14/08/2025
🐾 Info z kategorii: „Tak, wiemy, że to niepopularne, ale…”
Podczas Dni Otwartych NIE karmimy zwierząt z ręki.
Tak. Nawet jeśli osioł wygląda, jakby właśnie przepłakał pół nocy i błagał o marchewkę na otarcie łez.
Nawet jeśli jego wzrok mówi: „Tylko jeden plaster jabłka i już nigdy więcej nie poproszę…”
Nie. Serio – NIE.
Smaczki, owoce, warzywa? Jak najbardziej TAK!
Ale wszystko trafia do zbiorczej skrzynki, z której wieczorem robimy kolacyjny przegląd smaków świata.
Z głową, z umiarem, z uwzględnieniem diety, historii medycznej i hierarchii towarzyskiej w stadzie 😉
Dlaczego nie z ręki?
Bo spora część naszych zwierzaków to byli zawodnicy życia w trybie HARD.
I wiecie, co się dzieje, gdy człowiek zaczyna oznaczać „jedzenie na żądanie”?
➡️ Zwierzęta zamieniają się w automat wyczekujący marchewki,
➡️ Uczą się: „robię minę → dostaję”,
➡️ A kiedy nagle nie dostają… mamy frustrację, a czasem i agresję.
Do tego dochodzą względy zdrowotne –
Mamy konie po ochwacie, kozy z historią metaboliczną i podopiecznych, którym nadmiar cukru może więcej zaszkodzić niż pomóc.
Naprawdę nie chodzi o to, że nie chcemy się dzielić. Chodzi o to, żeby nie zrobić krzywdy.
Więc jeśli planujesz przywieźć pół warzywniaka – cudownie.
Jeśli masz ochotę dorzucić grosik na siano – cudownie razy dwa.
Ale z ręki – nie. Po prostu nie.
⸻
PS. Tak, osły będą próbowały Was przekonać, że są wyjątkami.
Nie są.
One tylko wiedzą, jak robić oczy kota ze Shreka w wersji osioł 2.0.
Nie dajcie się nabrać 😄