Nie zadzieraj z Weterynarzem

Nie zadzieraj z Weterynarzem Blog (nie)weterynaryjny Trochę o zwierzętach, trochę o ludziach. Nic o leczeniu.

22/05/2026

Post 18/05

Słyszę "ughh, ughhh, ughhhhh". Gdzieś ewidentnie rzyga pies. Sprawdzam w jednym gabinecie. Nie ma. W drugim jest pies, ale nie wymiotuje. A ja wciąż słyszę "ughh, ughhh, ughhhhh". Rozglądam się. To nie pies. To jego opiekunka kaszle 😅 Dodatkowo wszedłem do tego gabinetu głośno pytając "jakiś pies tu rzyga?". Będzie jedynka w necie "lekarz porównał mój kaszel do rzygającego psa". Biorę na klatę, zasłużyłem 🤮

Post 17/05Wielkimi krokami zbliża się webinar pt. "Repetytorium z wymiotów". Jak wskazuje nazwa, będziemy gadać o wszyst...
21/05/2026

Post 17/05

Wielkimi krokami zbliża się webinar pt. "Repetytorium z wymiotów". Jak wskazuje nazwa, będziemy gadać o wszystkim co związane z rzyganiem. Mechanizmy, przyczyny, studium przypadków i wskazówki co robić, żeby nie nabroić ;)

Kiedy? Niedziela, godzina 18:00
Jak długo? Ok 2 godziny
Gdzie? Online
Czy muszę być obecny? Nie sprawdzam obecności, po wszystkim dostaniesz nagranie
Za ile? 50,00 pln.

Zapraszam, link w komentarzu

Oczywiście będę bardzo wdzięczny za reakcje i udostępnienia 😘

Post 16/05Pierwszy raz w swoim dorosłym życiu założyłem nie-czarne skarpetki. Mam kryzys osobowości. Co następne? Żółte ...
21/05/2026

Post 16/05

Pierwszy raz w swoim dorosłym życiu założyłem nie-czarne skarpetki. Mam kryzys osobowości. Co następne? Żółte spodnie?!

20/05/2026

Post 15/05

Środa jest u nas dniem apokaliptycznym. Co tydzień nasramy wizyt w kalendarzu i nie możemy się ogarnąć. I nie uczymy się na błędach! Co środę powtórka. Dziś było podobnie, jednak nie natłok pracy był najgorszy. W pewnym momencie idąc do pacjenta poczułem kłucie w dużym palcu u stopy. Zbagatelizowałem je, myśląc że to może na zmianę pogody. Kłucie nasilało się i wkrótce nie dało się go ignorować. Skitrałem się w zacisznymi kącie i badam paluch. Wbity włos! Skurczybyk wlazł głęboko. Ciągnę i "dup!" urwał się tuż poniżej linii naskórka. Finalnie musiałem go wydłubać igłą. Głupi włos!

Post 14/05Wiele rzeczy mnie zastanawia. Czy istnieje życie poza Ziemią? Czy można być uczciwym politykiem? Dlaczego tost...
19/05/2026

Post 14/05

Wiele rzeczy mnie zastanawia. Czy istnieje życie poza Ziemią? Czy można być uczciwym politykiem? Dlaczego tost spada zawsze smarowidłem do dołu? Najbardziej nurtuje mnie jednak, jak to możliwe, że dziecko na levelu niespełna trzy, rasa Bejbut, ma tyle energii? Na połowie frytki, piętce z chleba i bananie, zasuwa przez cały dzień na pełnych obrotach. Do regeneracji wystarczy mu kilka godzin snu, aby bateria była pełna. A ja? Naładowane na urlopie akumulatory zużyłem w pierwszej półgodzinie wczorajszej dniówki. Gdzie tu sprawiedliwość?

18/05/2026

Post 13/05

Zwierzęta świetnie maskują, że coś im jest. A może, po prostu my nie zawsze dobrze odczytujemy sygnały. Zapewne oba stwierdzenia są prawdziwe. Prawdą jest na pewno, że czasem zwierzak wydaje się zdrowy, a gdzieś tam po cichu rozwija się problem. Bardzo często jesteśmy w gabinecie świadkami realizacji następującego scenariusza...

Piesek, mieszanie, w wieku kilku lat. Niby wszystko jest w porządku. Radosny, aktywny, zachowuje się tak jak zawsze, ale... Czasem puszcza pawia. Nie codziennie, jednak dość regularnie. Wiadomo, psy rzygają. Wszyscy to wiedzą. Poza tym, jak to pies skubie trawę. A! Właśnie. Czasem nie zje posiłku. Ale tak poza tym to okaz zdrowia i wulkan energii. I tak to się toczy jakiś czas, aż w końcu opiekunowie uznają, że może warto sprawdzić. Zwykle zaczyna się od badania krwi i dość często kartka z wynikami mówi, że pacjent zdrowy. Ale te rzyganie! Robimy usg, a tu zapalenie żołądka jak jasny pieron! A pies nic nie mówił! Albo mówił za cicho.

Zapalenie błony śluzowej żołądka u psów to chorerstwo. Często nie daje imponujących objawów i potrafi toczyć się miesiącami zanim się zorientujemy. Bywa, że znajdujemy je przypadkiem. Jednocześnie jego wredność polega na tym, że nieleczone może mieć przykre konsekwencje. Może na przykład dojść do owrzodzenia ściany żołądka, a to już grozi perforacją i zagrożeniem dla życia Dlatego warto znaleźć i leczyć.

A teraz druga część dla ciekawskich ;) Kiedy robię USG, ludziska często patrzą się w monitor i pytaj czym jest to czy tamto. W przypadku przewodu pokarmowego warto zwrócić uwagę na to, że jego ściana na całej długości ma budowę warstwową. Na pierwszym zdjęciu widzicie przekrój przez jelito i naprzemiennie pojawiające się białe i czarne warstwy. Tak to powinno wyglądać. Czasem nie wygląda, jak na zdjęciu numer dwa, gdzie zamiast żołądka mamy zamazaną kluchę. Bez warstw i innych cech charakterystycznych dla narządu. Na szczęście czasem udaj nam się coś nawet wyleczyć i już po 10 dniach żołądek zaczął przypominać żołądek (zdjęcie nr 3). Teraz w trakcie badania będziecie mogli zabłysnąć "wiedzą specjalistyczną" ;)

Dobrze zdaję sobie sprawę jak uciążliwe bywają schorzenia, które mimo niezbyt wybujałych objawów ciągną się tygodniami i miesiącami. Czasami ignorujemy objaw taki jak wymioty zasłaniając się "przecież koty / psy wymiotują, to normalne". Tymczasem wymioty to objaw mogący wskazywać na wiele różnych schorzeń, nie tylko związanych z przewodem pokarmowym. Dlatego przygotowałem dla Was webinar, który jest swojego rodzaju przewodnikiem po temacie wymiotów dla opiekunów psów i kotów. Odbędzie się już w niedzielę o godzinie 18:00. Dodatkowo na naszej Grupie (nie)zadzierającej z weterynarzem, czeka na Was kod dający zniżkę 20% przy zakupie dostępu. Dla zainteresowanych linki w komentarzu

Post 12/05Weterynarz kocim okiem  #3- Bożena, daj spokój! Może się dogadamy?!Puszysław stwierdziwszy, że szantaż i groźb...
17/05/2026

Post 12/05

Weterynarz kocim okiem #3

- Bożena, daj spokój! Może się dogadamy?!

Puszysław stwierdziwszy, że szantaż i groźby nie zmieniają sytuacji, w której się znalazł postanowił uderzyć w inne struny.

- Po co ta afera? - ciągnął - zapomnij o wszystkim. Wrócimy do domu, dasz mi jeść, a ja Ci wybaczę, co ty na to?
- Przestań się drzeć, nie mogę się skupić na jeździe.

Fakt. Uwięzienie w ciasnej kabinie samochodu miejskiego w typie mydelniczki z wokalizującym na całe gardło kotem, nie należy do sytuacji sprzyjających skupieniu. Z drugiej strony, siedzący w transporterze zwierzak uważał, że siedzenie w transporterze nie sprzyja zachowaniu spokoju. Dodatkowo jego, pożal się Boże, “opiekunka” jest głucha na argumenty. Musiał negocjować.

- Bożena słuchaj. Ja rozumiem, że jestem ciężki we wspólnym pożyciu. Ale wiesz, twardziele tak mają. Okazywanie uczuć jest dla słabych. Postaw się mojej sytuacji Bożena. Muszę dbać o reputację. Posłuchaj Bożena. Co powiesz na układ? Odpuszczasz tę hecę z wetem, a ja pozwolę ci, dajmy na to raz w tygodniu, przez 3 minuty, okazywać mi afekt jakkolwiek chcesz. Zniosę nawet te twoje gruchania i mizianki. Co ty na to? Nie zastanawiaj się zbyt długo bo mogę się rozmyślić. Bożena! Czy ty mnie wogóle słuchasz? Ej!

Kobieta jednak nie słuchała. W akcie desperackiej obrony założyła słuchawki. Puszysław zaczynał wpadać w panikę. Jak wydostać się z tej niekomfortowej sytuacji. Może by tak…

Nagłe hamowanie, wzbogacone wduszeniem przycisku klaksonu, zobrazowało kotu w praktyce jak działa bezwładność. Poleciał na drzwiczki transportera, a te otwarły się. Widać Bożena nie przyłożyła się do odpowiedniego zabezpieczenia zamka.

- WOLNY! - zawołał Puszysław i ruszył do panicznej ucieczki. Zauważyć należy, że nadal znajdował się w ciasnej kabinie mikropojazdu, prowadzonego przez wzburzoną wydarzeniami poranka Bożenę. Nie dziwi więc, że miał ograniczone możliwości działania. Zdając się na instynkt, a ignorując rozum, skoczył kobiecie na głowę. Ta niespodziewana interakcja zaowocowała niefortunnym ciągiem zdarzeń. Bożena puściła kierownicę, odruchowo starając się ściągnąć kota z głowy. Jednocześnie wcisnęła pedał gazu. W rezultacie autko wylądowało w rowie.

Kiedy zaniepokojeni współuczestnicy ruchu zajrzeli do kabiny pojazdu, zobaczyli lekko potarganą kobietę, wciskającą kota do transportera i miotającą obelgi, od których pokraśniałby przysłowiowy szewc. Dla bezpieczeństwa z pomocą poczekano do przyjazdu odpowiednich służb…

ciąg dalszy nastąpi.

Post 11/05UWAGA! To nie jest post o weterynarii :PWróciliśmy cali i zdrowi, mimo obaw otoczenia XD Mam takie wrażenie, ż...
16/05/2026

Post 11/05

UWAGA! To nie jest post o weterynarii :P

Wróciliśmy cali i zdrowi, mimo obaw otoczenia XD Mam takie wrażenie, że Serbia jest przez wielu traktowana jak kraj trzeciego świata, toczony wojną. Prawda jednak jest taka, że od 2008 roku, kiedy to Kosowo ogłosiło niepodległość, panuje tam spokój, a kraj prężenie się rozwija. Ale po kolei. Jak doszło do naszego wyjazdu do Serbii? Dlaczego i po co?

Jak pewnie wielu z Was wie, jestem orędownikiem zachowania balansu między życiem zawodowym a prywatnym. Uważam, żeby być dobrym wetem trzeba mieć możliwość odpoczynku i wyłączenia się od weterynarii choć na chwilę. Dlatego staram się brać urlop co najmniej 2-3 x w roku aby naładować baterie. Tradycyjnie przesuwam sobie majówkę z długiego weekendu na czas egzaminów ósmoklasistów - i tak muszę wtedy znaleźć zajęcie dla dzieciaków. Pomysł na tegoroczny wyjazd majowy był następujący: Góry Sowie, a potem czeskie skalne miasta z Ardspachem na czele. Niestety plany pokrzyżowało nam kolano Weroniki, które powiedziało że odmawia chodzenia po górach. Cóż było począć, musieliśmy zmienić plany - ja nie potrafię odpoczywać w domu i muszę wyjechać, żeby choć na chwilę się wyłączyć. Co jednak w zamian skalnych miast? Nie mieliśmy pomysłu. W tym momencie żaden kierunek nas specjalnie nie pociągał, nie znalazłem lotów w atrakcyjnych cenach, ani noclegów - zmiana planów nastąpiła kilka dni przed urlopem. Siedząc na porcelanowym tronie, przeglądałem mapę gugla szukając inspiracji. W wszyscy znający piosenkę "Kibel" zespołu The Bill, wiedzą że defekacja sprzyja układaniu planów. I tak moją uwagę przykuła Serbia. Tylko co ja o niej wiem? Wiem, że jest. Kiedyś była tam Jugosławia. Tyle. Wyszukałem w necie "co zobaczyć w Serbii" i nawet dostałem kilka ciekawych wyników. Sprawdziłem ceny noclegów - tanio jak barszcz. Poszedłem do Weroniki i pytam się "a może pojedziemy do Serbii?", na co powiedziała bez namysłu "Tak!". I pojechaliśmy.

Szczerze nie wiedzieliśmy do końca czego się spodziewać. Kraj jest poza Unią i nie jest jakimś szalenie popularnym kierunkiem turystycznym. Wyobrażaliśmy sobie, że otaczać nas będą szare budynki, będące świadectwem komunistycznej przeszłości. Wszędzie będą jeździć trabanty i nikt nie będzie mówił po angielsku, a na ulicach będzie s*f. Jednocześnie cieszyliśmy się z przygody.

Serbia przywitała nas czymś o czym trochę zapomnieliśmy podróżując po Strefie Schengen - kontrolą graniczną. Musieliśmy odstać swoje zarówno po stronie Węgierskiej, jak i Serbskiej. Potem przestał działać roaming, ale w końcu znaleźliśmy się w kraju docelowym. Odcinek granica - Novi Sad był nudny. Pola, pola i w międzyczasie pola. Od naszych różniło je to, że tu wciąż miedze i pobocza mieniły się od barwnych kwiatów. Przeważały maki ale miłośnik układania bukietów, miałby z czego wybierać. W końcu dotarliśmy do Novego Sadu, który przywitał nas... nowoczesnością. Nasze wyobrażenia o Serbii natychmiast legły w gruzach. Miasto niczym nie uchybiało tym na "zachodzie". Nowoczesne budynki, malownicze kamienice, galerie handlowe, sklepy sieci znanych wszędzie na Świecie. Poza tym dużo drzew i to dużych, starych - widać że lokalni cenią sobie cień. Zameldowaliśmy się w mieszkaniu i ruszyliśmy poznawać okolicę.

Nie będę Was zanudzał dłużej opisem podróży. Chciałbym bardziej skupić się na wrażeniach. Przede wszystkim ludzie. Serbowie są mili i otwarci, dodatkowo skorzy do pomocy. Świetnie mówią po angielsku - nie mieliśmy jakichkolwiek problemów komunikacyjnych. Miejsca które odwiedziliśmy były czyste, zadbane i gotowe na turystów. Nie ma jednak tłoku i turystycznych pielgrzymek jak na molo w Międzyzdrojach. Trochę Niemców, Anglików i Japończyków, ale dookoła rozbrzmiewa przede wszystkim język Serbski, który swoją drogą brzmi niekiedy z polska.

Serbia będzie mi się kojarzyła z kontrastami. Nie można zapominać, że jeszcze w 1999 na ich miasta spadały bomby. I tak obok pięknej kamienicy, której nie powstydziłaby się Praga czy Budapeszt, znajdziecie szarego szkaradka, który obrazuje socjalistyczny brutalizm. Obok nowoczesnego szklanego molocha, stoi rozpadający się blok z płyty. Jeszcze gdzie indziej w osiedle wcina się gąszcz drzew. Idziecie środkiem wymuskanego deptaka w Belgradzie, ale wystarczy wejść w bramę żeby znaleźć obdrapane podwórko z połyskliwym neonem sexshopu. W ogrodzie zoologicznym z jednej strony ładne wybiegi dla antylop, a drugiej depresyjny orangutan w betonowym boksie za kratami. Kontrasty, które przypominają, że kraj dalej jest w budowie. A buduje się dużo, wszędzie wyrastają place budowy. Serbowie widać chcą nadgonić, żeby w końcu uznano ich kraj za godny zachodu.

Jeżeli dobrze poszukacie znajdziecie pomniki bolesnej przeszłości. Chyba najsłynniejszy jest budynek byłego Ministerstwa Obrony w Belgradzie, zbombardowany przez NATO w 1999 roku. Są też pozostałości mostu w Novim Sadzie, którego los był ten sam. Jeśli uniesiecie wzrok znajdziecie plakaty przypominające, że Serbowie też byli ofiarami ludobójstwa.

Zwiedzanie Serbii oferuje wiele wrażeń. Nie brakuje tu zabytków, muzeów, parków i wszystkiego co daje wartość dodaną do podróży. Jest i natura. My wybraliśmy się do Parku Narodowego Fruska Gora, gdzie nacieszyliśmy się ciszą i połaziliśmy po kamieniołomie, który sprawiał postapokaliptyczne wrażenie. Nagie urwiska, turkusowe zalewisko i rdzewiejące maszyny. No i zero ludzi.

Niestety nie mogliśmy poświęcić na podróż zbyt wiele czasu. W samej Serbii byliśmy pełne cztery dni. Mamy niedosyt i pewnie jeszcze tam wrócimy. Wyjazd dał nam poza odpoczynkiem cenną lekcję. Nie należy ulegać stereotypom i mylnym wyobrażeniom, a po prostu pozwolić sobie na doświadczanie i wyrabianie własnego zdania. Jedno jest pewne, zaczynamy się w Bałkanach zakochiwać.

Byliście kiedyś w Serbii? Jak wrażenia? A może też odwiedziliście miejsce, które w rzeczywistości odbiegło od Waszych wyobrażeń? Podzielcie się swoimi historiami :)

Na zdjęciu hotel Moskwa w Belgradzie, który gościł m.in Alberta Einsteina, Nikolę Teslę i Alfred'a Hitchcock'a

Post 10/05Nazwa burek jednoznacznie kojarzy mi się z popularnym niegdyś psim imieniem. Tymczasem okazuje się, że na Bałk...
12/05/2026

Post 10/05

Nazwa burek jednoznacznie kojarzy mi się z popularnym niegdyś psim imieniem. Tymczasem okazuje się, że na Bałkanach ma zupełnie inną odsłonę. Tutaj burek to nadziewany placek z cienkiego ciasta. Ten na zdjęciu nadziewany jest ziemniakami, a pochodzi z małej piekarni, która wypieka tylko burki. Lokal wygląda jak wyjęty z lat dziewięćdziesiątych, a kupić w nim można tylko cztery rodzaje placków i jogurt na popitkę. Trafiłem na niego przypadkiem, a do skosztowania burka zachęciła mnie niekończąca się kolejka lokalsów. Czy było dobre? Wróciliśmy dzisiaj i wrócimy jutro, więc zdecydowanie tak.

A wy kosztowaliście burka? A może znacie jakiegoś psiaka o tym imieniu? Dajcie znać

Post 09/05Ludzie z podróży przywożą różne pamiątki. Jedni magnesy, drudzy jakieś durnostojki, jeszcze inni choroby wener...
10/05/2026

Post 09/05

Ludzie z podróży przywożą różne pamiątki. Jedni magnesy, drudzy jakieś durnostojki, jeszcze inni choroby weneryczne. Ja zawsze przywoziłem książki. Z tego powodu z zagramanicy zacząłem przywozić te Terrego Pratchetta wydane w języku kraju, który odwiedzam. Czy je przeczytam? Małe szanse, jednak jak to pamiątki przypominają mi odwiedzone miejsca. Poza tym, Pratchetta nigdy za mało ;)

A co do Serbii. Novi Sad (drugie największe miasto w tym kraju) ma swój urok. Podoba mi się o wiele bardziej niż Batysława i wygląda o wiele lepiej niż niejedne polskie miasto. Starówka jest bardzo ładna, a miejski park tętni życiem. Są tu stare odrapane zaułki, zdobione kamienice i nowoczesne przeszklone budynki. Mamy zamiar tu jeszcze trochę pobłądzić.

Post 08/05Czasem kiedy odwiedzi nas wyjątkowo "ekscentryczny" klient mawiamy, że niezłe z niego UFO. Okazuje się, że spo...
09/05/2026

Post 08/05

Czasem kiedy odwiedzi nas wyjątkowo "ekscentryczny" klient mawiamy, że niezłe z niego UFO. Okazuje się, że spodki lądują nie tylko pod naszą przychodnią. Widoczny na zdjęciu wieńczy most nad Dunajem w Bratysławie, która została naszym pierwszym przystankiem w podróży. Dawno chcieliśmy już tu przyjechać ale jakoś nie wychodziło. W końcu się udało. Jak wrażenia? Stare miasto ma ładne zaułki i kamienice, tu i ówdzie przyozdobione ciekawym detalem. Gurujący nad okolicą zamek też spoko. Zaliczyliśmy przyjemny spacer po historycznej części miasta i po zoo. Ale... No właśnie, jest spoko. Bratysława jest ładna ale nie skradła nam serca tak jak Budapeszt. Cieszę się że udało się nam tu wpaść, jednak nie wiem czy znajdę motywację, żeby wrócić. A jutro kierunek Serbia.

Adres

Tarnowskie Góry

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Nie zadzieraj z Weterynarzem umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Nie zadzieraj z Weterynarzem:

Udostępnij