So Exquisite

Zadzwoń Strona internetowa Kontakt: firmę

So Exquisite Zawsze stawiamy na jakość.

So Exquisite to starannie wyselekcjonowana hodowla koni ujeżdżeniowych klasy premium oraz wyjątkowy projekt stworzony z pasji i chęci stworzenia szczególnego miejsca, w którym klasyczne podejście łączy się z dobrostanem koni.

Co dalej?Hodowla koni jest dla mnie przede wszystkim pasją. Wybieranie klaczy, szukanie odpowiednich ogierów, czekanie n...
01/10/2026

Co dalej?

Hodowla koni jest dla mnie przede wszystkim pasją. Wybieranie klaczy, szukanie odpowiednich ogierów, czekanie na źrebaka, obserwowanie jak rośnie, pierwsze pokazy, kolejne etapy rozwoju… To wszystko kosztuje mnóstwo czasu, pracy, pieniędzy i emocji. Ale powinno dawać też ogromną satysfakcję.

I właśnie dlatego trochę szkoda mi się z tym rozstawać, ale jeśli koszt ma być większy niż zakładałam, to muszę na chwilę się zatrzymać. Jestem zadowolona z koni, które udało mi się wyhodować, z kierunku, który obrałam i z tego, co przez te lata stworzyłam.

Fleur de Lys, która jest córką Maiglöckchen, za chwilę skończy trzy lata i naprawdę wyrosła bardzo obiecująco. Jest ultra poprawna, a obserwowanie jej rozwoju daje mi ogromną satysfakcję i jest najlepszym dowodem na to, że ta praca miała sens.

I właśnie dlatego tym trudniej jest mi się od tego odsunąć.

Problemem nie jest sama hodowla.

Problemem jest to, co dzieje się wokół niej — przede wszystkim sprzedaż.

Nie daje mi już satysfakcji szukanie klientów, ciągłe ogłaszanie koni, przepisy, formalności, negocjacje i poczucie, że hodowca bardzo często stawiany jest z góry w roli tego, który na pewno chce coś ukryć albo „naciągnąć”. Do tego dochodzi szukanie okazji za wszelką cenę i oczekiwanie, że z ceny konia można jeszcze coś urwać, niezależnie od tego, ile pracy i pieniędzy zostało w niego włożone.

A ja chyba po prostu nie chcę szybko i byle komu sprzedawać koni. Szybko, tanio i do syta, to tylko w chińskim barze 😉

Dlatego moje konie na razie zostają.

Nie mam presji finansowej, która zmuszałaby mnie do szybkiej sprzedaży. Stać mnie na to, żeby spokojnie poczekać i pozwolić im zostać ze mną tak długo, jak będzie trzeba. Wolę to niż podejmowanie decyzji pod presją rynku.

Jednocześnie zdecydowałam, że na ten moment nie będę kontynuować hodowli.

Mam nowe pomysły i chcę skierować swoją energię w zupełnie inną stronę. Potrzebuję trochę dystansu, oddechu i zajęcia się czymś, co będzie dawało mi znowu przyjemność, a nie kolejne poczucie zmęczenia.

Oczywiście nie oznacza to, że potrafię całkowicie odciąć się od tego wszystkiego z dnia na dzień.

Maiglöckchen (Dante Weltino x Sandro Hit) jest obecnie źrebna Viva Vitalis i właśnie to połączenie sprawia, że mimo całej tej sytuacji będę na tego źrebaka czekać z ogromnym napięciem i ciekawością. ❤️🤗
Klaczkę po Maiglöckchen już mam, więc jeśli tym razem urodzi się kolejna dziewczyna, mam nadzieję, że właśnie ona zostanie ze mną.

To chyba będzie taki mój mały wyjątek od decyzji o zatrzymaniu hodowli.

A może po prostu niektórych rzeczy nie da się tak łatwo zakończyć. 😉

Co będzie później — naprawdę nie wiem.

Dlatego jeśli ktoś od dawna myśli o którymś z moich obecnych koni, to jest chyba ostatni moment, żeby ze mną porozmawiać. Nie robię wyprzedaży i nie mam presji na sprzedaż. Jeśli pojawi się właściwy człowiek i rozsądna propozycja — jestem otwarta na rozmowę.

Bo być może to rzeczywiście jedna z ostatnich okazji, żeby nabyć ode mnie konia z tego kierunku hodowlanego i na tym poziomie jakości. Co będzie w przyszłości — czas pokaże.

A jeśli nie — zostają ze mną.

I też będzie dobrze. 🤍

Bo czasami największym luksusem jest móc powiedzieć: nie muszę.

Nie muszę sprzedać.
Nie muszę dalej hodować.
Nie muszę nikomu niczego udowadniać.

Mogę po prostu zrobić krok w tył, nabrać dystansu i zobaczyć, co dalej.

A na ten moment mam już kilka nowych pomysłów. I chyba właśnie na nich chcę się skupić.

Ale jak to? Premium Equine Hoof Care - Remek Borowski, to nie zrobisz tak, żeby konia "nie bolało" na już i można dalej ...
23/09/2026

Ale jak to? Premium Equine Hoof Care - Remek Borowski, to nie zrobisz tak, żeby konia "nie bolało" na już i można dalej śmigać 🫣😱 przecież "bez kopyt nie ma konia", to się wyklepie te kopyta i po problemie... dzisiejszy świat jeździecki 🥺

KOPYTO NIE ŻYJE OSOBNO #3 | PRACA NA KONIU OBOLAŁYM

Kulawizna jest tylko jedną z wielu oznak bólu u konia. Koń może wciąż chodzić pod siodłem i jednocześnie od dawna poruszać się sposób, który odciąża bolesne struktury. Organizm jest mistrzem kompensacji.

Jeżeli boli grzbiet, staw, mięsień czy jedna z kończyn, koń nie przestaje automatycznie się poruszać. Zmienia sposób, w jaki używa ciała. Skraca wykrok, usztywnia grzbiet, przenosi ciężar, zaczyna mocniej obciążać jedną stronę. Inne struktury przejmują pracę tej, która sobie nie radzi. Przez chwilę ten mechanizm pomaga.

Problem eskaluje, kiedy jeździec wciąż trenuje pomimo bólu. Ciało coraz lepiej radzi sobie z omijaniem problemu, a nie z jego rozwiązaniem... i znowu dochodzimy do kopyt.

Jeżeli koń przez tygodnie czy miesiące zmienia sposób obciążania kończyn, kopyta dostają dokładnie tę informację. Puszka kopytowa adaptuje się do sił, które rzeczywiście przez nią przechodzą, a podkuwacz zaczyna widzieć skutki tego procesu. Możemy werkować, kuć, zmieniać rozwiązania i zastanawiać się, dlaczego problem ciągle wraca, ale nie zniwelujemy w ten sposób bólu znajdującego się wyżej.

Właśnie dlatego, zanim po raz kolejny zaczniemy szukać winy w kopycie, warto zatrzymać się przy całym koniu. Diagnostyka, lekarz weterynarii, fizjoterapia, zmiana treningu, a czasami po prostu przerwa.

Mam wrażenie, że w świecie koni zbyt często pytamy: „czy on jeszcze może pracować?”, podczas gdy pytanie powinno brzmieć: „dlaczego tak bardzo zależy nam, żeby pracował właśnie teraz?”

Koń nie powinien zasługiwać na odpoczynek dopiero wtedy, kiedy przestaje być zdolny do pracy.

Ból nie musi skończyć się kulawizną, żebyśmy potraktowali go poważnie, a zdolność konia do kompensowania nie jest zgodą na dalszą eksploatację.

. podkuwacz . horse . horses . hoof . farrier . koń . werkowanie kopyt . kowal . zdrowe kopyta . problemy kopytowe . szkolenia kopytowe

Ojciec naszej Fleur de Lys ⚜️
23/09/2026

Ojciec naszej Fleur de Lys ⚜️

🐴 Füchtels Floriscount (Florencio I x Donnerhall) – A Modern Dressage Breeding Legend

Few stallions combine presence, movement, rideability and an outstanding dressage pedigree quite like Füchtels Floriscount OLD. 🌟

Born in 2005, Floriscount is a striking dark chestnut Oldenburg stallion standing approximately 172cm (17hh). Bred at Gut Füchtel in Vechta, Germany, he combines two of the most influential dressage bloodlines of modern times: Florencio I and Donnerhall. 🇩🇪

🧬 A Pedigree Packed with Dressage Royalty

Floriscount is by the outstanding Florencio I, whose pedigree combines Florestan I with Weltmeyer blood.

Florencio I established his reputation as an exceptional young dressage horse, becoming World Champion for Young Dressage Horses as both a five- and six-year-old. 🏆

On Floriscount's dam side we find another legend.

His dam, Elite Mare Arkona, is a daughter of the incomparable Donnerhall, one of the foundation stallions of modern dressage breeding. The pedigree continues through the State Premium mare Arwaldis, by Walldorf.

This combination gives Floriscount a pedigree overflowing with some of the qualities breeders seek in a modern dressage horse: movement, trainability, presence and performance ability. ✨

🏆 Outstanding Performance Test

Floriscount demonstrated his talent early in life.

At his 70-day stallion performance test at Schlieckau in 2008, he achieved a remarkable dressage index of 147.49, winning the dressage section. 🎉

His rideability was particularly impressive, with test riders awarding him the ultimate score of 10.0. His performance test also showcased the quality of his basic paces, including a 10 for canter and 9 for trot.

These results provided an early indication that Floriscount possessed something especially valuable for dressage breeding: not simply extravagant movement, but movement combined with rideability and willingness to work. 💫

🌍 Success in Sport

Floriscount went on to prove himself in competition with Oliver Oelrich.

FEI records show international performances at Prix St Georges and Intermediate I, including scores above 70%. He also achieved major success in Germany, finishing second in the prestigious Nürnberger Burg-Pokal Final. 🥈

In recognition of his sporting achievements, Floriscount was named an Oldenburg VTV Dressage Stallion.

🐎 Floriscount the Sire

Perhaps Floriscount's greatest contribution has been through his offspring.

He developed a reputation for producing attractive, expressive horses with excellent basic paces and desirable rideability. His progeny quickly attracted attention at foal shows, auctions and stallion licensings. 🌟

Today, his influence is firmly established. Current records from the Haupt- und Landgestüt Marbach credit Floriscount with 30 approved sons, more than 120 State Premium and Hanoverian Premium mares, and over 500 offspring competing in sport, with progeny reaching S* dressage/Grand Prix level**. 🏆

His legacy continues in the next generation through numerous sons, daughters and grandchildren appearing throughout international dressage breeding.

💙 A Lasting Influence

Füchtels Floriscount represents a fascinating combination of Florencio's modern dressage qualities with the strength and proven influence of Donnerhall.

From an exceptional performance-test winner to an international competition horse and ultimately a highly influential sire, Floriscount has demonstrated his quality in breeding, sport and through his descendants.

For breeders studying modern European dressage pedigrees, Floriscount (Florencio I x Donnerhall) is a name well worth remembering. 🧬🐴✨

Füchtels Floriscount – exceptional movement, outstanding rideability and a pedigree built on generations of dressage excellence. 🏆🇩🇪

Dokąd właściwie zmierza rynek jeździecki?Mam ostatnio wrażenie, że wszyscy jesteśmy w pewnego rodzaju wyścigu.Pasza droż...
22/09/2026

Dokąd właściwie zmierza rynek jeździecki?

Mam ostatnio wrażenie, że wszyscy jesteśmy w pewnego rodzaju wyścigu.

Pasza drożeje.
Siano drożeje.
Ściółka drożeje.
Prąd drożeje.
Woda kosztuje.
Weterynarz kosztuje coraz więcej.
Kowal kosztuje coraz więcej.
Transport kosztuje coraz więcej.

Do tego pensjonaty, treningi, zawody, transporty, boksy wyjazdowe…

Koszt utrzymania i użytkowania konia rośnie praktycznie z każdej strony.

I mówię to nie jako ktoś stojący z boku.

Wiem dokładnie, ile kosztuje utrzymanie konia i jak szybko rosną koszty prowadzenia stajni.

Nie można prowadzić pensjonatu, dokładając do każdego konia, to oczywiste. Rozumiem podwyżki cen.

Ale zaczynam się zastanawiać:

dokąd nas to wszystko prowadzi?

Bo nie kończy się przecież na miesięcznym pensjonacie.

Chcesz trenować?

Płacisz za trening.

Chcesz wystartować?

Płacisz za zgłoszenie, przejazd, transport, trenera, często nocleg i wszystko, co wiąże się z wyjazdem.

A potem dochodzą boksy wyjazdowe.

I tutaj czasami naprawdę zaczynam się zastanawiać, gdzie jest granica.

Coraz częściej za boks na zawodach trzeba zapłacić niemałe pieniądze, a w cenie nie zawsze znajduje się nawet podstawowe siano.

Czyli właściciel przywozi własnego konia, własne siano, w cenie ma wliczoną słomę...bez wymiany.

Do tego dochodzą ceny startów.

250 zł za godzinę jazdy rekreacyjnej? Czy 250 zł za jeden przejazd na zawodach?

I tutaj pojawia się ten sam problem.

Wszystko wokół konia drożeje.

Tylko koń jakoś nie.

Wręcz przeciwnie — ceny koni na rynku często są zaskakująco niskie w stosunku do kosztów ich wyhodowania i utrzymania.

I to jest dla mnie chyba najbardziej absurdalna część tego wszystkiego.

Pasza może kosztować więcej.

Pensjonat może kosztować więcej.

Trening może kosztować więcej.

Weterynarz może kosztować więcej.

Kowal może kosztować więcej.

Transport może kosztować więcej.

Zawody mogą kosztować więcej.

Boks wyjazdowy może kosztować więcej.

Ale kiedy hodowca wystawia dobrego konia za cenę, która ma odzwierciedlać jego jakość, nagle słyszy: „Za drogo”.

Jak to się ma ekonomicznie spiąć?

Nie piszę tego jako zarzut wobec właścicieli ośrodków czy organizatorów zawodów.

Sama doskonale wiem, że koszty działalności są ogromne.

Rozumiem również, że organizacja zawodów kosztuje.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy każdy kolejny element rynku próbuje ratować własną ekonomię podnosząc cenę, a na końcu tego łańcucha stoi właściciel konia.

I ta kieszeń ma swoją granicę.

Bo można podnosić ceny tylko tak długo, jak długo ktoś jest w stanie je płacić.

A jeżeli coraz więcej ludzi zacznie mówić:

„Nie stać mnie już na regularne treningi.”

„Nie stać mnie na starty.”

„Nie stać mnie na własnego konia.”

„Zrezygnuję z jeździectwa.”

to w pewnym momencie cały ten system zacznie się kurczyć.

I właśnie tego się obawiam.

Nie tego, że konie będą drogie.

Tylko tego, że jeździectwo stanie się tak drogie, że zacznie tracić ludzi.

A bez ludzi nie ma rynku.

Nie ma klientów na treningi.

Nie ma chętnych na pensjonaty.

Nie ma kupujących konie.

Nie ma nowych hodowców.

Nie ma młodych zawodników.

I nie ma przyszłości.

Może więc warto czasami spojrzeć na rynek nie tylko z perspektywy:

„Ile jeszcze możemy podnieść?”

ale również:

„Ile jeszcze człowiek, który utrzymuje konia, jest w stanie udźwignąć?”

Bo naprawdę nie chciałabym doczekać czasów, w których koń stanie się luksusem dla garstki najzamożniejszych.

I nie chciałabym również, żeby hodowca za kilka lat mówił:

„Chciałbym hodować dobre konie, ale już mnie na to nie stać.”

Bo wtedy wszyscy przegramy.

Nie pojedyncza stajnia.

Nie pojedynczy hodowca.

Całe środowisko.

21/09/2026
18/09/2026

3-letni Mr Mystique. Koń z papierem ujeżdżeniowym. A my… w siodle skokowym. 😂

I nie, to nie pomyłka.

Na tym etapie zdecydowanie bardziej interesuje nas samoniesienie, równowaga, swoboda ruchu i jazda do przodu niż ustawianie młodego konia „w ramkę”.

Mr Mystique ma mieć czas, żeby zbudować siłę, równowagę i prawidłową biomechanikę, a nie nauczyć się, że najważniejsze w życiu jest trzymanie nosa w jednym konkretnym miejscu.

Dlatego na tym etapie wybieramy:
➡️ jazdę do przodu
➡️ samopodtrzymanie/samoniesienie
➡️ równowagę
➡️ kontakt bez wymuszania ustawienia
➡️ swobodę i naturalny ruch

A że przy okazji siedzimy w siodle skokowym?
Cóż… papier ma ujeżdżeniowy, ale my najwyraźniej postanowiliśmy trochę utrudnić ludziom zgadywanie, co z niego będzie. 😂

Spokojnie. Ujeżdżenie mu nie ucieknie. 😉
Najpierw niech nauczy się nosić siebie, zanim zaczniemy wymagać od niego, żeby nosił jeszcze nasze ambicje. ❤️

Mr Mystique So Exquisite
Ania Maciejak trener JK System 💪
Morricone I × Dante Weltino OLD
3 lata | AES licensed

Czy warto hodować konie?Coraz częściej zadaję sobie to pytanie.Bo mam wrażenie, że dzisiaj bardzo chcemy jakości, ale ni...
16/09/2026

Czy warto hodować konie?

Coraz częściej zadaję sobie to pytanie.

Bo mam wrażenie, że dzisiaj bardzo chcemy jakości, ale niekoniecznie chcemy za nią zapłacić.

Chcemy dobrych matek.
Dobrych ogierów.
Uznanych rodowodów.
Ruchu.
Budowy.
Zdrowia.
Dobrego charakteru.
Potencjału sportowego.

Chcemy, żeby hodowca selekcjonował, badał, dobrze żywił, zapewniał najlepsze warunki, wybierał wartościowe krycia i ponosił ryzyko.

A kiedy koń pojawia się w sprzedaży?

Nagle zaczyna się polowanie na okazję.

„A ile ostatecznie?”
„A za ile oddasz?”
„Mam podobnego za połowę.”
„To przecież tylko źrebak.”
„Może się dogadamy, jak zejdzie Pani z ceny?”

Tylko że hodowla nie zaczyna się w momencie wystawienia ogłoszenia.

Zaczyna się wiele lat wcześniej.

To wybór klaczy.
Jej zakup i utrzymanie.
Badania.
Weterynarz.
Nasienie.
Krycie.
Ciąża.
Poród.
Ryzyko.
Odchów.
Żywienie.
Kowal.
Profilaktyka.
Rejestracje.
Pokazy.
Selekcja.

I ogrom pracy, której nikt nie widzi na zdjęciu źrebaka 🙄

A przede wszystkim — czas ⏳

Nie da się wyhodować wartościowego konia w kilka miesięcy. Nie da się kupić dobrej genetyki za cenę przeciętnej. Nie da się stworzyć jakości, stale tnąc koszty.

I właśnie tutaj zaczynam się zastanawiać, dokąd zmierzamy.

Bo jeżeli hodowca ma sprzedawać poniżej realnych kosztów tylko po to, żeby znaleźć kupca, to jaki ma sens inwestowanie w jakość?

Jeżeli bardziej opłaca się wyprodukować tanio, szybko i przeciętnie niż długo selekcjonować, inwestować i ponosić ryzyko — to prędzej czy później rynek będzie miał dokładnie to, za co jest gotów zapłacić.

A wtedy nie możemy być zdziwieni, że jakość zaczyna znikać.

Mam wrażenie, że to już się dzieje, ciągle słysząc narzekania, że nie ma dobrych koni...nie prawda.

I powiem bardzo szczerze:

Na dzień dzisiejszy hodowla koni nie ma dla mnie ekonomicznego sensu.

Nie dlatego, że przestałam kochać konie.

Wręcz przeciwnie.

Właśnie dlatego, że traktuję hodowlę poważnie.

Nie chcę hodować „jak najtaniej”.
Nie chcę rozmnażać dla samego rozmnażania.
Nie chcę wybierać najtańszego nasienia tylko po to, żeby zmieścić się w cenie, którą ktoś jest gotów zapłacić.
Nie chcę obniżać standardów, żeby konkurować z produkcją nastawioną wyłącznie na cenę.

Chcę hodować lepiej.

A to kosztuje.

Być może więc problem nie polega na tym, że dobre konie są „za drogie”.

Być może problem polega na tym, że przyzwyczailiśmy się oczekiwać jakości za cenę, która nie pozwala jej stworzyć.

I jest w tym pewien paradoks.

Bo kiedyś hodowcę postrzegano jako człowieka, który tworzy wartość.

Dzisiaj coraz częściej wygląda to tak, jakby miał przede wszystkim udowodnić, dlaczego jego koń nie powinien kosztować mniej.

Bo koń dobrej jakości nie jest produktem z promocji.

A hodowla jakościowa nie powinna być wyścigiem do najniższej ceny.

Jeżeli jako środowisko będziemy chcieli coraz tańszych koni, musimy się też liczyć z tym, że któregoś dnia zaczniemy pytać:

„Gdzie podziały się dobre konie?”

Być może odpowiedź będzie bardzo prosta:

Przestało się opłacać je hodować...🥲

Adres

Gryfińska 64
Gryfińska
74-100

Telefon

+48796858855

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy So Exquisite opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Firmę

Wyślij wiadomość do So Exquisite:

Skróty

Udostępnij

Kategoria