14/03/2026
OŚWIADCZENIE – BORDEROWA PRZYSTAŃ
Z ogromnym zdumieniem obserwujemy narrację, która zaczęła pojawiać się w przestrzeni publicznej w związku z interwencją dotyczącą psów z terenu gminy Gilowice.
Dlatego chcemy jasno i otwarcie przedstawić fakty.
My – jako prywatne osoby działające w ramach Borderowej Przystani – nie jesteśmy pracownikami gminy, schroniska ani firmą odławiającą zwierzęta na zlecenie samorządu. A mimo to to właśnie my wykonaliśmy pracę, którą zgodnie z prawem powinny wykonać instytucje powołane do tego i finansowane z publicznych pieniędzy.
Podczas rozmowy telefonicznej z przedstawicielami gminy usłyszeliśmy zapewnienia, że zostanie zatrudniona firma, która pomoże w odłowieniu zwierząt. Usłyszeliśmy również, że działania będą prowadzone w sposób zorganizowany.
Jak się okazało – nie pojawił się nikt.
Nie przyjechała żadna firma.
Nie pojawiła się żadna ekipa odławiająca.
Nie podjęto realnych działań w terenie.
Za to pojawiły się komentarze, że dron, który pomagał nam lokalizować zwierzęta, je straszy.
Tymczasem to właśnie dzięki temu dronowi wiedzieliśmy, gdzie psy się przemieszczają – bo uciekały w nory, w gęstwiny, w las. Cała akcja trwała dwa dni, ponieważ psy były przerażone i wycofane.
I w tym miejscu warto powiedzieć coś bardzo ważnego.
Nie zostaliśmy o pomoc poproszeni przez gminę.
Zostaliśmy o nią poproszeni przez mieszkańców gminy Gilowice, którzy widzieli dramat tych zwierząt i chcieli, żeby ktoś im pomógł.
Pierwszego dnia działań, wieczorem – po godzinie 20:00 – dostaliśmy telefon.
Nie po to, aby zapytać czy potrzebujemy wsparcia.
Nie po to, aby poinformować, że ktoś przyjedzie pomóc.
Dostaliśmy jedynie wiadomość SMS z informacją, żebyśmy odwieźli psy do schroniska, bo „pani tam czeka”.
I tutaj pojawia się bardzo ważne pytanie.
Dlaczego prywatne osoby mają odwozić zwierzęta do schroniska, skoro to schronisko – zgodnie z umową z gminą – powinno je odławiać i zabezpieczać?
To schronisko powinno pofatygować się i przyjechać po psy.
Tymczasem w terenie byliśmy my – grupa zwykłych ludzi, którzy po prostu nie potrafili odwrócić wzroku od cierpienia zwierząt.
W tej grupie byłam również ja – kobieta w ciąży, która przez dwa dni brała udział w tej akcji do samego końca, nie poddając się ani przez chwilę.
Nie dlatego, że ktoś mi za to płaci.
Nie dlatego, że to mój obowiązek.
Robiliśmy to wyłącznie dla dobra i dla życia tych psów.
OBOWIĄZKI, KTÓRE ISTNIEJĄ NA PAPIERZE
Schronisko, które ma podpisaną umowę z gminą, w swoim regulaminie jasno wskazuje:
„Podstawowym zadaniem schroniska jest przyjmowanie, odławianie i sprawowanie opieki nad bezdomnymi lub błąkającymi się psami z terenu gmin, z którymi zawarta jest umowa.”
To nie jest opinia.
To jest zapis regulaminu.
Tymczasem dowiadujemy się, że:
• schronisko nie posiada klatki-łapki dla psów,
• posiada jedynie klatki dla kotów.
I tu pojawia się pytanie, które zadaje dziś wiele osób:
Jak można realizować umowę dotyczącą odławiania bezdomnych psów, nie posiadając podstawowego sprzętu do ich odławiania?
GDZIE SĄ PSY?
W przestrzeni medialnej pojawiły się sugestie, że nie wiadomo, gdzie są zwierzęta.
Wyjaśnijmy to jasno.
Psy są bezpieczne.
Są pod opieką Borderowej Przystani – domu tymczasowego, który zapewnił im od pierwszego dnia:
• opiekę weterynaryjną
• diagnostykę
• bezpieczeństwo
• socjalizację
• realną pomoc
Nie trafiły do schroniska z bardzo prostego powodu.
Bo nikt z systemu nie zrobił nic, żeby je tam zabrać.
NIE JESTEŚMY „CHŁOPCAMI NA POSYŁKI”
Nie pozwolimy, żeby wyglądało to tak, że:
1. prywatne osoby wykonują całą pracę w terenie,
2. ryzykują, szukają, zabezpieczają zwierzęta,
3. organizują opiekę,
4. ponoszą pierwsze koszty,
5. a na końcu mają jeszcze udawać, że wszystko zadziałało jak należy.
Nie jesteśmy chłopcami na posyłki.
Nie jesteśmy darmową firmą odławiającą zwierzęta dla gminy.
Jesteśmy ludźmi, którzy zrobili to, czego inni nie zrobili.
NA KONIEC
Te psy żyją dziś dlatego, że ktoś się zatrzymał.
Nie dlatego, że zadziałał system.
Bo w tej sytuacji system nie zadziałał w ogóle.
I zanim zacznie się tworzyć narrację, która próbuje przerzucić odpowiedzialność na osoby prywatne, warto odpowiedzieć sobie na jedno pytanie:
Dlaczego znów zwykli ludzie muszą robić to, za co instytucje publiczne biorą pieniądze?