spore zaniki mięśniowe, które uniemożliwiały mu egzystencję w normalnej klatce z dorosłymi, silnymi samcami, które po prostu go męczyły. Casanova kiepsko to znosił, stresowało go to bardzo, a Teddy, który również był już staruszkiem (wtedy 2lata i 8 miesięcy) z niedowładami mógł mieszkać razem z nim w dużej dunie. Mieli ją wyłożoną miękkim drybedem, mieli w środku domek, hamaczek podwieszany i codziennie kaszki. Nie powiedziałabym, że to znęcanie się nad zwierzakami i niewyobrażalne cierpienie. Taki stan rzeczy trwał około 3 tygodnie – zostali uśpieni na tej samej wizycie.
Perła Kadiras Rattery, uśpiona w wieku 2 lat i 4 miesięcy, miała wycinaną powiększoną śledzionę w wieku prawie 2 lat, zabieg zniosła dobrze. Niestety po pewnym czasie pojawił się u niej chłoniak, który był leczony chemią przez około 10 dni, jednak nie udało się jej pomóc i musiała zostać uśpiona. W sekcji wyszedł chłoniak, więc skoro wiadomo było, co to za guz, to nie widziałam potrzeby robienia histopatologii.
Jeśli chodzi o łączenia, to tak wygląda życie hodowli: łączenia są częste, jeśli często dochodzą nowe szczury. Ja jestem przezorna, wolę łączyć dłużej, ale skutecznie. Nigdy dzięki temu nie miałam sytuacji, gdy jakikolwiek szczur został zagryziony podczas łączenia. I owszem, zdarzały się łączenia trwające tygodniami, bo gdy ma się szczury różnych płci, a część samców jest w okresie dojrzewania, to nie jest to ani proste, ani łatwe, jednak chodzi o to aby szczury się dogadały, a nie o to żeby, je wykastrować, zwłaszcza jeśli można tego uniknąć.
Wybiegi u mnie się odbywały i w dalszym ciągu się odbywają. Nie mam potrzeby się tym chwalić, chociaż jeszcze 16.05.2019 wrzucałam na grupę IR filmik z moimi samcami biegającymi za mną jak pieski podczas wybiegu. Tak nie zachowują się szczury, które nie mają wybiegów, co każdy potwierdzi. A argument, że nie pisałam Kamili, że jestem w trakcie wybiegu? Nie pisałam też nigdy, że robię kupę czy wyrzucam śmieci, więc o czym to świadczy?
Faun nie był agresywny aż do momentu, jak trafił do Kamili na czas mojego kilkudniowego wyjazdu. Wysłała mi filmik, gdzie wyraźnie go podjudza drapiąc go po tyłku, a wcześniej siedząc w tym samym miejscu z dwoma innymi samcami. Faun miał wtedy około 7 miesięcy, co oczywiście oznaczało, że był w trakcie okresu pobudzenia hormonalnego. Ugryzł Kamilę właśnie wtedy, gdy na kanapie po samcach z innymi zapachami drapała go z tyłu pleców; kilkukrotnie widać na filmiku, jak się odwraca, a Kamila się śmieje. Mnie nigdy Faun nie ugryzł. Po powrocie od Kamili Fauna próbowałam ponownie połączyć, jednak zajęło mi to sporo czasu. Wyciszył się na szczęście na tyle, że się to udało. Problem miał tak naprawdę tylko z betą stada, 10-miesięcznym samcem z mojej hodowli. Jednak chłopcy po pewnym czasie się dogadali. Dopiero gdy Faun skończył rok i 2 miesiące, a wszystko było w porządku, zdecydowałam się go użyć w hodowli. Z samicą Faun nie miał również żadnych problemów. Po kryciu wszystko było ok, dopiero po około 3 tygodniach Faun znowu zaczął pokazywać rogi, prawdopodobnie wskutek mniemania, że skoro zdołał pokryć samicę, to w hierarchii powinien stać wyżej. Nie jest to rzadkie po kryciach. Zdecydowałam się wtedy na jego kastrację, dla bezpieczeństwa jego i innych samców. Mogłam jeszcze próbować i zapewne by się udało, ale nie miałam już na to siły. A co do Sisinath z Mouseville, to jest już śmieszne – samica z miotem, którego broni to rzeczywiście agresywny szczur.
Ilość szczurów w klatkach: Royal XXL – 16 samic, Furet Tower – 15 samców. Plus 2 szczurze babcie w plusie. Czy to za dużo? Nie odmawiałam udzielania informacji na ten temat, a jedynie drażniło mnie wypytywanie o to przez Kamilę, więc odpowiadałam, że zapraszam do mnie do domu, jak ktoś jest chętny, żeby sobie policzyć. Kamila daleko nie miała, mogła przyjść, bo wcześniej przychodziła przecież, jak sama napisała, co tydzień.
Selah mieszkała w dziurawej dunie, gdyż ją przegryzła. Dostała inną, którą również przegryzła. Dlatego też później już jedynie zabezpieczałam dziurę, żeby maluchy i Selah nie mogły uciec – plastikiem i grubą taśmą od zewnątrz. Może nie wyglądało wyjściowo, ale spełniało swoje zadanie. W pierwszym momencie postawiłam dunę, tak aby Selah nie mogła uciec, stawiając ją przy szafce, jednak jak tylko miałam chwilę, zabezpieczyłam dunę i stała już normalnie.
Miot G2 – maluchy urodziły się zdrowe, było ich 7. Skończyły 2 tygodnie i otworzyły oczy. Któregoś dnia znalazłam jednego malca martwego w dunie w towarzystwie innych. Zabrałam go na sekcję – okazało się, że został ugryziony w szyję przez Louisę. Nie wiadomo było wtedy, czy zrobiła to celowo; weterynarz nie potrafił stwierdzić, ja również, gdyż Louisa zachowywała się normalnie, jak na nią patrzyłam. Następnego dnia znalazłam drugiego malca w takim samym stanie. Również pojechałam z nim na sekcję. Rozmawiałam wtedy z weterynarzem o potencjalnych powodach, dla których Louisa mogłaby tak postąpić. I owszem, powiedziałam, że Louisa to moja najładniejsza importowana samica i chciałabym zrobić po niej drugi miot, ale nigdy nie było takiego nawet w planach. Oddzieliłam wtedy też natychmiast malce od Louisy i napisałam do hodowcy Louisy, który zapewniał, że w linii nie było żadnych problemów behawioralnych czy neurologicznych. Tydzień później oddzielonej od dzieci Louisie skręciła się głowa w jedną stronę. U weterynarza stwierdzono zapalenie ucha oraz możliwe zapalenie mózgu. Została na kilka dni w lecznicy, potem wróciła do mnie, a po kolejnych dwóch tygodniach skręt głowy jej przeszedł. Nie przeżyła cudem, jak to Kamila napisała, tylko po prostu wyzdrowiała. Od tamtego czasu łączyłam ją z innymi szczurami, które były młode oraz wtedy z jej stadem i nie wykazywała żadnych oznak agresji. O całej sytuacji wiedziało SHSRP, gdyż rozmawiałam o tym z członkami stowarzyszenia. Malce są w nowych domach, żaden nie ma żadnych problemów, dwa maluchy z tego miotu zostały u mnie do bacznej obserwacji, pozostałe 2 u członków SHSRP.
Miot H2 – zdjęcia były wstawiane zarówno na fanpejdż hodowli, jak i do konwersacji z członkami stowarzyszenia SHSRP. Dwa malce były mniejsze, jednak rozwijały się prawidłowo. Dopiero gdy otworzyły oczy i zaczęły próbować chodzić widać było, że Hektor nie może normalnie biegać, raczej pełzał. Poprosiłam o wizytę domową, aby obejrzeć maluchy. Stwierdzono większą ruchomość bioder u niego, co mogło wiązać się z jakimś uciskiem przy porodzie i podejrzenie zapalenia ucha. Dostawał on antybiotyk razem z Hekate, która została u mnie. Po antybiotykoterapii malcom przeszło. Hektor zaczął normalnie chodzić, jednak został w SHSRP u jednego z zaufanych domków, tak aby można było trzymać rękę na pulsie. Niestety podczas łączenia, już w docelowej klatce, został zagryziony. Cała reszta malców z tego miotu rozwijała się normalnie, nie miała żadnych objawów chorobowych i pojechała do nowych domów. Hekate zostawiłam w hodowli, jednak nie myślałam o rozmnażaniu jej – przypominała mi moją ukochaną szczurzycę Perłę, dlatego chciałam ją zostawić w domu, mimo że ma status hodowlany, jak wszystkie szczury mieszkające u mnie. Taki sam status otrzymała samica mieszkająca u Kamili, Harmony. A co do tego, że malce są drobne – taka linia, wolno rosnąca. Urania, matka miotu, 300g osiągnęła dopiero tydzień przed kryciem (miała 7 miesięcy).
Miot Indiański – nieprawdą jest, że malce miały problemy zdrowotne od początku życia. Dawid, współwłaściciel matki miotu, był u mnie w domu, gdy malce miały 3 tygodnie i wszystkie były zdrowe, rozwijały się prawidłowo. Gdy skończyły 5 tygodni, zaczęły rozjeżdżać się po nowych domach. Wciąż były zdrowe, co mogą potwierdzić domki, do których poszły. Dostałam informację, że jedynie jedna samiczka po przyjeździe do nowego domu zaczęła pokichiwać. Samiczka Emilii Rulewskiej (Munki) musiała zaczekać jeszcze dodatkowe 3 tygodnie, gdyż czekała na drugą, młodszą samiczkę z miotu A2. Samica Emilii czekała więc z moją samicą, Gwiazdą. Po około tygodniu–półtora po wyjeździe pozostałych szczurząt Gwiazda zaczęła chudnąć. Rozpoznano u niej i siostry bezobjawowe zapalenie płuc; dziewczynki nie kichały, nie było porfiryny, jedynie słychać było to w badaniu. Od razu dostały leki. Niestety, Gwiazda nie dała rady. Na sekcji wyszły ropnie w płuckach. Dowiedziałam się, że mogła to być nadostra reakcja organizmu. Munki wyzdrowiała. Nie informowane były domki, gdyż dziewczynki rozchorowały się już po jakimś czasie od wyjazdów wszystkich malców, jednak SHSRP wiedziało o wszystkim. Kamila wiedziała o śmierci Gwiazdy, była ze mną w stałym kontakcie. Kamila o tym, że Kuma kicha, powiedziała mi dopiero po kilku dobrych tygodniach. Podczas łączenia Kumy, wtedy jeszcze malutkiej, inny szczur ranił ją mocno w oko. Kamila oko zdecydowała się zatrzymać, mimo że weterynarz radził je usunąć. Nie mówiła wtedy nic o tym, że Kuma u niej kicha. Mogła się po dłuższym czasie zarazić i u niej, od jej tymczasów. Inne szczury z tego miotu nie mają takich problemów. Kumy miot odchowywał się u Kamili, ja nie miałam nad tym żadnej kontroli, Kamila nawet nie odpowiadała na moje wiadomości. Do tej pory nie otrzymałam wyników sekcji 2 maluchów, które w niewyjaśnionych okolicznościach według niej umarły w drodze do weterynarza na zwykłą kontrolę. Prosiłam Kamilę o wyniki sekcji. Do dziś ich nie otrzymałam.
Co do Mochi – nie wiem, jak może być widoczny obrzęk płuc, bez rentgena w oczach. Po przyjściu do domu około północy razem z Kamilą i jeszcze jednym znajomym znalazłam Mochi ciężej oddychającą, robiącą boczkami, była razem z Munki. Dostała od razu antybiotyk pediatryczny w zastrzyku. Następnego dnia pojechałam z nią do weterynarza na samo otwarcie kliniki na 14:00. Nie było jeszcze weterynarza, dlatego zostawiłam ją z asystentką, która miała się nią zająć i dać pod tlen. Weterynarz wdrożył leczenie. Mimo jej pobytu w klinice nie udało się jej pomóc, mimo że mówiłam, żeby robić wszystko co się da i opłacałam leczenie. Emilia była ze mną w stałym kontakcie, na bieżąco była informowana o stanie Mochi.
To, co Kamila pisze o miocie I2, to już jedno wielkie bajkopisarstwo. W tym okresie nie przychodziła już praktycznie do mnie. Miot I2 widziała na własne oczy tylko raz, gdy przyszła małym z miotu J2 porobić zdjęcia. Zemyna przyjechała do mnie z krycia z innej hodowli, gdzie spędziła około 4 tygodnie. Wróciła do mnie 1.04. wieczorem, wyjechała na krycie 27.02. Po przyjeździe lekko pokichiwała, dosłownie kilka razy byłam pewna, że to stresowe, bo szczurzyca po podróży w ciąży dodatkowo. Dostała beta-glukan, jednak po kolejnych 2 dniach kichanie nie ustępowało, włączyliśmy zatem po konsultacji telefonicznej Synergal. Zemyna urodziła 6.04. 17 szczurząt; jak trudne jest odchowanie takiej ilości, już wspominałam na początku. Niestety prawdopodobnie doszło do zakażenia transmacicznego maluchów. Dodatkowo Zemyna po prawie dwóch tygodniach od urodzenia szczurząt zaczęła tracić najwyraźniej pokarm, bo część z malców, a dokładniej 2, były wyraźnie mniejsze. Był to 19.04 – Wielki Piątek. Ja wyjeżdżałam na święta Wielkanocne poza Warszawę, szczury miały zostać pod opieką mojej przyjaciółki, która sama ma szczury od kilku lat. Nie miałam dla nich wystarczająco mleka, bo wszystko wydarzyło się nagle, nie byłam na to przygotowana. Jednak udało mi się załatwić karmę ratunkową oraz trochę mleka między innymi od Kamili. Moja przyjaciółka miała to wieczorem odebrać i od razu podjechać do malców. Ja nakarmiłam maluchy przed samym wyjściem około 17:00. Przyjaciółka odebrała karmę ratunkową od Kamili około 23:30 i od razu pojechała nakarmić malce ponownie. Zemyna wciąż miała mleko, jednak za mało na wszystkie 13 malców i te dwa wymagały dokarmiania. W związku z tym poprosiłam również mojego brata o to, aby wpadał, oprócz przyjaciółki, na zmianę dokarmiać młode. Jak wróciłam w poniedziałek wielkanocny o godzinie 15:30 do domu, od razu nakarmiłam malce. Wszystkie żyły. Gdybym skazała je na śmierć głodową w męczarniach, jak to nazwała Kamila – nie przeżyłyby tego. Zamiast tego codziennie przynajmniej 5 razy były dokarmiane, a Zemyna dostawała leki – synergal i tolfę. W poniedziałek wielkanocny, gdy wróciłam, wszystkie miały otwarte oczy. We wtorek od razu pojechałam do weterynarza z nimi na kontrolę. Wyszło że małe mają infekcję dróg oddechowych, dostały nebbud do nebulizacji, który miałam mieszać z solą fizjologiczną i olejkiem goździkowym, i gentamycyną. Na szczęście w domu miałam nieotwarte 3 z 4 saszetek, w których były plastikowe fiolki z Nebbudem. Dodatkowo maluchy dostały borgal. Kamila w środę mnie odwiedziła, wtedy zrobiła też zdjęcia maluchom i raz (jeden jedyny) pomogła mi w ich karmieniu. W sobotę (27.04.) rano najmniejszy maluszek, fuzz, odszedł. Dalej dokarmiałam malce i podawałam leki. W poniedziałek 29.04. jeden z malców zaczął łapać powietrze pyszczkiem, od razu pojechałam do weterynarza, jednak mały odszedł w klinice. Po tej sytuacji cała reszta maluchów przeżyła. 6.05. Zmieniliśmy antybiotyk na lincospectin na 21 dni, gdyż była poprawa, jednak nie była satysfakcjonująca. Wtedy też wzięłam na kontrolę miot J2, mimo że nie było tam żadnych objawów ani u mamy, ani u malców, jednak okazało się że słychać szmery w drogach oddechowych. Również dostały lincospectin. Po 4 dniach byłam z malcami na kontroli (10.05.). Zarówno matka, jak i maluchy z miotu J2 były osłuchowo już czyste, jedynie u jednego z malców wciąż słychać było jeszcze szmery. 17.05. na kontroli było już czysto u wszystkich, a w miocie I2 tylko u kilku z malców słychać było jeszcze zaostrzone szmery z górnych dróg oddechowych i nosa. Po zakończeniu antybiotykoterapii osłuchowo było już czysto u wszystkich szczurząt i matek. Zaczekałam 10 dni i 5.06. zrobiłam wymazy obu samicom, Zemynie dodatkowo pobrana została krew na przeciwciała wirusa Sendai. Wyniki, gdy przyszły, wykazały, że u Zemyny wszystko jest czyste, wynik na Sendai ujemny, a maluchy coraz ładniej się rozwijają i nadganiają gramy. U Munki natomiast w wymazie z gardła wyszedł Staphylococcus aureus (++). W opisie doktor dodała „należy mieć na uwadze że Staph. Aureus może być saprofityczną florą jamy ustnej”. Żałuje i to mój błąd że nie zrobiłam wymazu Munki jak tylko do mnie przyjechała, uwierzyłam Emilii na słowo jak mówiła że Munki jest zdrowa a teraz nie wiadomo czy nie przyjechała z tym gronkowcem, co jest możliwe (bo w końcu Zemyna mieszkająca u mnie na stałe tego gronkowca w wymazie nie miała). Maluchom i Munki zalecono kurację na 10 dni Borgalem. Trzem malcom z miotu Zemyny dodatkowo zrobiłam RTG 22.06. U jednego na trzy było jedynie na zdjęciu bocznym niewielkie zmniejszenie powietrzności pola płucnego. Jeśli ktoś myśli, że ja te maluchy zaniedbałam i skazałam na śmierć, to tu jest dowód. Ile razy jeździłam do weta, ile zrobiłam badań i ile czasu spędziłam przy tych dwóch miotach. Śmieszy mnie tłumaczenie, jakobym „została zmuszona do tego wszystkiego i gdyby nie Emilia i Kamila, to nie zrobiłabym żadnych badań szczurom”. Wymaz i przeciwciała przeciwko Sendai sama mówiłam, że sprawdzę. RTG zrobiłam na prośbę Emilii. Malce z miotu I2 wydawałam czyste osłuchowo, z czystym wynikiem wymazu oraz bez wirusa Sendai. Malce z miotu J2 po zakończeniu leczenia lub z leczeniem do kontynuacji w domu zapewniając lek i rozpisując dawkowanie.
Co do śmierci 3 malców z miotu I2 (o czym poinformowałam SHSRP niezwłocznie), to mogę tylko powiedzieć, że miałam ogromnego pecha. Ze względu na osobiste sprawy musiałam niezwłocznie wyprowadzić się z wynajmowanego mieszkania. Pech chciał, że datę wyprowadzki miałam wyznaczoną na 10.06., kiedy to w Warszawie było 36 stopni. Niestety mimo moich starań, aby czas przeprowadzki był jak najkrótszy, 3 chłopców nie dało rady. Gdy znalazłam ich jeszcze ciepłych, nogi się pode mną ugięły. Przepłakałam całą noc. Zawiozłam następnego dnia rano maluchy na oględziny. Wszystko wskazywało na udar cieplny.
Nie zauważyłam, jak również inni (byli już członkowie SHSRP), abym mieszała się z zeznaniach albo wypierała czegoś, co miało miejsce. W momencie, gdy konsultowałam się na konwersacji SHSRP odnośnie różnych rzeczy dotyczących leczenia miotów I2 i J2, ponowiono prośbę, abym założyła grupę dla właścicieli szczurów pochodzących z mojej hodowli, co też uczyniłam 14.05.2019. Nigdzie nie spotkałam się z obowiązkiem zakładania takiej grupy, większość polskich hodowli takowych nie ma, jednak nie robiłam z tym problemu. Również zgodnie z tym, o co zostałam poproszona, zaczęłam robić podsumowania miotów, które skończyły dwa lata. Mimo że hodowla została zawieszona, a ja jestem zmuszona zakończyć przygodę ze szczurami ze względu na rodzinną tragedię oraz osobiste problemy zobowiązałam się dalej prowadzić grupę oraz dalej zbierać informacje o szczurach z mojej hodowli. Gdybym miała gdzieś te zwierzęta, a one rzeczywiście żyłyby w koszmarnych warunkach, pozostawione same sobie, jak tu próbuje sprawę przedstawić Kamila, to malce z ostatnich miotów nie byłyby zsocjalizowane i zadbane, gdy opuszczały hodowlę. Nigdy szczury z mojej hodowli nie żyły w małych, brudnych klitkach, zawsze były leczone dopóki tylko się dało, a ludzie odbierający szczurki sami widzieli wszystko na własne oczy. Nie jestem ideałem, ale w hodowlę włożyłam całe serce, wszystkie środki finansowe jakie miałam i czas, którego nie zliczę. Osoby, które zdążyły mnie poznać na żywo (przy odbiorach, wystawach itp.) potwierdzą, że zawsze służyłam radą i chęcią pomocy, a moje szczury nie były nigdy zaniedbywane. Łatwo jest kogoś ocenić, bez mrugnięcia okiem, bez usłyszenia wersji drugiej strony. Dziękuję za przeczytanie i poświęcenie czasu. Nie zamierzam się z nikim kłócić ani obrzucać wyzwiskami. Ostatnie wydarzenia wiele mnie kosztowały. Dołączam kilka zdjęć ostatnich miotów aby nie było wątpliwości.