21/02/2026
Małymi krokami nadciąga wiosna ☀️🌺🌼🌸 - czas treningu wyżłów w polu 🙂. A więc z tej okazji łapcie sporą dawkę wiedzy odnośnie treningu bardzo ważnej stójki 🙂. Przy okazji pamiętajcie o zabezpieczeniu sowich psów przed kleszczami 🕷🕷
Nauka / trening stójki w pigułce 😂
Aby zrozumieć stójkę, nie da się uniknąć zajęcia się gatunkami drobnej zwierzyny, które pies myśliwski ma wyszukiwać i wystawiać. Pies wystawiający powinien robić stójkę na przepiórki, słonki, kuropatwy, bażanty, króliki i zające. Za granicą oczywiście na odpowiednie gatunki, takie jak kuropatwy czerwone (pardwy), grouse itp.
Gatunki te łączy to, że w obliczu zbliżającego się zagrożenia albo natychmiast uciekają, albo polegają na swoim kamuflażu i „przywierają” do ziemi, aby stać się niewidoczne. Jeśli zdecydują się przywrzeć, odległość między psem a zwierzyną nazywam dystansem przywierania – jest on oczywiście zmienny. Gdy pies przekroczy ten dystans, przywierająca zwierzyna nagle ucieka, najczęściej z całych sił. U ptaków grzebiących dochodzi jeszcze to, że gdy zagrożenie staje się mniej wyraźne, oddalają się cicho z obszaru niebezpieczeństwa.
Gdy zagrożenie znów staje się bardziej odczuwalne, ponownie przywierają. Wszystko to pies wystawiający odbiera nosem. Dobrze wyszkolony pies „wyczuwa”, czy zwierzyna jest jeszcze na tyle daleko, że może bezpiecznie podejść bliżej, nie podnosząc jej z legowiska, czy też jest już tak blisko, że każdy kolejny ruch przekroczy dystans przywierania i spowoduje ucieczkę. Tak samo pies „wyczuwa”, czy trop oddalającego się ptaka słabnie i czy może ostrożnie, niemal kocim ruchem, podciągnąć się bliżej, aby ponownie skłonić zwierzynę do przywierania.
Dobry pies wystawiający nie tylko sygnalizuje swoim zachowaniem obecność drobnej zwierzyny przed sobą, lecz także – poprzez podciąganie, które ponownie skłania zwierzynę do przywierania – umożliwia jej „ustalenie” dla myśliwego, tak aby można było ją pozyskać. Stójka jest więc znacznie bardziej złożona niż samo wskazanie obecności zwierzyny i wymaga wielu możliwości oraz doświadczenia, by rozwinąć ją w pełni.
Najlepiej pies uczy się stójki, podciągania i wytrzymywania w stójce w dobrze obsadzonym łowisku drobnej zwierzyny poprzez samodzielne próby i błędy.
Zachowanie to – cały łańcuch zachowań składających się na stójkę – jest predyspozycją uwarunkowaną genetycznie. Widziałem szczenięta, które w ogrodzie nagle zastygały, gdy po raz pierwszy poczuły kosa w żywopłocie. Stały jak skamieniałe, pełne napięcia, jakby znalazły się w innym świecie. Gdy kos odleciał (czego szczeniak nawet nie zauważył), stał jeszcze kilka sekund, a gdy zapach słabł, wyraźnie zdezorientowany przechodził w krótkie przeszukiwanie terenu. Był wciąż niezwykle zafascynowany tym, co właśnie odebrał, i można było odnieść wrażenie, że sam nie do końca rozumiał, co się z nim stało.
Są jednak psy wystawiające, u których ta predyspozycja się nie ujawnia. Uważam, że całkowicie uzasadnione jest wówczas „obudzenie” psa i rozwinięcie tej cechy. Wśród psów, które nie robią stójki, występują różne typy.
Niektóre nie wystawiają, ponieważ dotąd nie miały kontaktu z drobną zwierzyną. U psów, które – jak to niestety coraz częściej bywa – pierwszy kontakt ze zwierzyną miały podczas polowań zbiorowych na zwierzynę grubą, gdzie zwierzyna ma być ruszona z miejsca, a pies może bez ograniczeń realizować swój popęd pogoni, prawdopodobieństwo, że stójka rozwinie się sama, jest raczej niewielkie.
Niektóre psy nie wystawiają, bo nie interesują się zwierzyną albo są wobec niej lękliwe i unikają każdego jej zapachu.
Są też młode, porywcze psy mające kontakt z drobną zwierzyną, którym właściciele pozwalali zawsze gonić, bo nie potrafili zapewnić minimum posłuszeństwa. Ponieważ pogoń jest czynnością samonagradzającą – wyzwala u psa mnóstwo hormonów szczęścia – jest to niebezpieczna zabawa. W przypadku takich psów najpierw trzeba rozwiązać inne problemy niż brak stójki.
Obok notorycznych goniaczy są też psy o silnym instynkcie chwytania, które za wszelką cenę chcą złapać i schwytać. Takie psy czasem krótko wystawią albo przynajmniej zwalniają przy zapachu, by móc uchwycić zdobycz.
Dobra wiadomość jest taka, że 99,9% notorycznych goniaczy i chwytaczy można skutecznie skorygować. Po korekcie polowanie na drobną zwierzynę z takimi psami znów sprawia ogromną przyjemność.
W przypadku bardzo ostrożnych, wrażliwych psów trzeba postępować inaczej i najpierw rozbudzić instynkt łupu i chwytania. Można to zrobić za pomocą wędki treningowej, pozwalając psu często gonić i chwytać szmatkę lub zabawkę na sznurku. Dawniej pozwalaliśmy takim psom najpierw złapać kilka przepiórek, a później kilka gołębi pocztowych, by obudzić lub wzmocnić instynkt łowiecki i chwytania. Dziś z powodów etycznych i prawnych związanych z ochroną zwierząt nie jest to już dopuszczalne.
Warunkiem dobrego treningu z wyrzutnią gołębi jest pies z instynktem łupu oraz w miarę solidne opanowanie komendy „siad” lub innej komendy zatrzymującej.
Z wyrzutnią nie zaczynam pracy z przeszukiwania krzyżowego, ponieważ pies jest wtedy zbyt daleko ode mnie, a szczególnie typy chwytające w dużej odległości od przewodnika częściej próbują chwytać niż w bezpośredniej bliskości.
Ustawiam więc wyrzutnię w roślinności do kostek i zaznaczam miejsce cienką gałązką, małą pomarańczową chorągiewką przy antenie albo charakterystyczną rośliną. Wyrzutnię lekko maskuję luźno ułożonymi roślinami z pola. Ustawiam ją tak, aby podchodząc pod wiatr, nie zostawić śladu, którym pies mógłby później podążać z nosem przy ziemi. Podchodzę więc od strony zawietrznej, maskuję wyrzutnię i wychodzę tą samą drogą.
Pies oczywiście tego nie widział.
Przyprowadzam psa na lince treningowej (2,5–3 m) i przechodzę z nim w poprzek wiatru w odległości 3–5 kroków od wyrzutni. Jeśli pies przy przecinaniu zapachu choćby minimalnie skieruje głowę w stronę wyrzutni/zapachu, uruchamiam gołębia i w tej samej sekundzie wydaję komendę „siad”. W ten sposób przerywam pogoń i natychmiast wprowadzam spokój przy odrywającej się „zwierzynie”. Siedzącego psa chwalę, niespokojnego jednoznacznie koryguję do pozycji „siad” i wymagam dalszego spokoju.
Jeśli przy pierwszym przejściu nie zareaguje, zawracam i jeszcze raz przecinam zapach w drodze powrotnej.
Na początku nie chodzi o wymuszenie stójki, lecz o skojarzenie: w chwili podjęcia zapachu zdobycz natychmiast odlatuje. Po 5–10 gołębiach pies staje się ostrożniejszy i niemal sam przechodzi w stójkę. Przewodnik może tu pomóc przez naśladownictwo – wiele psów adaptuje zachowanie przewodnika, gdy ten sam skrada się lekko pochylony w stronę wyrzutni. To „podkradanie się” wystarczy dwa–trzy razy.
Pierwsza stójka
Potrzebne jest wyczucie. Początkowo gołąb był wypuszczany w chwili, gdy pies sygnalizował zapach np. ruchem głowy. Gdy podejście staje się ostrożniejsze, można chwilę poczekać, czy pies wejdzie w napięcie stójki. Jeśli tak – odliczamy w myślach sekundę, wypuszczamy gołębia, pomagamy psu w „siad” i spokojnie chwalimy.
Ćwiczenie można powtórzyć 2–3 razy, każdorazowo wydłużając stójkę o sekundę. Psa chwalimy spokojnie, delikatnie głaszcząc po grzbiecie – zbyt entuzjastyczna pochwała może sprowokować wyskok.
U większości psów z normalnym instynktem łupu efekt pojawia się po 5–10 gołębiach. „Twarde” typy chwytające potrzebują czasem dwa razy tyle.
Niektóre wrażliwe psy boją się dźwięku wyrzutni. Wtedy trzeba zbudować pozytywne skojarzenie – np. używając piłki zamiast gołębia. Dobrze też czasem zostawić pustą wyrzutnię w ogrodzie, by pies nauczył się jej ignorować.
Gdy pies potrafi stać 3–5 sekund, ćwiczymy dłuższe wytrzymanie oraz podchodzenie przewodnika. Niektóre psy nie tolerują podejścia, traktując przewodnika jak konkurenta do zdobyczy. Wtedy podchodzimy lekko z boku, głaszczemy spokojnie i dopiero potem wypuszczamy gołębia.
Jeśli pies ruszy do przodu, dajemy lekki impuls linką i spokojne, niskie „stój”. U wrażliwych psów lepiej stawiać na powtórzenia niż na siłę, aby nie wywołać unikania zapachu zwierzyny.
Gdy pies pewnie wystawia przy wyrzutni, zwiększamy dystans (10–15 m). Ćwiczymy dłuższe wytrzymanie i spokojne podejście. Po pochwaleniu wypuszczamy gołębia i wydajemy „siad”.
Poprzez powtórzenia wydłużamy czas stójki. Jeśli pies był konsekwentnie zatrzymywany w „siad” po wypuszczeniu, z czasem sam przestaje gonić – niektóre nawet same siadają.
Po takim przygotowaniu pies jest gotowy do treningu stójki w swobodnym przeszukiwaniu pola. Wyrzutnia jest jednym z najważniejszych narzędzi, ale tylko do momentu, gdy pies opanuje technikę i poziom posłuszeństwa. Nie zastąpi ona prawdziwej zwierzyny, która jest niezbędna w dalszym szkoleniu psa myśliwskiego.
Nawet mając dobrze obsadzone łowisko, najpierw pracuję z wyrzutnią – pozwala to planowo i systematycznie trenować stójkę w dowolnym miejscu.
Tekst tłumaczony
Źródło: Uwe Heiß Hundetraining