22/05/2026
praw zwierząt w Polsce
Dziś wyjątkowe święto -> w 1977 powstała ustawa o ochronie praw zwierząt, wprowadzając w życie jedną z najważniejszych kwestii dotyczących ich ochrony:
"Zwierzę jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę ". "Każde zwierzę wymaga humanitarnego traktowania ". ( Dz. U. nr 106, poz. 1002 z 2003 r. z późn. zmianami )
Będzie długo, ale krócej się nie da...
I właśnie dziś chciałbym Wam opowiedzieć jaka przykra sytuacja miała miejsce we wtorek wieczorem. Około godziny 20:00 odebrałam telefon ze zgłoszeniem. Na obwodnicy Nowego Miasta Lubawskiego dobrzy ludzie znaleźli małego, bardzo słabego liska. Szczenię było ewidentnie chore, miało zaklejone oczy i szło środkiem drogi, narażając na niebezpieczeństwo kierujących i samego siebie. Dobrzy ludzie, zachowując wszelkie środki ostrożności zabezpieczyli malucha i zaczęła się akcja. Grupowo szukaliśmy numerów do ośrodków rehabilitacji dzikich zwierząt z okolicy i dalej, niestety nasze nie odbierały telefonów, a te z dalszych rejonów polski wymagały zgłoszenia przez urząd, który był możliwy wyłącznie w godzinach pracy tegoż urzędu, czyli na drugi dzień rano. Maluch słabł, praktycznie przelewał się przez ręce. Nie mając możliwości udania się z nim do weterynarza, czy zawiezienia go nawet na drugi koniec polski do ośrodka, który zna się na dzikich zwierzętach, postanowiliśmy zgłosić sytuację na policję. Panowie policjanci chwilę późnej pojawili się na miejscu, zabezpieczając malucha. Dyżurny policji próbował dodzwonić się gdziekolwiek, żeby ktoś przejął od nich zwierzę i wtedy nastąpiło coś niesamowitego! Nie wiemy kto, nie wiemy jakim cudem, ale ktoś poinformował panów policjantów, że mają przenieść malca gdzieś dalej od jezdni i zostawić go tam. Autentycznie zagotowało się w nas, bo zwierzęta zarówno te objęte ochroną gatunkową jak i te, które jej nie posiadają zasługują na pomoc !!! Jak wyżej wymieniona ustawa wskazuje !!! Zasługują chociaż na godną eutazję, a nie śmierć gdzieś na poboczu, bo tak wygodniej. Nie mogliśmy do tego dopuścić, nikt z nas nie poszedł by spać mając taką wiedzę, że maluch umiera gdzieś przeniesiony dalej od jezdni, żeby nie kłuł w oczy swoim agonalnym stanem. Policja przyjechała z nim do nas. Wszyscy nadal dzwonili gdzie mogli, nic kompletnie nic nie udało się załatwić. Nareszcie policja zadzwoniła do weterynarza...i co ? Weterynarz mający podpisaną umowę z gminą odmówił przyjęcia chorego małego lisa... Zostaliśmy z ręką w nocniku i umierającym 6 tygodniowym lisem w kartonie. Około godziny 22:00 udało nam się dodzwonić do Fundacji Wzajemnie Pomocni po 2 sygnałach odebrała cudowna kobieta z sercem na właściwym miejscu. Pani z fundacji była w szoku, że weterynarz mający umowę odmówił udzielenia pomocy lisiczce. Panowie policjanci byli przy tym i czuli się równie bezsilni jak my wszyscy. Dostałam instrukcje co mam zrobić, jak zabezpieczyć malca, jakie leki i kroplówki podać. I tak zaczęła się walka. Dogrzewanie, kroplówki, antybiotyk i przeciwzapalne, cisza, spokój i izolacja od innych zwierząt. Pierwszy raz w życiu musiałam zająć się umierającym szczenięciem lisa. Jako że Pani z fundacji jest weterynarzem postawiła niestety trafną diagnozę, co mogliśmy potwierdzić dopiero na drugi dzień rano i to aż w Brodnicy ( dzięki Aga i Klaudia za pomoc i załatwienie tego ). Malutka była tak odwodniona, że ciężko było w warunkach domowych podać jej leki i kroplówki... to był koszmar przede wszystkim dla tego maleństwa, które nie dostało szansy żeby otrzymać godną pomoc. Czekałyśmy na poranek jak na zbawienie, doczekałyśmy się w pełnym składzie i zaczęła się nasza podróż. Niestety już w samej Brodnicy malutka dostała ataku, zaczęła się trząść, atak podobny do padaczki, po przyjeździe do lecznicy i wykonaniu testów na choroby zakaźne, pojawiły się kolejne ataki. Test wybarwił się bardzo szybko, mała cierpiała, wiedzieliśmy że nie ma szans, jedyną słuszną decyzją było pomóc jej odejść. Lisiczka została poddana eutanazji. Maluszek umierał z powodu nosówki. Jej stan był tragiczny już dzień wcześniej, niestety musiała poczekać na godną śmierć.
Jest nam bardzo przykro z jej powodu, z powodu tej bezsilności i odbijania się od ścian, z powodu tego że przez czyjąś decyzję musieliśmy zaopiekować się bardzo chorym zwierzęciem, bez dostępu do odpowiednich leków i wiedzy medycznej, zostaliśmy zmuszeni do narażenia na niebezpieczeństwo pozostałych naszych podopiecznych.
My sumienia mamy czyste, pomogliśmy żywej istocie w potrzebie, tak jak tylko potrafiliśmy, ale nie tak to powinno wyglądać.
Dlatego dziś, w tym ważnym dniu chcemy przytoczyć najważniejszą dla nas ustawę i to że zwierzęta nie są rzeczami, one czują, ciepią, a naszym obowiązkiem USTAWOWYM jest nieść im pomoc, nam ludziom, nie tylko tym z sumieniem na właściwym miejscu.
Dziękujemy wszystkim zaangażowanym w całą akcję: Czarek, Tomek, Marta, 3 Panowie policjanci, Agnieszka, Maciek, Klaudia, Beata, Fundacja Wzajemnie Pomocni, Michał, Pan Marcin.