Łapcie

Łapcie Moja historia opiekunki do zwierząt zaczyna się dość smutno, bo od śmierci mojej ukochanej psiej przyjaciółki.

Nie potrafię żyć bez zwierząt, a że mam dużo miłości w sobie, to chętnie zaopiekuję się Twoim psim lub kocim dzieckiem❤️ Łapcie wolne terminy!

17/05/2026

Nie ma to jak wieczorny chill z kotkiem❤️🙏
Łapcie

       Kochani❤️🐾 𝐒𝐳𝐮𝐤𝐚𝐦 𝐩𝐬𝐢𝐞𝐠𝐨 𝐜𝐚𝐬𝐞 𝐬𝐭𝐮𝐝𝐲 𝐝𝐨 𝐝𝐚𝐫𝐦𝐨𝐰𝐞𝐣 𝐤𝐨𝐧𝐬𝐮𝐥𝐭𝐚𝐜𝐣𝐢 𝐛𝐞𝐡𝐚𝐰𝐢𝐨𝐫𝐚𝐥𝐧𝐞𝐣! Obecnie rozwijam się w kierunku behawi...
28/04/2026



Kochani❤️

🐾 𝐒𝐳𝐮𝐤𝐚𝐦 𝐩𝐬𝐢𝐞𝐠𝐨 𝐜𝐚𝐬𝐞 𝐬𝐭𝐮𝐝𝐲 𝐝𝐨 𝐝𝐚𝐫𝐦𝐨𝐰𝐞𝐣 𝐤𝐨𝐧𝐬𝐮𝐥𝐭𝐚𝐜𝐣𝐢 𝐛𝐞𝐡𝐚𝐰𝐢𝐨𝐫𝐚𝐥𝐧𝐞𝐣!

Obecnie rozwijam się w kierunku behawiorysty psów i jestem w trakcie szkoły behawioralnej. W związku z przygotowaniem pracy dyplomowej szukam psa oraz opiekuna do przeprowadzenia bezpłatnej konsultacji behawioralnej.

Jeśli czujesz, że Twój pies potrzebuje wsparcia, a Ty chcesz lepiej zrozumieć jego zachowanie i potrzeby — chętnie pomogę 😊

📍 Konsultacja jest całkowicie darmowa
📍 Szukam nowych przypadków — oferta 𝒏𝒊𝒆 𝒅𝒐𝒕𝒚𝒄𝒛𝒚 moich stałych klientów petsittingowych
📍 Zastrzegam sobie możliwość wyboru przypadku, który będzie najbardziej odpowiedni do pracy dyplomowej

Jeśli czujesz, że to może dotyczyć Ciebie i Twojego psa, napisz do mnie w wiadomości prywatnej i opisz krótko Waszą sytuację 🐶💛

Będę wdzięczna również za udostępnienia! 🙏

Najbardziej interesują mnie okolice: Gdańsk Południe, Straszyn, Pruszcz Gdański lub Kościerzyna.

Z Wdzięcznością❤️
Ania

          🌿 Drzewka się zazieleniają, ptaszki śpiewają, za oknem coraz więcej słońca i ciepła — a to może oznaczać tylko...
22/04/2026



🌿 Drzewka się zazieleniają, ptaszki śpiewają, za oknem coraz więcej słońca i ciepła — a to może oznaczać tylko jedno… wakacje zbliżają się wielkimi krokami! ☀️🐾

A zatem oficjalnie otwieram zapisy na miesiące wakacyjne! 🐶💛

Ze względów zdrowotnych w tym roku przyjmuję jedynie psy małe i średnie oraz psiaki, które mają opanowaną naukę chodzenia na smyczy.

Chciałabym szczególnie przypomnieć, aby 𝐧𝐢𝐞 𝐨𝐝𝐤ł𝐚𝐝𝐚𝐜́ poszukiwania opieki na ostatnią chwilę 🙏 Zwłaszcza jeśli jesteśmy jeszcze przed naszym pierwszym poznaniem.

Proces przyjęcia pupila pod moje skrzydła jest kilkuetapowy i wymaga trochę czasu — wszystko po to, aby Wasz zwierzak czuł się bezpiecznie, spokojnie i komfortowo podczas Waszej nieobecności 🫶

Najpierw odbywa się wstępna rozmowa, następnie wspólny spacer, potem moje odwiedziny w domu pupila i kończymy proces zapoznawczy odwiedzinami psiaka w mojej bazie. Dopiero po tym wszystkim możemy wspólnie zaplanować najlepszą formę opieki (tutaj link do posta o procesie zapoznawczym: https://www.facebook.com/photo?fbid=122185973624560624&set=a.122111851016560624

Wiem, że to brzmi jak sporo etapów, ale z doświadczenia wiem, że naprawdę warto — dzięki temu Wasz psiak lepiej mnie poznaje, a Wy możecie wyjechać spokojniej ❤️

Jeśli planujesz wakacyjny wyjazd i szukasz troskliwej, odpowiedzialnej opieki dla swojego czworonożnego przyjaciela — serdecznie zapraszam do kontaktu 📩🐾

PS. Stali klienci mają pierwszeństwo 😉

Z Czułością❤
Ania

Jako przyszła behawiorystka zachęcam do przeczytania i refleksji❤️  https://www.facebook.com/share/p/1Aq17iV4kG/
09/04/2026



Jako przyszła behawiorystka zachęcam do przeczytania i refleksji❤️

https://www.facebook.com/share/p/1Aq17iV4kG/

Opowiem wam dziś historię, która mimo wielkich wysiłków zakończyła się wczoraj wieczorem w moim gabinecie.

Historie Kaji i Marty.

[Ten tekst zajmie wam około 8 minut. Jeśli znajdziecie chwilę — przeczytajcie do końca. Nie będzie ani krótki, ani łatwy. Ale dziś wyjątkowo ważny dla mnie. Bo temat, który poruszam, pomijany jest niemal przez wszystkich. Jako zbyt trudny, jako tabu. Jako coś, o czym się nie mówi głośno.
A powinno się. Dzisiaj to ja ten temat zacznę]

Gdy Kaja po raz pierwszy trafiła do mojego gabinetu, jej opiekunka, Marta, miała na rękach ślady po zębach. Głębokie, fioletowo-żółte siniaki, układające się w idealny wzór psiej szczęki. Kaja była niespełna dwuletnią suczką w typie owczarka belgijskiego. Przepiękna, bystra, o oczach, które zdawały się chłonąć wszystko dookoła. Niestety, chłonęły głównie przerażenie.

Marta adoptowała ją ze schroniska pół roku wcześniej. "To pies po przejściach" – usłyszała. "Potrzebuje tylko miłości i czasu", choć nikt naprawdę nie wiedział przez co Kaja przeszła. Miłości Marcie nie brakowało. Czasu też nie. Poświęciła Kai każdą wolną chwilę. Zapisała się na szkolenia behawioralne, czytała książki o psiej psychologii, kupowała najróżniejsze gryzaki relaksacyjne i maty węchowe.

Ale umysł Kai był jak pęknięte naczynie, którego nie dało się skleić czułością.

Pierwsze tygodnie były trudne, ale dawały nadzieję. Kaja bała się obcych, kuliła się na dźwięk upadających kluczy. Z czasem jednak jej lęk nie malał – ewoluował w agresję. Zaczęło się od obszczekiwania ludzi na spacerach. Potem przyszły ataki paniki w domu, gdy za oknem przejeżdżała śmieciarka. Kaja potrafiła biegać w kółko przez godzinę, dysząc ciężko, nieobecna, zamknięta w swoim własnym koszmarze.

Marta robiła wszystko, co w jej mocy. Zaczęliśmy farmakoterapię. Leki przeciwlękowe miały wyciszyć układ nerwowy Kai na tyle, by mogła przyswajać naukę. Przez chwilę wydawało się, że idziemy w dobrym kierunku. Pies zaczął przesypiać noce.

Aż przyszedł ten dzień. Marta schyliła się, by podnieść upuszczoną smycz. Kaja, wybudzona nagłym ruchem, zaatakowała. Nie było w tym ostrzeżenia, warczenia, próby dystansowania się. Był tylko ślepy, zwierzęcy instynkt przetrwania w ciele, które uznało własną opiekunkę za śmiertelne zagrożenie.

Gdy Marta siedziała naprzeciwko mnie, z nowymi, świeżymi bandażami na przedramieniu, w jej oczach widziałem całkowite wyczerpanie. Zadała pytanie, które dla każdego lekarza weterynarii i behawiorysty brzmi jak najcięższy wyrok: "Czy ja robię jej krzywdę, pozwalając jej tak żyć?".

To nie było pytanie o jej własne bezpieczeństwo, choć miało pełne prawo nim być. To było pytanie o to, czym właściwie jest cierpienie psychiczne psa.

Bo Kaja fizycznie była okazem zdrowia. Miała lśniącą sierść, doskonałe wyniki krwi, silne serce. Ale jej umysł płonął i rozpadał się na kawałki. Żyła w nieustannym stanie zagrożenia, w trybie walki i ucieczki, z którego nie potrafiła wyjść. Jej świat był polem minowym, a każda eksplozja zostawiała rany – na ciele Marty i w psychice psa.

Decyzja o eutanazji Kai była jedną z najtrudniejszych, w jakich uczestniczyłem. Gdy podawałem jej środek usypiający, Kaja leżała na kolanach Marty. Po raz pierwszy od miesięcy jej mięśnie całkowicie zwiotczały.

Wczoraj wieczorem, odeszła spokojnie, uwalniając się od demonów, których nie potrafiliśmy pokonać.

————————————————

Historia Kai i Marty nie jest odosobnionym przypadkiem. W zaciszu gabinetów weterynaryjnych na całym świecie rozgrywają się podobne dramaty. Eutanazja behawioralna – czyli zakończenie życia zwierzęcia z powodu trudnych do opanowania, zagrażających bezpieczeństwu lub drastycznie obniżających jakość życia zachowań – pozostaje jednym z największych tabu współczesnej medycyny weterynaryjnej.

Jako społeczeństwo przywykliśmy do myśli, że usypiamy zwierzęta stare, cierpiące na nieuleczalne choroby nowotworowe, zmagające się z przewlekłym, niemożliwym do uśmierzenia bólem fizycznym. Rozumiemy, że gdy wysiadają nerki, a pies nie jest w stanie samodzielnie wstać, "miłość oznacza odpuszczenie".

Dlaczego więc tak trudno nam zaakceptować, że umysł może chorować równie śmiertelnie jak ciało?

To muszę podkreślić: Z medycznego punktu widzenia ciężkie zaburzenia lękowe, patologiczna agresja czy zachowania kompulsywne to nie są "błędy wychowawcze" czy "trudny charakter". To głębokie dysfunkcje układu nerwowego. Neuroprzekaźniki, takie jak serotonina czy dopamina, nie funkcjonują prawidłowo. Ciało migdałowate – struktura w mózgu odpowiedzialna za przetwarzanie emocji, zwłaszcza strachu – jest permanentnie nadaktywne. Zwierzę żyje w ciągłym wyrzucie kortyzolu, hormonu stresu, który w nadmiarze działa niszcząco na cały organizm.

To cierpienie, choć niewidoczne na zdjęciu rentgenowskim czy badaniach krwi, jest równie realne i wyniszczające jak np. guz złośliwy w wątrobie.

Badania epidemiologiczne, takie jak brytyjski projekt VetCompass, rzucają brutalne światło na skalę problemu. Wynika z nich, że "niepożądane zachowania" drastycznie zwiększają ryzyko eutanazji, zwłaszcza u psów młodych, poniżej trzeciego roku życia. Najczęstszą przyczyną jest agresja wobec domowników lub innych zwierząt.

Dla lekarzy weterynarii to pole minowe dylematów etycznych. Z jednej strony mamy przysięgę ochrony życia i zdrowia zwierząt. Z drugiej – obowiązek dbania o dobrostan i zapobiegania cierpieniu. Ale dobrostan to nie tylko brak chorób fizycznych. To również, zgodnie z definicją, komfort psychiczny, zdolność do wyrażania naturalnych zachowań i brak przewlekłego stresu.

Gdy trafia do nas pies, który nie potrafi odpoczywać, który samookalecza się z frustracji, albo który stwarza realne, śmiertelne zagrożenie dla swoich opiekunów czy otoczenia, stajemy przed wyborem tragicznym. Leczenie farmakologiczne i terapia behawioralna mają swoje granice. Czasem leki psychotropowe nie przynoszą efektu. Czasem środowisko, w którym żyje pies (np. blokowisko pełne bodźców, małe dzieci w domu), uniemożliwia zapewnienie mu bezpieczeństwa i spokoju.

W takich sytuacjach zmuszanie zwierzęcia do życia w klatce kenelowej przez 20 godzin na dobę, faszerowanie go maksymalnymi dawkami leków uspokajających i spacerowanie z nim wyłącznie w nocy w podwójnym zabezpieczeniu, to nie jest ratowanie życia. To przedłużanie agonii. To tworzenie więzienia dla umysłu, który i tak jest już uwięziony we własnym lęku.

Eutanazja behawioralna wywołuje ogromny stres moralny u całych zespołów weterynaryjnych. Lekarze czują presję z obu stron. Z jednej – właściciele, którzy nie radzą sobie z agresywnym psem, ale czują potworne poczucie winy, podsycane przez społeczną narrację "nie ma złych psów, są tylko źli właściciele". Z drugiej – środowiska prozwierzęce, które nierzadko stygmatyzują każdą decyzję o uśpieniu fizycznie zdrowego zwierzęcia, oskarżając opiekunów o wygodnictwo.

To okrutne uproszczenie. Decyzja o eutanazji behawioralnej to rzadko kiedy kaprys. To najczęściej finał wielomiesięcznej, a czasem wieloletniej walki, okupionej łzami, krwią, ogromnymi kosztami finansowymi i całkowitym zrujnowaniem życia osobistego opiekunów. Ci ludzie zasługują na wsparcie i empatię, a nie na lincz.

Potrzebujemy systemowych zmian i zmiany narracji. W edukacji weterynaryjnej wciąż brakuje narzędzi do obiektywnej oceny dobrostanu psychicznego i prowadzenia trudnych rozmów o końcu życia w kontekście behawioralnym. Jako społeczeństwo musimy zrozumieć, że miłość do zwierzęcia to także umiejętność przyznania, że medycyna ma swoje granice. Że czasem umysł jest zbyt zniszczony, by mógł funkcjonować w ludzkim świecie.

Nie każdą historię da się uratować miłością i treningiem. I choć podanie zastrzyku usypiającego młodemu, fizycznie silnemu psu łamie serce każdego lekarza, bywa to jedynym, prawdziwie humanitarnym rozwiązaniem.
Uwolnieniem od strachu, który bolał bardziej niż jakakolwiek rana na ciele.

Dla Kai i Marty.
K.

————
💔Mimo że tego nie chcemy, ten temat istnieje.
Pomóż mi sprawić, żeby przestał być tabu — prześlij dalej.

Adres

Ulica Starogardzka 123
Straszyn

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Łapcie umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij