01/05/2026
Często słyszę pytanie, czy jest mi przykro, kiedy szczeniaki wyjeżdżają do swoich nowych domów.
Tak… jest w tym bardzo dużo emocji. Bo każdy z nich to dla mnie coś więcej niż tylko szczeniak. To maleńkie życie, które od pierwszych chwil jest w moich rękach. To ja przyjmuję je na świat, czuwam przy porodzie, a potem dbam o nie dzień i noc, troszcząc się o każdy szczegół ich rozwoju.
Godziny opieki, pierwsze oddechy, pierwsze spojrzenia, pierwsze zabawy… momenty, w których zaczyna się ujawniać ich wyjątkowy charakter.
Nie da się do tego nie przywiązać.
Dlatego chwila, w której wyjeżdżają, zawsze niesie ze sobą wzruszenie.
Ale razem z nim pojawia się też ogromna wdzięczność i duma. Kiedy widzę, do jakich domów trafiają, kiedy dostaję zdjęcia pełne czułości, spokoju i miłości, wiem, że każdy z nich jest dokładnie tam, gdzie powinien być.
To uczucie jest wyjątkowe.
Bo ja ich nie tracę. Mam przywilej dać im najlepszy możliwy start, a potem patrzeć, jak ich historia toczy się dalej, już w ramionach ich ludzi.
I to jest najpiękniejsza część tej drogi 🤍
Na zdjęciu: Solaris, dziś Bella, w swoim kochającym domu ✨