28/02/2021
Dzień dobry Szanowni!
Zbieram się do tego posta jak pies do jeża, bo nie chcę popaść w litanię gorzkich żali 😆 Przez ostatni rok doszło do wielu zmian. Ponieważ nie chcę stworzyć teraz gigantycznego posta, którego rozmiar będzie zniechęcał do czytania, podaję w telegraficznym skrócie (tzw. long story short) co tam. W następnych dniach będę w postach rozwijać poszczególne tematy. A jest o czym pisać:
Próba bycia niezależnym DT nie wyszło jak było w planach 👎próba wyadoptowania dwupaku dorosłych tymczasów: Aurory i Agresta nie udało się do tej pory 😥zmiana funkcjonowania DT i "awans" Aurory i Agresta na tymczasowych rezydentów 🐱nadal można nas wspierać, ale teraz spróbujemy innym systemem. Będziemy bardzo wdzięczni za obserwowanie FP i śledzenie losu naszego DT 🐈 Agrest został przechrzczony i teraz ma na imię Borealis (również: Boreasz, Bory, Wielki Bo) 🌌 Aurora okazała się przy bliższym poznaniu kotem trudnym i wymagającym, co obniża prawdopodobieństwo adopcji praktycznie do zera ☹️
[Od tego momentu jednak dużo czytania 😅]
Najważniejszym zagadnieniem które rozwinę od razu dotyczy koteczki Aurory. Po ponad roku socjalizacji z izolacją tymczasy wreszcie mogły opuścić swój pokój (izolacja trwała tak długo z powodu dużego napięcia pomiędzy tymczasami a rezydentami). Jak Aurora zaczęła żyć ze wszystkimi domownikami, wyszło na jaw kilka trudnych faktów. Najważniejszym z nich jest to, że Aurora ma objawy choroby sierocej, jest bardzo aktywna (rzekłbym że nadaktywna, dorównuje energią i harcami kotom bengalskim...) i zdecydowanie cierpi na chorobę/zespół Pica. W skrócie: zespół/choroba Pica są to zaburzenia odżywiania (tzw. łaknienie spaczone, info: https://www.animal-expert.pl/artykul/pica-a-inne-zachowania-obsesyjno-kompulsywne-u-kotow ). Polega to na kompulsywnym spożywaniu przedmiotów które nie są jedzeniem. Do menu Aurory należą:
Skarpetki, kocyki polarowe i poliestrowe, gacie 😆, koszulki z bawełny i syntetyków, siatki foliowe i plastikowe, sznurki, maseczki wszelkiego rodzaju oraz hit dzisiejszego poranka: niezapalone kadzidełka.
Aurora lubi też ssać (jak kociak matkę) Borealisa (znanego wcześniej jako Agrest), ugniatając jego brzuch łapkami.
Aurora przejawia też bardzo dużo symptomów zespołu falującej skóry u kotów (FHS) (info: https://www.animal-expert.pl/artykul/zespol-falujacej-skory-kotow-charakterystyka-i-postepowanie ).
Aurora i Borealis są nierozłączni. Bory nie sprawia do tej pory żadnych problemów behawioralnych. Jest bardzo spokojny i stateczny. Robi u nas za Strażnika Teksasu. Jest też potężnym kocurem, największym ze wszystkich kotów w domu (obecnie wraz z rezydentami w domu łącznie jest kotów SIEDEM). Dlatego nie wchodzi w grę rozłączanie ich.
W ten sposób zrządzeniem losu, bynajmniej nie celowo, mamy pod opieką kolejne dwa koty. Nasza sytuacja bytowa w ostatnich miesiącach ustabilizowała się na tyle, że dwie dodatkowe mordki wykarmimy i zapewnimy im żwirek. Aurorze poświęcamy najwięcej czasu ze wszystkich kotów, dom przeszedł kolejną rewolucję (chowamy wszystko co może zeżreć, dostała obróżkę feromonową pet armor, zapewniamy jej dużo rozrywek i zajęć, doszkalamy się z behwaioru pod jej kątem).
Jednak mamy też własne zwierzaki (pięć kotów i dwie suczki), w tym dwa koty które wymagają ciągłej opieki weterynaryjnej. Szarusia (lat 14) obecnie przechodzi zapalenie górnych dróg oddechowych, zdiagnozowano u niej również nadczynność tarczycy co wymaga podawania leków do końca życia. Flora (5 lat) od kocięctwa jest specjalnej troski ze względu na mega colon, problemy z wypróżnianiem, wadą biodra które będzie musiało być zoperowane. Musimy bardzo uważać na jej dietę i kombinować jak zapobiec kolejnym zatkaniom.
To są koszty które ponosimy odpowiedzialnie bo te koty przygarnialiśmy z pełną świadomością.
Dlatego w przypadku większych wydatków weterynaryjnych na Aurorę i Borego będziemy organizować okazyjnie zrzutki, na konkretny cel. W najbliższym czasie chcemy zrobić im diagnostykę (u Aurory będzie ona poszerzona ze względu na FHS i Pica). Pilnujemy jej jak możemy i do tej pory jej się upiekło, ale bierzemy pod uwagę że kot z tą przypadłością może wylądować na stole chirurgicznym jeśli zeżarte przedmioty zatkają przewód pokarmowy... To będą koszty które nas zgniotą.
Nie porzucimy tych kotów. Los sprawił że wylądowały u nas. Może kiedyś, cudem, ktoś kto bardzo kocha koty zapragnie dać im dom mimo tego że wymagają dodatkowego zaangażowania i uwagi. Jestem gotów zawieźć je nawet za granice kraju, jeśli znajdzie się dom idealny, ale biorę pod uwagę że szanse na to są bardzo małe.
U nas jest pewność, że jest im ciepło, dobrze i są razem. Z rezydentami dogadują się całkiem fajnie. Ewidentnie są to koty w pełni domowe które zostały eksmitowane. Ich przeszłość to niewiadoma. Do nas trafiły z klatki w klinice weterynaryjnej w której siedziały kilka miesięcy...
Proszę tylko o nie prawienie nam mądrości że jak je bierzemy to nasz problem z czego je leczyć. Te koty nie mają gdzie pójść.
Dlatego, jeżeli są osoby chcące nas wspomóc, obserwujcie nasz FP: kiedy zajdzie potrzeba, będę robić zrzutki na konkretne rzeczy, rozliczane na tychże zrzutkach. Będę o tym informować na tym FP.
BARDZO chciałbym podziękować bezdzietnym z grupy ŁK ;) za to że w tragicznych dla nas miesiącach poratowaliście nas wielkimi pakami z jakościowymi puszkami, na których Aurora i Borealis przeżyły praktycznie cały rok 💚
Teraz będę na FP poświęcać więcej czasu na historie o życiu naszych kotów, głównie tymczaso-rezydentów, okazjonalnie może wspomnę coś o suczydłach 😉
Miłej niedzieli i pamiętajcie o nas proszę 💚
Na zdjęciu Aurora i Borealis.