01/10/2026
Co dalej?
Hodowla koni jest dla mnie przede wszystkim pasją. Wybieranie klaczy, szukanie odpowiednich ogierów, czekanie na źrebaka, obserwowanie jak rośnie, pierwsze pokazy, kolejne etapy rozwoju… To wszystko kosztuje mnóstwo czasu, pracy, pieniędzy i emocji. Ale powinno dawać też ogromną satysfakcję.
I właśnie dlatego trochę szkoda mi się z tym rozstawać, ale jeśli koszt ma być większy niż zakładałam, to muszę na chwilę się zatrzymać. Jestem zadowolona z koni, które udało mi się wyhodować, z kierunku, który obrałam i z tego, co przez te lata stworzyłam.
Fleur de Lys, która jest córką Maiglöckchen, za chwilę skończy trzy lata i naprawdę wyrosła bardzo obiecująco. Jest ultra poprawna, a obserwowanie jej rozwoju daje mi ogromną satysfakcję i jest najlepszym dowodem na to, że ta praca miała sens.
I właśnie dlatego tym trudniej jest mi się od tego odsunąć.
Problemem nie jest sama hodowla.
Problemem jest to, co dzieje się wokół niej — przede wszystkim sprzedaż.
Nie daje mi już satysfakcji szukanie klientów, ciągłe ogłaszanie koni, przepisy, formalności, negocjacje i poczucie, że hodowca bardzo często stawiany jest z góry w roli tego, który na pewno chce coś ukryć albo „naciągnąć”. Do tego dochodzi szukanie okazji za wszelką cenę i oczekiwanie, że z ceny konia można jeszcze coś urwać, niezależnie od tego, ile pracy i pieniędzy zostało w niego włożone.
A ja chyba po prostu nie chcę szybko i byle komu sprzedawać koni. Szybko, tanio i do syta, to tylko w chińskim barze 😉
Dlatego moje konie na razie zostają.
Nie mam presji finansowej, która zmuszałaby mnie do szybkiej sprzedaży. Stać mnie na to, żeby spokojnie poczekać i pozwolić im zostać ze mną tak długo, jak będzie trzeba. Wolę to niż podejmowanie decyzji pod presją rynku.
Jednocześnie zdecydowałam, że na ten moment nie będę kontynuować hodowli.
Mam nowe pomysły i chcę skierować swoją energię w zupełnie inną stronę. Potrzebuję trochę dystansu, oddechu i zajęcia się czymś, co będzie dawało mi znowu przyjemność, a nie kolejne poczucie zmęczenia.
Oczywiście nie oznacza to, że potrafię całkowicie odciąć się od tego wszystkiego z dnia na dzień.
Maiglöckchen (Dante Weltino x Sandro Hit) jest obecnie źrebna Viva Vitalis i właśnie to połączenie sprawia, że mimo całej tej sytuacji będę na tego źrebaka czekać z ogromnym napięciem i ciekawością. ❤️🤗
Klaczkę po Maiglöckchen już mam, więc jeśli tym razem urodzi się kolejna dziewczyna, mam nadzieję, że właśnie ona zostanie ze mną.
To chyba będzie taki mój mały wyjątek od decyzji o zatrzymaniu hodowli.
A może po prostu niektórych rzeczy nie da się tak łatwo zakończyć. 😉
Co będzie później — naprawdę nie wiem.
Dlatego jeśli ktoś od dawna myśli o którymś z moich obecnych koni, to jest chyba ostatni moment, żeby ze mną porozmawiać. Nie robię wyprzedaży i nie mam presji na sprzedaż. Jeśli pojawi się właściwy człowiek i rozsądna propozycja — jestem otwarta na rozmowę.
Bo być może to rzeczywiście jedna z ostatnich okazji, żeby nabyć ode mnie konia z tego kierunku hodowlanego i na tym poziomie jakości. Co będzie w przyszłości — czas pokaże.
A jeśli nie — zostają ze mną.
I też będzie dobrze. 🤍
Bo czasami największym luksusem jest móc powiedzieć: nie muszę.
Nie muszę sprzedać.
Nie muszę dalej hodować.
Nie muszę nikomu niczego udowadniać.
Mogę po prostu zrobić krok w tył, nabrać dystansu i zobaczyć, co dalej.
A na ten moment mam już kilka nowych pomysłów. I chyba właśnie na nich chcę się skupić.