20/05/2026
KOCHANI, CZY TO CZYJAŚ ZGUBA?
Pytamy, choć obawiamy się niestety, że to po prostu ktoś go nam podrzucił pod drzwi... Kot nagle pojawił się w Kociołku na klatce schodowej, pod naszymi drzwiami - bez transportera, bez niczego. Od sąsiadów dowiedzieliśmy się, że to nie ich pupil. Pojechaliśmy z nim więc od razu do ...
Niekastrowany kocur, z gorączką, okropnym katarem i biegunką. 😭 Czipa oczywiście brak. Cały ten obraz tym bardziej wpasowuje się w założenie, że ktoś z Kociołka zrobił sobie okno życia.
Kochani, nie róbcie tak. Pytajcie nas proszę każdorazowo, czy mamy możliwość przyjąć kota, bo przecież zależy nam na pomocy i jeśli my nie będziemy mogli, to skierujemy Was dalej. Ale jeśli odmawiamy, to przecież nie dlatego, żeby Wam zrobić na złość, tylko mamy konkretne powody... Na przykład:
- miejsce tylko w DT dla kociaków
- miejsce tylko DT dla doroślaków
- albo, tak jak teraz, brak zasobów finansowych, żeby brać kolejnego naprawdę chorego kota...
Oczywiście jak już go mamy, to zrobimy co możemy, ale przecież wiecie, jak walczymy teraz o zabranie środków na ogarnięcie kotów z Przytuliska...
No a już abstrahując od naszej sytuacji, to minimum przyzwoitości to zapakowanie tego kota w transporter. Przecież on mógł uciec, zatrzasnąć się w piwnicy, zjeść porozstawiane trutki na szczury... Trochę wyobraźni. No i też bierzcie proszę pod uwagę naszych sąsiadów, Kociołek to tylko jedno mieszkanie.
Tyle. Będziemy na bieżąco dawać znać co z kotem, a w międzyczasie prosimy o udostępnienia, może jednak jest to jakaś cudowna historia, że zaginiony kot właścicielski trafił przypadkiem akurat na wycieraczkę Fundacji...