14/01/2026
👏
Chciałabym zabrać głos w sprawie, która nie bardzo skleja się z profilem tego fp, za to bardzo skleja się ze mną.
Chodzi o ostatnie doniesienia o tragedii w jednej z hodowli psów. Widok cierpienia zwierząt, które powinny być otoczone miłością i opieką, budzi we mnie oczywiście wściekłość, a osoba odpowiedzialna za ten koszmar zasługuje na najwyższy możliwy wymiar kary. Do odpowiedzialności powinni też zostać pociągnięci ci, którzy zawiedli w nadzorze. Tu nie ma miejsca na taryfę ulgową.
Jednak z ogromnym niepokojem obserwuję to, co dzieje się wokół tej sprawy w social mediach.
Tak jakby ktoś czekał na taką tragedię, by rozpętać medialną burzę uderzającą w cały Związek Kynologiczny w Polsce. Narracja, według której najstarszy polski związek kynologiczny to „siedlisko patologii”, zalewa Internet i nie mogę przejść obok tego obojętnie.
Jestem członkiem tego stowarzyszenia, a dokładniej oddziału warszawskiego i wiem, że zdecydowana większość hodowców zrzeszonych w ZKwP to pasjonaci, którzy raczej mają bardzo kosztowne hobby niż biznes.
Większość znanych mi hodowców dba o swoje psy bardziej niż o siebie i trudno mi patrzeć na to, jak równo teraz pluje się po wszystkich.
ZKwP to kilkadziesiąt tysięcy członków i 50 oddziałów w całej Polsce. To ogromna struktura i licząc początki powstania tej organizacji - z ponad 100 letnią już tradycją.
Dzięki wieloletniej pracy ludzi, którzy byli i są pasjonatami danej rasy, do światowej kynologii wprowadziliśmy polskie rasy, takie jak: owczarek podhalański, owczarek nizinny, ogar polski, chart polski, gończy polski czy polski spaniel myśliwski. To wszystko nie zadziało się ot tak.
Natomiast efekt aktualnego szumu będzie taki, że ludzie przymierzający się do kupna psa jakiejś rasy, dostaną komunikat „wszędzie, byle nie w ZKwP, bo tam jest patologia i je*ani oprawcy”.
W ten sposób trafią w ręce producentów spod szyldu innych stowarzyszeń, gdzie psy rozmnaża się bez badań, bez kontroli, na chybił trafił a rodowody drukuje się na domowych drukarkach.
I wiem to, bo pod opiekę bliskiego mi Stowarzyszenia Dogi Adopcje, corocznie trafia kilkadziesiąt psów a rodowód ZKwP ma kilka na krzyż i z reguły są to historie losowe, niedotyczące zaniedbania. Cała reszta to psy w typie rasy, z rodowodami (jeżeli już jakieś mają) gdzie w dalszych pokoleniach są Pusia i Reksio.
I tak jest w wielu innych rasach, zwłaszcza modnych.
Np. buldożki francuskie w umaszczeniach "blue" lub "merle" to efekt produkcji a nie hodowania. W ZKwP nie ma takich umaszczeń i nie bez przyczyny, bo ciągną za sobą wiele schorzeń. W „mojej” rasie np. zabronione jest krycie arlekin x arlekin, bo z tego połączenia rodzą się też psy białe, które są ślepe albo głuche, a często jedno i drugie. W pozostałych stowarzyszeniach (często tworzonych przez członków rodziny) natomiast o to się nie dba.
Nie znajdziecie w ZKwP różnych hybryd typu labradoodle, maltipoo itp. itd. Nie dlatego, że blokuje się nowe rasy, ale dlatego, że to jest tylko i wyłącznie marketingowy konstrukt, za którym nie stoi ani spójny program hodowlany, ani długofalowa selekcja zdrowotna i behawioralna. Krzyżowanie dwóch ras obciążonych własnymi problemami genetycznymi nie daje automatycznie „zdrowszego psa”, a wręcz zwiększa nieprzewidywalność cech – zarówno fizycznych, jak i psychicznych.
Jako zwykły członek tego związku, niepełniący żadnych funkcji, widzę oczywiście wady tej organizacji. Wiem, że w wielu obszarach jest skostniała. Nie jest wolna od układów i układzików.
Ale to właśnie dlatego chodzę na każde zebranie wyborcze.
Głosuję na ludzi, których znam osobiście - nie po to, by sobie coś tam „załatwić”, ale dlatego, że znam ich właśnie od strony pasji, wysokich standardów oraz miłości do psów.
Wiem, że chcą działać i chcą zmieniać tę organizację na lepsze.
I zauważam te zmiany, bo jak byłam na pierwszym wyborczym walnym, to czułam się jak na planie „Misia” a teraz, przynajmniej w warszawskim oddziale, to wygląda zupełnie inaczej.
Wierzę, że tylko oddolna zmiana i wybieranie ludzi z zasadami mogą sprawić, że ta organizacja będzie funkcjonować lepiej, że system nadzoru będzie bardziej szczelny i że priorytetem cały czas będą etyka i standardy.
Niemniej jednak, przy takiej ilości członków, nie da się zapewne całkowicie uniknąć takich historii, jak ta ostatnia. Zwłaszcza, że "funkcje" w ZKwP to w rzeczywistości jest wolontariat.
Ale to zdecydowanie nie jest normą, a tak się to teraz przedstawia.
Za hasłem ZKwP stoją też ludzie oraz psy tacy jak ja i Cwaniak, który nie jest „produktem” jakiegoś patologicznego systemu, tylko efektem wielu lat zdobywania wiedzy, odpowiedzialności i realnej troski o dobrostan zwierząt.
Jestem absolutnie za surowym karaniem okrucieństwa.
Mój sprzeciw budzi jednak nagonka i zbiorowe oskarżenia, które zwierząt nie chronią.
Jedynie upraszczają rzeczywistość.